Reklama

Trzy operacje serca i kolejne leczenie. Wiktoria Grzelak potrzebuje wsparcia

Do redakcji Czasu Chojnic napisała Wiktoria Grzelak z Gutowca w gminie Czersk, która od urodzenia zmaga się z poważną wadą serca. W swoim liście opisuje lata walki o zdrowie, trzy operacje na otwartym sercu i kolejne leczenie, które wymaga kosztownych wyjazdów do specjalistów oddalonych o kilkaset kilometrów od domu.

Witam Was wszystkich

Od urodzenia mam wadę serca, z którą było mi ciężko żyć. Przez ostatnie 12 lat męczyłam się i byłam sina. Do tego jeszcze wylew prawostronny. Moje zdrowie nie pozwalało na to, abym mogła jeździć na rowerze, biegać czy skakać na trampolinie. Z czasem pogodziłam się z tym, że nigdy nie będę mogła być jak inni, że zawsze będę tą „dziwną” osobą, która nie może się bawić z rówieśnikami.

Dość często myślałam wtedy, jak żyć normalnie. Jak to jest mieć zdrowe serce, mieć normalny, prosty i śliczny uśmiech oraz nigdy nie mieć blizn po operacjach lub zabiegach. Zawsze zazdrościłam osobom, które nie miały takiego życia jak ja, które nie musiały walczyć o swoje zdrowie, żeby było coraz lepiej. Codzienne modlitwy do Boga o pomoc i wymarzone życie były moją nadzieją.

Reklama

9 sierpnia 2021 roku dziewięciogodzinna operacja zmieniła moje podejście do wszystkiego. Dostałam zdrowie, o którym marzyłam. Z dnia na dzień czułam się coraz lepiej, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Jednak przez dwa miesiące leżałam na kardiochirurgii ze względu na powikłania pooperacyjne (woda w opłucnej). Miałam założone trzy dreny, które ściągały nawet litr wody z moich płuc. Przy każdym posiłku czy mówieniu dusiłam się, ale nadal walczyłam, bo wiedziałam, że wyjdę na prostą.

Po wyjściu do domu pierwszy raz czułam, że żyję. Mogłam zobaczyć moich braci, z którymi pożegnałam się z myślą, że mogę ich już nigdy nie zobaczyć.

Reklama

Niestety po dwóch latach zdiagnozowano u mnie stan depresyjny. Nowe leki powodowały u mnie schizy — widziałam więcej niż inni. Codzienne sny, w których śmierć mnie goniła, jeszcze bardziej mnie dobijały. Z czasem znowu pogodziłam się z tym, co miałam w tamtej chwili. W ciągu roku wszystko się uspokoiło, nic się nie działo. Jednak człowiek nadal ma problemy, które nie znikają, tak jak myśli. Niestety nie lubię się tym dzielić, ale z mojej strony powinnam.

11 lipca 2025 miałam próbę samobójczą, która wstrząsnęła moją rodziną i mną. Nie byłam tego świadoma — jak, dlaczego i po co. Po tym wszystkim trafiłam do szpitala na badania. Całe szczęście nic się nie stało.

Reklama

Przeżyłam 3 operacje na otwartym sercu i miałam 18 zabiegów, które kontrolują ciśnienie w sercu itd. W tym roku mój tatuś dostał zawał serca. Rehabilitacja dla rodziców kosztowała bardzo dużo, jednak wszystko poszło zgodnie z nadzieją — tata wrócił do domu cały i w lepszej formie. Niestety nie może pracować, więc nie stać nas na dojazdy i noclegi, być może także na nowe leki i rzeczy potrzebne do szpitala.

Jedyny plus w tym wszystkim jest taki, że będę badana przez najlepszego kardiologa w Polsce, ale niestety jest to około 500 km od mojego miejsca zamieszkania. Dlatego z całego serca proszę Was o pomoc.Każde udostępnienie, każda złotówka i każde dobre słowo mają dla mnie ogromne znaczenie.

Reklama

Jeśli możecie – dołączcie do mojej grupy i grupy licytacyjnej oraz udostępnijcie ten post dalej.

❤️ Pamiętajcie – nawet najmniejsza pomoc może uratować czyjeś zdrowie.

Dziękuję z całego serca za każde wsparcie

Wiki

JAK POMÓC? Dołączcie do grupy na FB z aukcjami charytatywnymi, dochód z których wesprze leczenie Wiktorii.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo czaschojnic.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości