Tomek Knitter ma 18 lat. Przyszedł na świat z chorobą genetyczną Recklinghansena, która wywołała nadciśnienie tętnicze nie do wyleczenia. – Walka z ciśnieniem krwi rozpoczęła się, gdy miał półtora roku i wiadomo, że nigdy nie będzie miała końca – mówi Barbara Knitter, mama młodego mężczyzny.
Tomek Knitter ma 18 lat. Przyszedł na świat z chorobą genetyczną Recklinghansena, która wywołała nadciśnienie tętnicze nie do wyleczenia. – Walka z ciśnieniem krwi rozpoczęła się, gdy miał półtora roku i wiadomo, że nigdy nie będzie miała końca – mówi Barbara Knitter, mama młodego mężczyzny.
Chłopak w dużej mierze właśnie z powodu nadciśnienia ma powiększoną komorę serca, wątrobę oraz śledzionę, również pozwężanych kilka tętnic, w tym aortę główną. – Ma też nerw wzrokowy nietypowych rozmiarów. Na aorcie głównej powstał tętniak, który w tej chwili stanowi główny element bezpośrednio zagrażający życiu – podkreśla pani Barbara.
Walka o nerki
Tomasz jest już po jednej operacji założenia stentu w aorcie koło serca. Przeszedł pomyślnie walkę o zachowanie nerek – obie były uszkodzone i przewidywano konieczność przeszczepu. – Lekarze dokonali cudu – uważa pani Barbara. Opisuje zabieg zdaniem: „wycięli z tyłu, przeszczepili do przodu i działają... chyba”.
Rodzina jest bardzo wdzięczna za zaangażowanie lekarzy, ich umiejętności i efekty pracy. 13 stycznia dla Tomka nie był pechowy, tylko szczęśliwy. Jego stan po zabiegu ustabilizował się na tyle, że z OIOM-u przeszedł na oddział nefrologii. – Dzięki bardzo trudnej operacji ponownego wszczepienia własnych nerek odpadł problem odrzutu obcego organu, bo został zachowany własny. Odchodzi podawanie kosztownych leków immunosupresyjnych. A co najważniejsze, już nie będzie snu z oczu spędzał problem moralny związany z pozyskaniem organów do transplantacji. Własne, naprawione nerki Tomka ruszyły i w tej chwili pracują – mówi mama.
Groźne infekcje
Tomek czuje się w tej chwili całkiem nieźle, ale wciąż jest strach przed infekcją. Każda bakteria, każdy wirus jest groźny. Tomasz ma obniżoną odporność, boryka się również z alergią na wilgoć, pleśń, zwierzęta oraz kurz. Przy tak osłabionym organizmie powinien przebywać w przyjaznym otoczeniu, w powietrzu wolnym od zanieczyszczeń i pod kontrolą specjalistów. Ponadto nie można też liczyć na obniżenie kosztów dotychczasowego leczenia Tomka, bo nadal będzie musiał on przyjmować drogie leki, dojeżdżać na badania i do specjalistów. Koszty leczenia są bardzo drogie i dlatego rodzina prosi o wsparcie. Zbiórka jest prowadzona na stronie pomocsieliczy.pl.
– Będziemy wdzięczni za choćby najdrobniejszą pomoc – mówi pani Barbara.
Wszystkie osoby i instytucje, które zechcą wesprzeć Tomka, proszone są o przekazywanie darowizn na konto Obywatelskiej Fundacji Pomocy Dzieciom w Warszawie – organizacji pożytku publicznego w Banku Millennium nr: 05 1160 2202 0000 0000 6763 3382, a także o przekazanie jednego procentu z dopiskiem „dla Tomasza Knitter”.
Na zdjęciu: Obecnie Tomek przebywa w domu. – Chciałabym, żeby zaczął uczęszczać na zajęcia do Warsztatu Terapii Zajęciowej – mówi pani Barbara. Na zdjęciu Tomek i jego młodszy braciszek Wojtek Knitter-Nyks.
fot. arch. prywatne
Materiał archiwalny. Artykuł ukazał się w „Czasie Chojnic” 4 lipca 2019, nr 27/888
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!