Reklama

Działki w Charzykowach, których sprzedać nie można

30/06/2011 12:49

Jest ich dwunastu. Każdy ma kawałek ziemi między „Metalowcem” a Charzykowami. W sumie 168 działek budowlanych, których nie mogą sprzedać. Wszystko przez brak dostępu do drogi publicznej. – Wójt nie chce z nami współpracować ze zwykłej zawiści – mówią. Zbigniew Szczepański zarzeka się, że dba o interes gminy.

Jest ich dwunastu. Każdy ma kawałek ziemi między ?Metalowcem? a Charzykowami. W sumie 168 działek budowlanych, których nie mogą sprzedać. Wszystko przez brak dostępu do drogi publicznej. ? Wójt nie chce z nami współpracować ze zwykłej zawiści ? mówią. Zbigniew Szczepański zarzeka się, że dba o interes gminy.

Sprawa ciągnie się od kilku lat. Kilkunastu przedsiębiorców kupiło działki pomiędzy „Metalowcem” a Charzykowami. Grunty były rolne, ale właściciele zamierzali je podzielić. Gmina wydzieliła tam 168 działeczek. Każda o powierzchni około 1000 metrów kwadratowych.

Reklama

Sami zapłacili za plan

Właściciele gruntów umówili się z wójtem, że zapłacą z własnej kieszeni za plan zagospodarowania przestrzennego. Gmina, jak mówią, miała później przejąć ich drogi wewnętrzne, bo działki, żeby mogły być sprzedane, muszą mieć dostęp do drogi publicznej. Jednak po jakimś czasie współpraca się skończyła. – Wójt nie chce przejąć dróg i nikt go do tego zmusić nie może – mówi Grzegorz Sząszor, jeden z właścicieli gruntów.

Działki są niesprzedawalne

Właściciele od dwóch lat psioczą na wójta, bo ich działki są na razie nic nie warte. Jeden z nich poszedł nawet do pośrednictwa w sprzedaży nieruchomości. Agent napisał, że działka jest nie do sprzedania. Inny też odmówił pomocy w zbyciu gruntu, bo uznał, że sprzedaż jest niemożliwa. Wszystko przez brak dostępu do drogi publicznej. – Czytaliśmy wypowiedzi wójta, że wszyscy w gminie są równo traktowani. Nic podobnego. Przy innych podziałach gmina organizowała drogi publiczne – mówią. 

Reklama

Opłata za drogę

Nie dość, że właściciele nie mogą sprzedać działek, to muszą za nie płacić. Gmina właśnie zaczęła im naliczać opłaty adiacenckie. To podatek naliczany od zwiększenia wartości nieruchomości po przekształceniu jej z rolnej na budowlaną. Wójt może naliczyć podatek do 30 procent wzrostu wartości. Tu włodarz gminy zastosował najwyższą stawkę. – Przecież niektórzy wykosztowali się przy zakupie gruntu i opłaceniu urbanisty. Jeśli nie sprzedadzą działek, to nie będą mieli na opłaty – mówią właściciele. Opłaty małe nie są. Sięgają nawet kilkuset tysięcy złotych dla poszczególnych osób. Właściciele chcą, żeby gmina podarowała im opłaty, a w zamian przekażą za darmo urzędowi swoje wewnętrzne drogi. – Działka, którą na drogę chcę przekazać gminie jest warta dwa razy tyle, co gmina żąda ode mnie opłaty adiacenckiej. To chyba dla wójta dobry interes? – mówi Marek Lizakowski.

Reklama

Nie wzbogacą się kosztem gminy

Wójt zapewnia, że opłaty są naliczane zgodnie z ustawą. – I interesem gminy Chojnice – zaznacza Zbigniew Szczepański. Rada gminy podjęła uchwałę, która nadaje drogom przy tych działkach status wewnątrzosiedlowych. – Gdzie byli ci ludzie na etapie tworzenia planu miejscowego? Dlaczego wtedy nie zgłaszali swoich pretensji? – pyta wójt. Zbigniew Szczepański mówi, że gmina może zorganizować tam drogi publiczne, ale tylko wtedy, kiedy właściciele działek przekażą je bezpłatnie gminie pod komunikację. Właściciele chcą się na to zgodzić, ale w zamian za anulowanie opłaty adiacenckiej. – Nie ma takiej możliwości – kwituje wójt. – W gminie Chojnice nie będzie tak, że kilku panów chce zarobić krocie, a urząd będzie im to umożliwiał, wykupując metr działki pod drogę za 100 złotych – stwierdza kategorycznie Zbigniew Szczepański. 

Reklama

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama


Reklama

Wideo czaschojnic.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości