Czy Marcin Wałdoch z kolegą wszczynali burdy pod jednym z hoteli w Chojnicach? Sam zainteresowany komentować tego nie chce. Policja prowadzi czynności w tej sprawie. Nam udało się porozmawiać ze świadkiem całego zajścia.
Czy Marcin Wałdoch z kolegą wszczynali burdy pod jednym z hoteli w Chojnicach? Sam zainteresowany komentować tego nie chce. Policja prowadzi czynności w tej sprawie. Nam udało się porozmawiać ze świadkiem całego zajścia.
Była noc z 22 na 23 października. Dyżurny policji otrzymał zgłoszenie – dwóch mężczyzn miało się awanturować pod hotelem przy placu Piastowskim w Chojnicach. Na miejsce wysłał patrol policji. Zgłoszenie jakich wiele, jednak miało dotyczyć znanego chojniczanina Marcina Wałdocha i jego kolegi. Według policji mężczyźni próbowali wedrzeć się do budynku oraz kopali stojące przed nim auta.
Atak na drzwi
– Tego dnia mieliśmy komplet gości. Zamknęłyśmy więc drzwi. Nagle usłyszałyśmy, że ktoś się do nich dobija – mówi pracownica hotelu. – Pod drzwi podeszło dwóch mężczyzn. Dość agresywnie się dobijali. W końcu zauważyli dzwonek. Zaczęli wydzwaniać. To strasznie hałasuje, więc koleżanka podeszła do drzwi i powiedziała, że nie ma wolnych miejsc – relacjonuje kobieta. Wtedy mężczyźni mieli odejść, żeby po chwili wrócić. – Zaczęli uderzać w drzwi. Jeden z nich był szczególnie agresywny. Myślałyśmy, że drzwi wepchną do środka. Nawet udało im się to na kilka centymetrów, ale na szczęście wróciły na swoje miejsce. Mam doświadczenie w pracy w barze, ale wtedy zaczęłam się naprawdę bać.
Atak na auta
Kobieta uprzedziła mężczyzn, że zadzwoni po policję. – Wtedy ten bardziej agresywny zdenerwował się bardzo. Drugi mężczyzna go odciągał. Na chwilkę był spokój.
Po kilku minutach panie w recepcji usłyszały huk. – Nie wiedziałyśmy, co się dzieje – mówi pracownica hotelu. Przez okno kobiety zauważyły, jak mężczyźni „wyżywają się” na zaparkowanych samochodach. – Skakali po nich, kopali je i przekręcali lusterka. Jedno z aut należało do naszego klienta. Musiałam wezwać policję. Wiem, do czego zdolni są pijani mężczyźni – dodaje kobieta.
Legitymowanie
– Na miejscu policjanci zastali dwóch mężczyzn. Jeden z nich leżał na samochodzie. Na widok policjantów chciał uciec. Został zatrzymany – mówi oficer prasowa chojnickiej policji Renata Konopelska-
-Klepacka. – Mężczyźni to 31-letni mieszkaniec Chojnic oraz 32-latek z powiatu tucholskiego. Policjanci wyczuwali od nich woń alkoholu – dodaje.
Mężczyźni zostali wylegitymowani, spisani przez funkcjonariuszy i wypuszczeni do domu. – Policjanci zebrali zeznania świadków. Prowadzimy czynności wyjaśniające w tej sprawie z artykułu 51 paragrafu 2 Kodeksu wykroczeń. Chodzi o zakłócanie spokoju – tłumaczy Renata Konopelska-Klepacka. Policyjne postępowanie może się jednak poszerzyć o inny wątek. – Sprawdzamy, czy zaparkowane tej nocy na placu Piastowskim auta zostały zniszczone. Jeśli tak, to ich właściciele będą mogli składać wnioski o ukaranie – dodaje rzeczniczka.
Bez komentarza
Marcin Wałdoch i jego znajomy potwierdzili w rozmowie z nami, że byli tej nocy na placu Piastowskim. Potwierdzili też, że byli legitymowani przez policjantów. Marcin Wałdoch najpierw szeroko wypowiadał się w tej sprawie, ale później uznał, że nie będzie odpowiadał na zadane przez nas pytania, że pozostanie przy oświadczeniu, które przesłał nam mailem i które publikujemy obok. Jego kompan nie chciał odnosić się do policyjnych czynności, bo, jak dodał, nie wie nic na temat toczącego się w tej sprawie postępowania.
Osoba publiczna
Marcin Wałdoch w swoim oświadczeniu napisał o osobie publicznej w myśl Kodeksu karnego. Tyle tylko, że ustawa mówi o funkcjonariuszu publicznym. Różnica jest znaczna, bo tym drugim jest na przykład prezydent RP, poseł, radny czy burmistrz. Osoba publiczna to ktoś powszechnie znany, występujący publicznie i zajmujący głos w sprawach ważnych dla społeczności lokalnej (definicja obok).
Marcin Wałdoch jest osobą publiczną – prezesem Arkanów Historii, stowarzyszenia, które nieraz wypowiadało się publicznie. Jako członek Projektu Chojnicka Samorządność uczestniczył w jego konferencjach prasowych. Startował nawet w wewnętrznych wyborach na kandydata na burmistrza Chojnic. Prawybory w PChS-ie przegrał z Mariuszem Brunką. W końcu Marcin Wałdoch jest też członkiem lokalnego Prawa i Sprawiedliwości. Publicznie krytykował burmistrza Chojnic, kiedy ten był obwiniony o zakłócanie protestu w sprawie likwidowania samorządowego przedszkola w Chojnicach.
Oświadczenie Marcina Wałdocha:
Pana pytania wkraczają w sferę prawa do prywatności. Odsyłam do Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 Kodeks karny – definicja osoby publicznej. Nie jestem osobą publiczną w rozumieniu Ustawy Kodeks karny. Wszelką próbę naruszania sfery prawa do prywatności, potraktuję w ten sposób, że wystąpię na drogę sądową z powództwem o ochronę dóbr osobistych.
Art. 51.
§ 1. Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.
§ 2. Jeżeli czyn określony w § 1 ma charakter chuligański lub sprawca dopuszcza się go, będąc pod wpływem alkoholu, środka odurzającego lub innej podobnie działającej substancji lub środka, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.
Osoba publiczna – to zgodnie z definicją encyklopedyczną taka osoba, która wykonuje funkcje publiczne lub przez inną swoją działalność zawodową, gospodarczą, społeczną, polityczną, kulturalną itp. wpływa znacząco na funkcjonowanie społeczeństwa – dr Marek Mączyński z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
AKTUALIZACJA 12.02.2016
Marcin Wałdoch i Krzysztof S. uniewinnieni
W piątek zapadł nieprawomocny wyrok w sprawie byłego członka Projektu Chojnicka Samorządność i urzędnika z tucholskiego starostwa. Mężczyźni mieli zakłócać porządek publiczny na placu Piastowskim.
W zeszłym tygodniu sąd wydał wyrok w sprawie Marcina Wałdocha i Krzysztofa S. Jesienią 2013 roku obaj mężczyźni mieli zakłócać porządek publiczny na placu Piastowskim. Policja obwiniała ich między innymi o szarpanie się, kopanie w drzwi hotelu Piast oraz w zaparkowane w jego pobliżu samochody. W tym czasie mieli być pod wpływem alkoholu. W procesie zeznawały między innymi pracowniczki hotelu, interweniujący policjanci, a nawet była partnerka Marcina Wałdocha. Obwinieni utrzymywali, że cała sprawa jest rozdmuchana przez media, a nawet polityczna. Wyrok zapadł w piątek. Sędzia uniewinnił obu obwinionych. Wyrok nie jest prawomocny i oskarżyciele mogą jeszcze złożyć apelację do Sądu Okręgowego w Słupsku. Sędzia Radosław Wyrwas uznał, że dopuszczenie się wybryku nie jest karalne, chyba że nastąpi skutek w postaci zakłócenia spokoju, wywołania uczucia lęku lub zniesmaczenia u osób postronnych, na przykład innych przechodniów. Mówiąc ściślej, nie było postronnych świadków zachowania obu obwinionych. Za osoby postronne nie można było uznać ani policjantów, ani pracowniczek hotelu. W toku postępowania nie ustalono także, by w trakcie zajścia doszło do uszkodzenia mienia. Marcin Wałdoch nie ukrywa, że jest zadowolony z takiego rozstrzygnięcia. Cieszy się również z faktu, że zapadł wyrok i sprawa nie uległa przedawnieniu. Nawiązuje tu do sprawy o zakłócanie wiecu „Wspólnej Ziemi” przez burmistrza Chojnic, która się przedawniła. – Nie dążyliśmy do przeciągania tego procesu i poddaliśmy się ocenie wymiaru sprawiedliwości. Nie wiem, czy strona oskarżycielska wniesie apelację. Cała ta sprawa jest chyba trochę dla policji kompromitująca – komentuje Marcin Wałdoch. Dodaje, że zdarzenie i późniejsze reperkusje są dla niego nauczką. – W pewnym sensie jestem osobą publiczną i z tego względu jestem niejako pod obstrzałem opinii publicznej. Z tego względu będę musiał między innymi ostrożniej wybierać miejsca, w których będę się pojawiał – dodaje Wałdoch.
sta
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!