Mateusz Dajnowski zdecydował się na ekstremalny wysiłek. Wziął udział w biegu sześciogodzinnym w Warszawie na Targówku. Był najlepszym Polakom. W "generalce" zajął drugie miejsce. Ile udało mu się przebiec kilometrów?
"Sześć godzin pełnej mocy" to specyficzna i wymagająca impreza biegowa. Wygrywa ten, kto przebiegnie najwięcej kilometrów przez sześć godzin. Na starcie tegorocznej edycji stanął Mateusz Dajnowski z Angowic. Biegacza nie trzeba nikomu przedstawiać. Pomimo krótkiej przygody ze sportem ma na koncie wiele sukcesów. Pokazał, że potrafi nie tylko szybko biegać, ale także celnie rzucać lotkami do tarczy.
Biegacz sekcji lekkoatletycznej Chojniczanki kolejny raz pokazał, że nie ma dla niego żadnych granic. Nie przestraszył się deszczu i rywali. Od początku zaczął "nabijać" licznik kilometrów. Pierwsze 10 kilometrów przebiegł w tempie 3 minuty i 53 sekundy. Na 30 km zegarek pokazał tempo 3 minuty i 59 sekundy.
- To wszystko przez toaletę. Później trzeba było nadrabiać - opowiada biegacz.
Mijały kolejne minuty rywalizacji. Odpadali kolejni zawodnicy. Po 60 kilometrach Dajnowski prowadził. Po kolejnych 10 kilometrach zaczęły go łapać skurcze. - Wyszedł brak doświadczenia. Dowiedziałem się, że mam kółko zapasu nad biegaczem z Rumunii. Skorzystałem z pit stopu jak w Formule 1, czyli masażu. W końcu dałem się wyprzedzić - dodaje.
Ostatecznie licznik Dajnowskiego po sześciu godzinach biegu wskazał 87 kilometrów i 575 metrów co daje tempo 4 minuty i 6 sekund. - Zrobiłem 218 kółek wokół stadionu w sześć godzin. Przez dwa dni chodziłem jak kaczka - zakończył. Wygrał Rumun Andrei Ailenei, który przebiegł trzy kółka więcej. Dajnowski był drugi oraz został najlepszym Polakiem. Ma również szósty wynik na światowych listach w 2023 roku.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze