„Czerwone Diabły” nie miały wesołej drogi powrotnej z Górnego Śląska na Pomorze. Chojniczanie przegrali 2:5 z AZS-em UŚ Katowice. Do przerwy mieliśmy bezbramkowy remis. O wszystkim zadecydowała druga połowa. Było to "comeback" Jakuba Mączkowskiego na ławkę trenerską Red Devils. Drugi debiut 34-latka w roli szkoleniowca nie wypadł więc okazale. Na dodatek dwóch graczy już na początku spotkania odniosło kontuzje. Trener miał mocno ograniczone pole manewru.
„Czerwone Diabły” nie miały wesołej drogi powrotnej z Górnego Śląska na Pomorze. Chojniczanie przegrali 2:5 z AZS-em UŚ Katowice. Do przerwy mieliśmy bezbramkowy remis. O wszystkim zadecydowała druga połowa. Było to "comeback" Jakuba Mączkowskiego na ławkę trenerską Red Devils. Drugi debiut 34-latka w roli szkoleniowca nie wypadł więc okazale. Na dodatek dwóch graczy już na początku spotkania odniosło kontuzje. Trener miał mocno ograniczone pole manewru.
Dla Red Devils była to już 15. porażka w tym sezonie. Więcej przegranych mają na koncie tylko zespoły ze strefy spadkowej. Chojniczanie mieli dwa tygodnie przerwy po spotkaniu u siebie z Piastem (1:2). W międzyczasie działacze podziękowali za współpracę trenerowi Olegowi Zozuli. Wakat szybko zniknął. Ukraińca zastąpił jego poprzednik – Jakub Mączkowski.
W pierwszej części pojedynku AZS – Red Devils nie obejrzeliśmy żadnej bramki. Sebastian Kartuszyński zachował czyste konto przed przerwą. „Karton” wrócił do bramki „Czerwonych Diabłów” pod nieobecność Kevina Kollára. W kadrze meczowej zabrakło także Andrija Burdiuha i Patryka Laskowskiego. Jakby było tego mało, już na starcie kontuzje odnieśli Kristián Medoň i Alejandro Arriazu Asensio. Mączkowski miał do dyspozycji tylko siedmiu zdrowych graczy (nie licząc bramkarza).
AZS nie miał litości dla gości. W drugiej połowie zawodnicy wykorzystali osłabienia i zaczęli zdobywać gole. Najpierw dwukrotnie „ukłuł” Michał Dubiel. W 30. minucie bramkę kontaktową zdobył Mykyta Storożuk. Jednak kolejne dwa ciosy zadali miejscowi - najpierw Daniel Wojtyna, a po chwili Kamil Musiał. Jeszcze po bramce Łukasza Sobańskiego na 2:4 można było mieć nadzieję na remis. Zabrakło jednak pary w nogach. W 39. minucie Wojtyna ustalił wynik.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!