W sobotę na terenie gminy Chojnice wybuchły dwa podobne pożary. Podczas prac żniwnych zapaliły się pola z jęczmieniem. Pożar w Lichnowach strawił łącznie cztery hektary pola, w tym zboże i rżysko. Pożar w Racławkach również pochłonął cztery hektary jęczmienia, ale był o wiele groźniejszy. Zagrożony spłonięciem był otoczony z trzech stron polami zbóż drewniany budynek mieszkalny. Akcję gaśniczą utrudniały rekordowe upały i silny wiatr. Mieszkańców i ich dobytek uratowała odważna postawa sąsiadów.
W sobotę na terenie gminy Chojnice wybuchły dwa podobne pożary. Podczas prac żniwnych zapaliły się pola z jęczmieniem. Pożar w Lichnowach strawił łącznie cztery hektary pola, w tym zboże i rżysko. Pożar w Racławkach również pochłonął cztery hektary jęczmienia, ale był o wiele groźniejszy. Zagrożony spłonięciem był otoczony z trzech stron polami zbóż drewniany budynek mieszkalny. Akcję gaśniczą utrudniały rekordowe upały i silny wiatr. Mieszkańców i ich dobytek uratowała odważna postawa sąsiadów.
Pożar na polu w Racławkach wybuchł krótko po godzinie 10.00. Zapalił się jęczmień ozimy, nieopodal drogi na Objezierze. – O godzinie 10.00 już się paliło. Ogień szedł w stronę drogi i budynku mieszkalnego sąsiadów. Było sucho jak pieprz, a do tego wiał silny wiatr. Zadzwoniłem po straż – relacjonuje Franciszek Kowalik. Jego córka pobiegła w tym czasie na drugą stronę drogi, gdzie w drewnianym domu mieszkali sąsiedzi. – Oni spali, w ogóle nie wiedzieli, jakie zbliża się do nich niebezpieczeństwo. Jak oni by zobaczyli ogień, to by już było za późno. Wokół domu rosło żyto i drzewa – dodaje Kowalik.
Nie było czym oddychać, nie było wody
Uratowana rodzina wie, jak wiele zawdzięcza pomocy sąsiadów. – Sąsiedzi nas zbudzili. Wszędzie pełno dymu. Ogień był kilkadziesiąt metrów od domu. Nie było czym oddychać. Wsiedliśmy w samochód i odjechaliśmy. Akcję obserwowaliśmy z oddali. Sąsiad, razem z synem, oborywali ciągnikiem pole, by płomienie nie przedostały się na żyto otaczające nasz dom. Oni praktycznie uratowali nasz dobytek – opowiada mieszkaniec zagrożonego domu. Sytuację, prócz warunków pogodowych, pogarszały problemy z wodą. – Straż chciała pociągnąć wodę z hydrantu, ale był nieczynny. Kolejny zniknął kilka lat temu. W końcu pociągnęli z jakiejś studzienki. Tak nie powinno być, że wybucha pożar, a nie ma czym gasić – mówi mieszkaniec Racławek.
Kosili sobie, a obok szalał pożar
Do walki z ogniem, jeszcze przed przyjazdem pierwszych jednostek straży, rzucił się Wiesław Traczyk i jego syn Łukasz Traczyk. Po telefonie z wiadomością o płonącym zbożu, nie namyślając się długo, podczepili pług i ciągnikiem ruszyli na pomoc. Mężczyźni starali się zatrzymać płomienie zbliżające się do zabudowań. – Oraliśmy skraj pola, by płomienie nie przeskoczyły na żyto. Tam nie dałoby się już ich zatrzymać. W pewnym momencie płomienie przeszły na sąsiednie pole. Na szczęście zalaliśmy je gaśnicą z naszego ciągnika – opowiada Wiesław Traczyk. Traczykowie wspominają też postawę osób pracujących tego dnia tuż obok na polu, na którym de facto pożar wybuchł. – My staraliśmy się powstrzymać ogień, a oni sobie dalej kosili. Cięli paski tuż obok nas, nawet nie przybiegli z gaśnicami. Co to za znieczulica. Przecież lada chwila mogły zapalić się domy. Poza tym to płonęło pole, na którym pracowali – oburza się Łukasz Traczyk.
Strażacy chwalą postawę rolników
O realnym zagrożeniu budynków mieszkalnych mówią też strażacy. – Z powodu wysokiej temperatury i silnego wiatru było duże prawdopodobieństwo przeniesienia się ognia na sąsiednie pole i dalej na budynki mieszkalne – mówi Dariusz Folerzyński, rzecznik prasowy Państwowej Straży Pożarnej w Chojnicach. – Gdyby nie przytomne zachowanie osób, które zaorały część pola odcinając ogień, skutki pożaru mogły być dużo poważniejsze. W przypadku pożarów na polach, w pierwszej kolejności należy zgłosić zdarzenie straży pożarnej. Później, jeśli jest taka możliwość, to w bezpiecznej odległości od płomieni należy oborać pożar lub ściąć kombajnem zboże. Zawsze jednak trzeba rozważyć możliwości powstrzymania płomieni i własne bezpieczeństwo – tłumaczy Folerzyński.
W Lichnowach też gasili
Pożar w Racławkach gasiło siedem zastępów straży pożarnej, w tym OSP z Charzyków, Ogorzelin, Nowej Cerkwi i Pawłowa. Spłonęły cztery hektary zboża, których wartość wyliczono na cztery tysiące złotych. W sobotę po godzinie 14.00 podobny pożar wybuchł w Lichnowach. Gasiły go cztery jednostki straży, w tym ochotnicy z Ogorzelin i Doręgowic. Tam również spłonęły cztery hektary pola, ale straty były o połowę mniejsze – część pogorzeliska była już rżyskiem. Przyczyny wybuchu obu pożarów na razie nie zostały ustalone.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!