Pożar w czerskiej stolarni wybuchł w poniedziałek po 8.00 rano. Płomienie opanowały urządzenia odbierające i magazynujące trociny, które powstają przy produkcji. W systemie doszło do wybuchu trocinowego pyłu. Gorący podmuch poparzył jednego z pracowników zakładu.
Pożar w czerskiej stolarni wybuchł w poniedziałek po 8.00 rano. Płomienie opanowały urządzenia odbierające i magazynujące trociny, które powstają przy produkcji. W systemie doszło do wybuchu trocinowego pyłu. Gorący podmuch poparzył jednego z pracowników zakładu.
Do straży pożarnej zgłoszenie o pożarze w Fabryce Mebli Sękowski dotarło o 8.24. Pożar zgłosili sami pracownicy zakładu, którzy halę opuścili jeszcze przed przybyciem strażaków. – Płomienie wypełniały silos, do którego były zbierane trociny z całego zakładu. Już jadąc na miejsce, prosiłem dyżurnego o wsparcie. Pożar wyglądał groźnie – przyznaje komendant OSP z Czerska Andrzej Kuchenbecker.
Dym wzbijał się w niebo
Na miejscu pierwsze interweniowały trzy zastępy ochotniczej straży z Czerska. Dym i ogień wydobywał się z silosu o wymiarach osiem na cztery metry i wysokości około dwunastu metrów. – Było dużo dymu. Klapy zabezpieczające system wyciągu trocin wyleciały, prawdopodobnie pod wpływem wybuchu. Pracownicy na pewno najedli się strachu. Wszyscy wyszli z hali przed naszym przyjazdem. Część z nich sama podjęła akcję gaśniczą. My na płonący obiekt i inne zagrożone budynki podaliśmy dwa prądy wody. Gasiliśmy także z drabin. Sytuację dosyć szybko udało się opanować – relacjonuje Andrzej Kuchenbecker.
Miał poparzone ręce
W pożarze ucierpiał jeden z pracowników zakładu przy ulicy Łąkowej. Mężczyzna obsługujący szlifierkę wyszedł z hali z oparzeniami rąk. Został opatrzony przez załogę karetki. Przed zakładem akcję gaśniczą obserwowali pracownicy fabryki. Brało w niej udział aż dziesięć zastępów straży pożarnej. Oprócz trzech wozów OSP z Czerska, z Chojnic przyjechały cztery zastępy Państwowej Straży Pożarnej, w tym wóz z podnośnikiem i drabiną. Na miejscu działali także druhowie ochotnicy z Malachina, Krzyża i Rytla.
Duże straty
Akcja dogaszania tlących się trocin trwała blisko cztery godziny. Straty właściciel wycenił wstępnie na sto tysięcy złotych. Spaleniu oprócz elementów silosa i systemu wyciągów uległa także podłączona do nich szlifierka. Przyczyna pożaru nie jest na razie ustalona. Nieoficjalnie mówi się, że od tarcia w samym silosie mógł zapalić się trocinowy pył. Inna możliwa wersja wydarzeń mówi o iskrze, która ze szlifierki przedostała się do systemu odbierania trocin.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!