Reklama

Rozbudowa tartaku została zablokowana

12/11/2019 08:00

Zmiana stanowiska Lasów Państwowych praktycznie blokuje rozbudowę zakładu w Rytlu. Kierownictwo firmy mówi o dezinformacji i niepotrzebnym biciu piany. Z kolei burmistrz Czerska uważa, że mieszkańcy okolicy wcale nie protestowali najgłośniej.

Zmiana stanowiska Lasów Państwowych praktycznie blokuje rozbudowę zakładu w Rytlu. Kierownictwo firmy mówi o dezinformacji i niepotrzebnym biciu piany. Z kolei burmistrz Czerska uważa, że mieszkańcy okolicy wcale nie protestowali najgłośniej.


Budzącą wiele emocji sprawę tartaku w Rytlu i jego rozbudowy poruszaliśmy kilkukrotnie – najpierw w kontekście samej inwestycji, a potem protestów przeciwko jej realizacji. Przypomnijmy: w okolicach siedziby Nadleśnictwa Rytel tartak działa już ponad 100 lat. Od 2017 roku trwa inwestycja, która znacząco zmienia profil produkcji. Na terenie firmy pojawiły się nowe linie i nowoczesna hala z urządzeniami do produkcji certyfikowanego drewna konstrukcyjnego w technologii klejonki. Poza tym gmina Czersk rozpoczęła już procedury, które miały na celu zmianę przeznaczenia ponad 20-hektarowego terenu w sąsiedztwie firmy. Potężna działka, która kiedyś była lasem (formalnie nadal nim pozostaje, chociaż drzewostan zniszczyła nawałnica), miała stać się terenem przemysłowym.
Firma kontra aktywiści
Opinia publiczna szybko podchwyciła temat. Nie wszystkim spodobały się plany, za którymi stał potężny koncern Kronospan. Nie ma on najlepszej prasy, a w kilku miastach w Polsce mieszkańcy ostro protestowali przeciwko zanieczyszczeniom powodowanym przez jego przetwórnie. Kierownictwo zakładu w Rytlu przekonywało, że nie powstanie tam uciążliwa fabryka płyt drewnopochodnych, ale wiele osób nie wierzyło tym zapewnieniom. W sprawę włączyli się też aktywiści z „Chojnickiego alarmu dla klimatu”.
Szef firmy Piotr Walczak kilkukrotnie spotykał się z mieszkańcami Rytla oraz przedstawicielami sołectwa i jego władz. Był obecny także na zebraniu wiejskim, na którym nie zabrakło też przeciwników inwestycji.
Nadleśnictwo się ugięło
Sporo do powiedzenia w kontekście przyszłości terenu miały Lasy Państwowe, które chciały odlesić i sprzedać działkę w Rytlu. To one musiały wydać zgodę na zmianę przeznaczenia terenu. Z kolei na jego późniejszą sprzedaż musiał się zgodzić minister środowiska. Wszystko wskazuje na to, że pod presją opinii publicznej LP zrezygnowały z odlesienia. – Takiej deklaracji nigdy nie było. Około czterech lat temu były rozmowy i jakaś wstępna zgoda czy przychylność dla tego pomysłu, ale wtedy mówiło się o czterech hektarach – mówi nadleśniczy z Rytla Zbigniew Łącki. Gdy  nadleśnictwo miało zaopiniować założenia studium i planu miejscowego dla wspomnianego terenu, opinia była negatywna. Przekazała ją Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Toruniu po konsultacji z miejscowym nadleśniczym.
Brak zgody odnosi się zarówno do omawianego wcześniej terenu czterech hektarów, jak i kolejnych 20 hektarów. – Do podjęcia takiej decyzji na pewno przyczyniła się negatywna reakcja opinii publicznej – nie ukrywa Łącki. Dodaje, że rada gminy mogłaby przyjąć plan miejscowy mimo negatywnej opinii LP, później jednak minister środowiska może nie wydać zgody na sprzedaż. Na części wspomnianego terenu jeszcze w tym roku mogą być prowadzone prace związane z odnowieniem roślinności.
Zawieszają formalności
W związku z takimi decyzjami władze Czerska rezygnują ze swoich planów i przeprowadzania dalszych czynności. – Skoro mowa o gruncie Lasów Państwowych, który te miały zamiar sprzedać, a teraz już nie chcą, to nie ma sensu dalsze procedowanie zmian w studium i przyjmowanie planu miejscowego zagospodarowania dla tego terenu. Zawieszamy procedurę – informuje burmistrz Czerska Przemysław Biesek-Talewski. Jeżeli kierownictwo LP zmieni zdanie, do pomysłu można wrócić. Włodarz nie ukrywa, że gmina póki co nie będzie się w żaden sposób angażować w sprawę, a ruch należy teraz do inwestora.
Nie da się ukryć, że władzom gminy zależało na rozbudowie firmy i ewentualnych wpływach z podatków. Czy burmistrz postrzega sprawę jako swoją porażkę? – Nie traktuję tego w kategorii porażki. Firma bardzo się unowocześniła i będzie funkcjonować. Żałuję, że nie będzie miała możliwości rozwinąć się zgodnie z planami. Nie czuję, abym wcześniej robił coś wbrew mieszkańcom naszej gminy. Akurat oni protestowali w umiarkowany sposób – komentuje Biesek-Talewski. Nawiązuje w ten sposób do akcji protestacyjnych osób z miasta i gminy Chojnice.
Z czego się cieszą?
W emocjonalny sposób sprawę komentuje za to szef zakładu w Rytlu. – Brak mi słów, nie wiem w ogóle, jak to skomentować. Nie rozumiem tego protestu i wmawiania ludziom, że będziemy produkować coś, czego nie było w planach. Nie wiem, z czego ci ludzie się cieszą. Że nie będzie rozwoju i nowych miejsc pracy? – mówi Piotr Walczak. Protesty są dla niego sprawą niezrozumiałą, a o działania podejrzewa nawet konkurencję. Dodaje, że kierownictwo firmy nie planuje na siłę starać się o zmianę decyzji. – To bardzo blokuje nasz rozwój. Linia do klejonki będzie działać, trwa jej rozruch, ale nie osiągnie pełnej mocy, bo do tego potrzeba placu i magazynów – wyjaśnia.
 

Reklama

Na zdjęciu: Protestujący przeciw rozbudowie zakładu pojawili się między innymi na zebraniu wiejskim w Rytlu.

Materiał archiwalny. Artykuł ukazał się w „Czasie Chojnic” 31 października 2019, nr 44/905

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama


Reklama

Wideo czaschojnic.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości