Wiktoria Grzelak żyje z połową serca. Mimo operacji jej stan się pogarsza. Jej mam jest w zagrożonej ciąży. Pomóżmy dokończyć zbiórkę pieniędzy na rehabilitację dziewczynki z Gutowca.
Zbiórka pieniędzy na leczenie Wiktorii Grzelak trwa już dwa lata.
- Chyba będziemy musieli założyć kolejną zbiórkę. Ale na razie nie mam na to siły – mówi drżącym głosem Monika Grzelak, mama czternastoletniej Wiktorii. - Moja córka żyje z połową serca.
Dwa lata temu Wiktoria miała trzy operacje na otwartym sercu. Trzy miesiące życia cała rodzina spędziła w szpitalu w Łodzi. Stan dziewczynki był dobry. Przybrała na wadze, zaczęła rosnąć.
- Moje serce aż się radowało – wspomina Monika Grzelak.
Wydawało się, że już wszystko poszło ku lepszemu. Pani Monika zaszła w ciążę. Oprócz Wiktorii małżeństwo ma jeszcze dwójkę zdrowych dzieci. Tymczasem pojawiła się diagnoza, że płód ma również wadę serca. Potem nastąpiła seria przeciwstawnych diagnoz, że nienarodzone dziecko również urodzi się z wadą rozwojową. Inne rozpoznania temu zaprzeczały.
- Ciąża jest zagrożona, ale ostatecznie stanęło na tym, że wada serca nie będzie tak poważna jak w przypadku Wiktorii. Ale i tak prawie całą ciążę spędziłam w szpitalu – mówi pani Monika.
Potem nadszedł kolejny cios. Stan Wiktorii zaczął się pogarszać. Od dwóch miesięcy znowu z dziewczynką trzeba było jeździć po szpitalach. Wydatki zaczęły rosnąć. Mąż pani Moniki, zamiast pracować, musiał zaopiekować się żoną i córką. Czas zaczął spędzać w samochodzie i na szpitalnych korytarzach. Wcześniej przez osiemnaście lat pracował za granicą, by uzbierać na zakup domu i utrzymanie rodziny.
- Wiki ma zmiany w serduszku, w przepływach, urosły nam naczynia w sercu, doszło do zmian w mózgowiu, siadają jej płuca, powiększona jest śledziona, wszystkie organy zaczynają jej wysiadać. Bez rehabilitacji oddechowej płuca stracą wydolność. Nic nam nie idzie, cały czas mamy pod górkę – wylicza Monika Grzelak.
Rodzina Grzelaków posprzedawała wszystko co tylko było można. Został im czternastoletni samochód, którym jeżdżą po szpitalach. Został też dom, który mogliby sprzedać, ale przecież i tak gdzieś musieliby zamieszkać.
- Psychika mi powoli siada. Jak wczoraj zobaczyłam Wiktorię znowu pod narkozą, nieprzytomną, z tlenem, to serce mi zaczęło się krajać – ciężko mówi Monika Grzelak.
LINK do zbiórki

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze