Aż 136 dni musieliśmy czekać na wygraną Chojniczanki w I lidze. Po raz ostatni MKS cieszył się z trzech punktów gdy pokonał Wisłę Kraków. Było to 30 września zeszłego roku. Dzień przed Walentynkami do Chojnic przyjechała Skra. W pojedynku przedostatniej drużyny z ostatnią górą żółto-biało-czerwoni.
Chojniczanka świetnie weszła w mecz. Już w 8. minucie aktywny tego wieczoru Daniel Szelągowski dośrodkował w pole bramkowe. Tam czyhał Tomasz Mikołajczak. Kapitanowi nie pozostało nic innego jak wepchnąć piłkę do bramki. Skra musiała zagrać nieco odważniej. Stworzyła sobie nawet kilka sytuacji, ale Mateusz Kuchta zachował czyste konto. Także miejscowi mieli swoje okazje. Jednak do przegry oglądaliśmy tylko jednego gola.
Po zmianie stron Skra musiała zaryzykować. Częstochowianie atakowali, ale nie mogli przebić chojnickiego muru. Natomiast Chojniczanka szukała szczęścia w kontrach i wrzutkach ze skrzydeł i stałych fragmentów. Po jednym z wysokich podań w pole karne futbolówka trafiła pod nogi Adama Ryczkowskiego. Skrzydłowy mocnym strzałem z bliskiej odległości ustalił wynik.
- Dedykuje tą wygraną Jarkowi Armadzie. To jest ważna część historii tego klubu. Byłem na jego grobie. Nie zawiodłem też córki, której obiecałem zwycięstwo wychodząc z domu - powiedział Krzysztof Brede, który po niespełna pięciu latach znowu poprowadził Chojniczankę w spotkaniu ligowym. 42-latek stwierdził, że wygrała drużyna lepsza i skuteczniejsza. - To był ważny krok w naszym celu, który wszyscy doskonale znają - dodał.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze