Reklama

Truskawki kontra klimat – jak radzi sobie plantator z Lichnów?

Wiosenne przymrozki, kapryśna pogoda i rosnące ryzyko chorób – uprawa truskawek w czasach zmian klimatycznych to prawdziwe wyzwanie. Daniel Buchwald, doświadczony plantator z Lichnów (8 ha upraw), opowiedział nam o tym, jak walczy o każdy owoc i dlaczego klimat coraz mocniej decyduje o losach truskawkowego sezonu.

– W maju mieliśmy przymrozki, sięgające nawet -5°C. Staraliśmy się zabezpieczać plantacje jak najlepiej – mówi Buchwald.

Część upraw została okryta agrowłókniną, na innych pojawiły się zraszacze chroniące kwiatostany. Tam, gdzie nie było ochrony, straty mrozowe są bardzo poważne.

– Nawet pod okryciem część kwiatów ucierpiała – przyznaje.

Zmiany klimatyczne odciskają coraz wyraźniejsze piętno na wegetacji.

– Marzec bywa zbyt ciepły, rośliny ruszają, a potem od połowy kwietnia następuje silne hamowanie – zauważa plantator. – Kiedyś chłodna wiosna trwała tydzień, teraz nawet miesiąc. Przez to plony są niższe niż 5–6 lat temu.

Reklama

Kolejnym problemem są deszcze. Najpierw była susza, teraz intensywne opady powodują gnicie owoców.

– Pojawia się szara pleśń, trzeba odrzucać wiele owoców – mówi Buchwald i obawia się, że dłuższe deszcze mogą całkowicie zniszczyć plony niektórych odmian.

Podlewanie? Dziś to już nie luksus, a konieczność.

– Bez tego nie przetrwalibyśmy suszy – tłumaczy. Na plantacji stosuje się zarówno zraszacze, jak i nawadnianie kropelkowe.

Z tym wyzwaniem mierzy się coraz więcej rolników. Jak wynika z opracowania naukowców z Politechniki Bydgoskiej – Stanisława Rolbieckiego i Mikołaja Łoniewskiego – potrzeby wodne truskawek w powiecie chojnickim systematycznie rosną i będą rosły.

Reklama

Eksperci przeanalizowali dwa scenariusze klimatyczne. Już dziś średni niedobór opadu w okresie wegetacji truskawek może wynosić od 31 mm w roku przeciętnym, przez 127 mm w średnio suchym, aż do 192 mm w bardzo suchym. W przyszłości sytuacja może być jeszcze trudniejsza: do końca stulecia niedobory w latach bardzo suchych mogą sięgnąć nawet 211 mm.

– Te dane potwierdzają to, co widzimy na polach – komentuje Buchwald. – Gdyby nie sztuczne nawadnianie, wiele owoców nie miałoby szansy dojrzeć.

Według naukowców w lipcu – czyli w szczycie sezonu – deficyt opadów będzie największy. To właśnie ten miesiąc stanie się najtrudniejszym okresem dla truskawkowych plantacji.

Reklama

Sezon rozpoczął się 22 maja. Najwcześniejsze owoce pochodzą spod włóknin, ale zbiór potrwa nawet do końca lipca.

– W czerwcu króluje honejka – stara odmiana o głębokim, lekko kwaskowym smaku. A w lipcu? Malwina – słodka, mięsista, niemal jak czereśnia.

Daniel Buchwald apeluje:

– Mimo trudności warto sięgać po lokalne truskawki. To nie tylko smak, to też efekt ogromnego wysiłku, by sprostać kaprysom pogody.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 08/06/2025 06:15
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości