Chojnickie szkoły obiegła wiadomość, że burmistrz zamierza zastąpić sprzątaczki firmą zewnętrzną. Włodarz mówił, że dopiero analizuje sprawę, ale... już wie, jakie byłyby roczne oszczędności z tego tytułu. – Dlaczego nie powiedział tego przed wyborami? Jestem pewna, że wtedy nie otrzymałby tylu głosów – mówiła jedna z pań sprzątających z „Siódemki”.
Chojnickie szkoły obiegła wiadomość, że burmistrz zamierza zastąpić sprzątaczki firmą zewnętrzną. Włodarz mówił, że dopiero analizuje sprawę, ale... już wie, jakie byłyby roczne oszczędności z tego tytułu. – Dlaczego nie powiedział tego przed wyborami? Jestem pewna, że wtedy nie otrzymałby tylu głosów – mówiła jedna z pań sprzątających z „Siódemki”.
W ubiegłym tygodniu pracownicy obsługi szkół mogli się poczuć niepewnie. Usłyszeli, że w ramach oszczędności jest możliwe, że placówki będą sprzątane przez firmę zewnętrzną. Znaczy to tyle, że pod znakiem zapytania stanęłoby zatrudnienie kilkudziesięciu osób. O swoich obawach mówili nam pracownicy Szkoły Podstawowej nr 7. – O tym, że mogą być jakieś zmiany, poinformowała nas pani dyrektor. Nie wiemy jednak nic konkretnego – stwierdzili. Wiele osób obawia się utraty pracy i argumentuje, że są wartościowymi pracownikami. – To nie jest tak, że my tylko sprzątamy. Pilnujemy porządku, pierzemy stroje piłkarskie, a jak dziecko chce się przytulić, to pogłaszczemy je po głowie czy wytrzemy zasmarkany nosek – mówili. Uważają, że firma sprzątająca nigdy nie spełni tak dobrze zadania, jak sprzątaczka zatrudniona na miejscu. – Oni wejdą na określony czas, zrobią swoje i pójdą. A co gdy w międzyczasie dziecko zwymiotuje w klasie czy coś się rozleje na korytarzu? Dzieci potrafią jogurtami naprawdę mocno nabałaganić – mówiły kobiety. A przecież nie sprząta się tylko po uczniach. – W szkole odbywają się też różne spotkania. Trzeba poczekać i następnie salę przygotować na następny dzień – wyjaśniały.
Jak w domu
Nasi rozmówcy są zadowoleni ze swojej pracy i nie chcieliby, żeby wchodziła firma zewnętrzna. – Tak naprawdę nie mamy pewności, że zatrudniłaby nas i na jakich warunkach. Mogłoby dojść do tego, że musiałybyśmy sprzątać prywatne domy, a tego nie chcemy. Do tego trzeba pamiętać, że to nie chodzi tylko o nas, ale też o pracowników innych szkół. Wątpimy, że wszyscy znaleźliby zatrudnienie – podkreślali pracownicy. Sprawa może dotyczyć nawet kilkudziesięciu osób. Pracownicy obsługi i administracji z „Siódemki” mówią, że szanują swoją pracę i nie chcą jej stracić. – Mogę powiedzieć, że tu jest mój drugi dom – podsumowała jedna z kobiet. Największy żal mają do włodarza o to, że o tak poważnych zmianach mówi już po wyborach. – Pięknie burmistrz reklamował się przed wyborami; że szkoły są świetnie wyposażone i jakie remonty robił, a tu coś takiego – wspominała jedna z pań. Inna kobieta dodała: – Gdyby powiedział to przed wyborami, na pewno nie miałby tylu głosów – mówiła. – To nam burmistrz zrobił prezent na święta.
Analiza trwa
Arseniusz Finster stanowczo zaprzecza, że już zostały podjęte jakiekolwiek decyzje. – To nie jest plan ani program. Analizujemy różne możliwości, jakie są związane z kosztami oświaty. Chodzi o czas głównie od września 2019 do sierpnia 2020, kiedy subwencja będzie mniejsza – odpowiadał Finster. Po prostu na skutek reformy odejdzie część uczniów i subwencja będzie niższa o jedną dziewiątą. Oświata to 31 mln zł z pieniędzy podatników, z czego miasto dokłada 9,5 mln zł. – Zobowiązałem się, że nawet w wyniku reformy, gdy ubędzie nam uczniów, to miasto Chojnice wytrzyma i dołoży 9,5 mln zł, ale nie dołoży 13 czy 14 mln zł – zaznaczał burmistrz. Jest teraz zadanie dla dyrektorów, żeby tak zorganizować szkoły, żeby starczyła subwencja i te 9,5 mln zł. – Jeśli musiałbym dołożyć więcej, to musiałbym skądś to wziąć – mówił. Co mają zrobić dyrektorzy? Finster zakłada, że część nauczycieli znajdzie zatrudnienie w szkołach średnich, część przejdzie na emeryturę. – Patrzymy też na koszty związane z administracją i obsługą. Nie ma żadnej decyzji, żadnego planu, tylko analizujemy. Wynika, że pewne kwoty moglibyśmy zaoszczędzić – dodał Finster. To około 300 tys. zł rocznie. Uważał, że skoro będzie mniej uczniów, to też będzie mniej sprzątania. Dodał, że szanuje pracę pań sprzątających i wie, że mają także inne obowiązki, ale na pewne sprawy trzeba patrzeć realnie. – Byłem też dyrektorem szkoły i znam ten temat od podszewki – wspominał. Dodał, że nie chce, żeby reforma odbiła się na tych, którzy najmniej zarabiają w oświacie, ale oszczędności trzeba szukać.
Księgowe i kadrowe
Jednym z pomysłów jest propozycja, żeby scentralizować system zarządzania ekonomiką szkół. – Czyli nie księgowy w każdej szkole i kadrowa, tylko żeby zrobić centrum usług wspólnych. Dobrze się składa, bo dwie panie księgowe wybierają się na emeryturę. Jak jest ich pięć, to wydaje nam się, że trzy powinny taki scentralizowany system pociągnąć. Jedna z pięciu kadrowych też wybiera się na emeryturę – informuje.
Zapewnia, że nie będzie żadnych działań autorytarnych, że wszelkie decyzje będą konsultowane m.in. ze związkami zawodowymi. – Będziemy je podejmować tylko wtedy, kiedy trzeba będzie je podjąć. Musimy być odpowiedzialni – zapewniał. Na pewno żadnych zmian nie będzie do sierpnia. – Nie ma mowy o decyzjach ponad głowami pracowników – podkreślał Arseniusz Finster. Po konferencji prasowej dodał, że spotka się z pracownikami „Siódemki”. – Pójdę tam z opłatkiem – zaznaczył.
fot. arch.
Materiał archiwalny. Artykuł ukazał się w "Czasie Chojnic" 6 grudnia 2018, nr 49/858
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!