„Czerwone Diabły” rozpoczęły rundę rewanżową od ważnej wygranej. W pojedynku drużyn broniących się przed spadkiem chojniczanie pokonali gdański AZS. Wynik, nawet jak na futsal, był niecodzienny – 7:6. Zespół Jakuba Mączkowskiego oddalił się od strefy spadkowej. Ma obecnie nad nią siedem punktów przewagi.
„Czerwone Diabły” rozpoczęły rundę rewanżową od ważnej wygranej. W pojedynku drużyn broniących się przed spadkiem chojniczanie pokonali gdański AZS. Wynik, nawet jak na futsal, był niecodzienny – 7:6. Zespół Jakuba Mączkowskiego oddalił się od strefy spadkowej. Ma obecnie nad nią siedem punktów przewagi.
W pierwszej rundzie mecz AZS – Red Devils zakończył się wynikiem 2:2. Teraz nikt w Chojnicach nie brał pod uwagę braku wygranej. Remis byłby porażką. Liczyła się tylko pełna pula. Z takim nastawieniem gospodarze wyszli na parkiet. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Już w 59. sekundzie Jānis Pastars umieścił piłkę w siatce. Łotysz uderzył mocno zza pola karnego. Bramkarz AZS-u nie zdążył odpowiednio zareagować. Minęła kolejna minuta, a „Czerwone Diabły” cieszyły się z drugiego trafienia. Tym razem w objęciach kolegów utonął Andre Silva. „Kanika”, podobnie jak Pastars, popisał się celnym uderzeniem z dalszej odległości.
W pierwszych 20 minutach obejrzeliśmy łącznie siedem goli. Dla Red Devils trafiali jeszcze Kokoladze, ponownie Silva i Patryk Laskowski, natomiast dla AZS-u Kewin Sidor. Wojciech Pawicki nie mógł być zadowolony z gry defensywnej swoich podopiecznych. „Czerwone Diabły” łatwo dochodziły do pozycji strzeleckich. Niczego od siebie nie dał także bramkarz „Akademików” - Kacper Zelma.
Po zmianie stron to chojniczanie jako pierwsi cieszyli się z gola. Zdobył go Robert Świtoń. Po chwili kolejny gracz Red Devils wpisał się na listę strzelców. Zrobił to jednak, kierując piłkę do własnej bramki. Autorem „samobója” był Silva. Gdybyśmy mieli podzielić niedzielny mecz na cztery 10-minutowe kwarty, to w tej ostatniej gospodarze wypadli najsłabiej. „Czerwone Diabły” przegrały ją 1:3. Nadzieje w serca kibiców AZS przywrócili Jakub Domżalski, Kewin Sidor i Maciej Urtnowski. Jedynego gola dla Red Devils, jak się później okazało na wagę wygranej, strzelił Kristián Medoň.
Goście złapali kontakt z chojniczanami na 19 sekund przed końcową syreną. Remis (przy prowadzeniu Red Devils 7:4 na trzy minuty przed końcem) byłby kompromitacją i porażką gospodarzy. Ostatecznie udało się dowieźć wygraną – pierwszą w rundzie rewanżowej. Druga połowa pokazała jednak, że w chojnickim zespole jest sporo do poprawy. Na AZS to wystarczyło. Jednak czy pozwoli na nawiązanie walki z kolejnymi rywalami, czyli Rekordem, Constractem i Clearexem? Tam już nie będzie miejsca na słabsze momenty. Wystarczy zresztą spojrzeć na wyniki z poprzedniej rundy. Chojniczanie przegrali z zespołami z Bielsko-Białej i Lubawy po 0:9.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!