Spółka Wodociągi Miejskie przymierza się do modernizacji oczyszczalni ścieków. Ma to zlikwidować problem uciążliwych zapachów uprzykrzających życie chojniczanom mieszkającym w okolicach Strugi Jarcewskiej.
- Dla mnie priorytetem jest kompostownia i zmiana technologii kompostowania – mówi Tomasz Klemann, prezes Wodociągów Miejskich.
Nowa technologia radykalnie ograniczyłaby koszt utylizacji ścieków. Póki co nawet obecna kompostownia poprawia finanse spółki.
- Gdybyśmy jej nie mieli, to usunięcie jednej tony osadu kosztowałoby nas w granicach dwustu złotych – tłumaczy prezes Wodociągów.
Chojniczanie produkują rocznie nawet do siedmiu tysięcy metrów sześciennych osadów. Dzięki temu, że kilkanaście lat temu zainwestowano w kompostownię, dzisiaj koszt utylizacji metra zamyka się w kwocie 120 złotych.
- Jest to przynajmniej 30-40% taniej niż można by to zrobić siłami zewnętrznymi. No i po drugie nie ma w okolicy żadnej firmy, która byłaby w stanie przyjąć taką ilość osadów, jaką produkują Wodociągi – uważa Tomasz Klemann.
Co jest ważne przy technologii utylizacji ścieków?
Temperatura.
Mieszkańcy Chojnic i ich zwierzęta są roznosicielami jaj rozmaitych robaków: glist, tasiemców, itp. Oczyszczone z frakcji stałych ścieki mają w sobie pewną ilość jaj bezkręgowców. Osad trafia na pryzmę, w której zachodzą procesy chemiczne i powstaje temperatura na tyle wysoka, że zabija te niechciane stworzenia. Przez trzy doby reakcji biologiczno-chemicznych w osadzie temperatura dochodzi od 50, a nawet 70 stopni. Po pewnym czasie osad nabiera właściwości nawozu.
- Kompost sprzedajemy na pniu rolnikom. W tej chwili jest to nie nawóz, a polepszacz glebowy – środek poprawiający strukturę gleby – mówi Tomasz Klemann.
Produkcja kompostu jest jedynym źródłem przykrych zapachów wydobywających się z oczyszczalni.
- Zapach wydobywa się, gdy na pryzmie odkrywamy gorący kompost. Gdy odsłaniamy coś, w czym zachodzą procesy beztlenowe, to to po prostu śmierdzi. Ta pryzma zresztą paruje nawet bez odkrywania. Gdy rano na zewnątrz jest siedem stopni, a w osadzie 70 – to powstaje para. Ona idzie do góry do momentu, w którym osiągnie temperaturę otoczenia. Osadza się w Strudze Jarcewskiej i podpełza do miasta – tłumaczy prezes.
Reklama
W ten sposób uciążliwe zapachy odczuwają mieszkańcy miasta. Zwłaszcza gdy układ wiatrów jest niesprzyjający, a dzieje się to zwłaszcza przy północnych lub północno-zachodnich wiatrach.
Ratunkiem byłaby zmiana technologii utylizacji osadów.
- Trzeba stworzyć infrastrukturę, która pozwoli rozprowadzić powietrze w podłodze pod pryzmą, wybudować boksy, które da się przykryć membraną wykonaną z goretexu. Napowietrzać osad trzeba nie na zasadzie przerzucania, tylko wprowadzania powietrza od spodu. Zasada jest genialnie prosta – objaśnia Tomasz Klemann.
Reklama
Technologia jest prosta, ale koszt jej wprowadzenia oscyluje między 30-40 mln złotych. Dlaczego tak drogo? Zakup samych membran z goretexu to koszt około 11 mln złotych. Kilka milionów kosztują urządzenia do rozwijania tej membrany. Podobne zastosowania przyjęto już w tczewskiej oczyszczalni, a wkrótce ma ona też zawitać do Nakła.
Prezes Wodociągów widzi szansę na sfinansowanie tej inwestycji z programu Feniks, w którym można otrzymać nawet 60% dotacji. Jednak ze środków własnych spółka nie udźwignie takiego ciężaru inwestycji. Kolejny krok będzie należał do właściciela firmy, czyli do miasta Chojnice.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze