Najpierw komisyjnie sprawdzono, ile powinny palić służbowe samochody chojnickiej Straży Miejskiej. Później komendant wydał polecenie, ile litrów paliwa na 100 kilometrów mogą maksymalnie municypalne auta spalić. Strażnicy muszą utrzymywać zużycie paliwa przez radiowozy na określonym poziomie. Czy będą zdejmować nogę z gazu, ścigając wandali?
Najpierw komisyjnie sprawdzono, ile powinny palić służbowe samochody chojnickiej Straży Miejskiej. Później komendant wydał polecenie, ile litrów paliwa na 100 kilometrów mogą maksymalnie municypalne auta spalić. Strażnicy muszą utrzymywać zużycie paliwa przez radiowozy na określonym poziomie. Czy będą zdejmować nogę z gazu, ścigając wandali?
Komendant straży miejskiej zauważył, że zdarza się, że auta municypalnych zużywają zbyt dużo paliwa. – Samochody miały przepały. To niedopuszczalne. Trzeba było coś z tym zrobić – mówi Tadeusz Rudnik. Samochody nie miały spalania na poziomie tego określonego przez producentów. Komendant postanowił więc komisyjnie sprawdzić, ile trzy ople combo i jeden citroen berlingo powinny palić.
Komisja zatankowała
Tadeusz Rudnik wśród pracowników powołał specjalną komisję, która miała sprawdzić, ile paliwa zużywają służbowe auta. Najpierw samochody zatankowano do pełna, później, po przejechaniu odpowiedniej ilości kilometrów, komisyjnie znów zatankowano. W efekcie tego badania komendant ocenił, jaka jest norma spalania paliwa przez służbowe samochody. Najmniej ma go zużywać jeden z opli combo – 7 litrów ropy na 100 kilometrów. Najwięcej berlingo – 11,5 litra. Od października do marca, w okresie zimowym, auta mogą zużywać o jeden litr więcej.
Ekonomicznie za bandytą
Tadeusz Rudnik mówi, że kiedy jeden samochód użytkuje wiele osób, trudno jest wymóc na nich oszczędną i zdyscyplinowaną jazdę. – Strażnicy mają zwracać uwagę na to, czy warto podczas interwencji stać autem z włączonym silnikiem, czy suszyć mokre części od parkometrów na samochodowych wentylatorach – mówi komendant. Czy ekonomiczniej będą też musieli jeździć za bandytami? – Chodzi nam o zdyscyplinowanie wszystkich. To są skrajne przypadki i jednorazowe. Tu chodzi o większe oszczędności. Zdarzało się, że spalanie samochodów było za duże o 15 procent – tłumaczy Tadeusz Rudnik.
Jak to zrealizować?
Problem w tym, że miejscy strażnicy za kierownicą opli i citroena nie mają pojęcia, ile auto w danym momencie spala paliwa. – Rzeczywiście, w samochodach nie ma komputerów informujących o bieżącym spalaniu – przyznaje komendant. Jak więc strażnicy mają pilnować zużycia ropy? Tadeusz Rudnik twierdzi, że instruuje swoich podwładnych, jak oszczędnie jeździć. – Chodzi o to, żebyśmy unikali permanentnych przekroczeń zużycia paliwa – mówi komendant i dodaje, że co miesiąc sprawdza, ile na stacjach benzynowych wydają jego pracownicy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!