Niech żałuje ten, kto nie zdecydował się przyjść w środę wieczorem na stadion przy ulicy Mickiewicza 12 w Chojnicach. Chojniczanka ograła Radunię Stężyca aż 5:1. Podobać się mogła szczególnie pierwsza połowa w której padło aż pięć goli.
Niech żałuje ten, kto nie zdecydował się przyjść w środę wieczorem na stadion przy ulicy Mickiewicza 12 w Chojnicach. Chojniczanka ograła Radunię Stężyca aż 5:1. Podobać się mogła szczególnie pierwsza połowa w której padło aż pięć goli.
Żółto-biało-czerwoni byli podrażnieni po porażce 0:2 w Rzeszowie. Tomasz Kafarski zrobił aż pięć zmian w jedenastce. Trener trafił z roszadami. Przemeblowana Chojniczanka wycisk Raduni Stężyca chociaż nic tego nie zapowiadało w pierwszych minutach. Gospodarze mieli przewagę, ale czegoś brakowało w ich akcjach. Worek z golami rozwiązał Artur Pląskowski. Napastnik wykorzystał dobrą centrę Michała Mikołajczyka. To co się działo między 31 i 46 minutą to już było czyste szaleństwo. Praktycznie każda sytuacja kończyła się golem. Na 2:0 podwyższył Szymon Skrzypczak po kolejnej asyście Mikołajczyka. Na 3:0 trafił Łukasz Wolsztyński. Było to dla niego premierowe trafienie w żółto-biało-czerwonych barwach. Po tym golu cały zespół zrobił kołyskę dla strzelca. Wolsztyńskiemu urodził się syn dwa miesiące temu.
Wydawało się, że Radunia ma już dość. Tymczasem tuż po golu na 3:0 goście pokonali Kamila Brodę, a konkretnie Wojciech Łuczak. Jednak to nie koniec festiwali strzeleckiego. Ozdobą meczu było trafienie Skrzypczaka na 4:1, który huknął pod poprzeczkę już w doliczonym czasie gry. W drugiej połowie oglądaliśmy bardziej wyrównane spotkanie. Jedynego gola zdobył Mateusz Klichowicz, który tym razem wszedł na plac gry z ławki rezerwowych.
Chojniczanka wygrała ostatecznie 5:1. Ma na koncie dziewięć punktów i zajmuje trzecie miejsce. Liderem jest Stal Rzeszów, a drugie miejsce zajmuje Ruch Chorzów. W sobotę o godz. 17.15 MKS zagra na wyjeździe z Wisłą Puławy Mariusza Pawlaka.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!