Reklama

Ona pasła gęsi, on jej towarzyszył

19/08/2011 13:08

Hildegarda i Alfons Szulcowie z Angowic chcieli, żeby 60 rocznica ich ślubu przeszła po cichutku, bez okolicznościowej fety. Bez gości się jednak nie obyło, bo o diamentowych godach pamiętali sąsiedzi.

Hildegarda i Alfons Szulcowie z Angowic chcieli, żeby 60 rocznica ich ślubu przeszła po cichutku, bez okolicznościowej fety. Bez gości się jednak nie obyło, bo o diamentowych godach pamiętali sąsiedzi.

Małżonkowie wcześniej wyprawiali okrągłe jubileusze – z okazji 50-lecia i pięć lat później byli w kościele i przygotowali przyjęcie dla najbliższych i znajomych. 60 rocznicę woleli jednak przeżyć spokojniej, głównie ze względu na zdrowie. – Ja choruję na cukrzycę, jestem po zawale – mówi pani Hildegarda. – Mąż w ostatnim roku też podupadł na zdrowiu, jest słabszy – tłumaczyła. 

Reklama

Pierwszy taki jubileusz

Gości przyjęli jednak z radością. – Że też pamiętaliście? – dziwili się, kiedy w ich części domu, dzielonego z córką Krystyną, pojawili się sąsiedzi: sołtys Krzysztof Jeszke, Kazimierz i Aniela Trześniewscy oraz Barbara Tułodziecka z synem Łukaszem. – Nie mogliśmy nie pamiętać, bo jesteście pierwszą po wojnie parą, która w naszej wsi obchodzi diamentowe gody – powiedzieli przybyli. 

Do ślubu taksówką

Hildegarda i Alfons Szulcowie od urodzenia mieszkają w Angowicach. Znają się od dziecka, razem chodzili do szkoły. – Ja pasłam gęsi, a on mi towarzyszył – śmieje się pani Hildegarda. – Widać spodobały mu się te nasze posiedzenia – mówi. 

Reklama

Kiedy wybuchła wojna, pan Alfons został wcielony do niemieckiej armii. Kilka miesięcy był w rosyjskiej niewoli na Łotwie. Wrócił w 1945 roku. – Pobraliśmy się dokładnie 29 lipca 1951 roku w Chojnicach. Do ślubu jechaliśmy taksówką – wspomina jubilat. – Ładna wtedy była pogoda, nie to co dzisiaj – dodaje, patrząc za okno.

Do pracy na rowerze

Wychowali czworo dzieci – trzech synów i córkę. – Urodziłam pięcioro, ale jeden z synów zmarł, kiedy miał trzy i pół miesiąca – mówi pani Hildegarda. 

Córka mieszka obok, w drugiej połowie domu, synowie w Chojnicach. – Mamy 10 wnucząt i troje prawnucząt. Jeden z naszych wnuków jest księdzem w Świeciu – dodają dumni dziadkowie. 

Reklama

Pan Alfons przez 32 lata pracował w Rejonie Dróg Publicznych w Pawłówku. Do pracy dojeżdżał na rowerze, a popołudniami pomagał gospodarzom w Angowicach. – Nigdy nie odmówił, chociaż był narobiony, bo w rejonie dróg zajmował się topieniem smoły – tłumaczy Barbara Tułodziecka. 

Pani Hildegarda nie pracowała zawodowo, zajmowała się domem i dziećmi. Dzisiaj małżonkowie są po 80. Lubią razem oglądać telewizję, szczególnie seriale. 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama


Reklama

Wideo czaschojnic.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości