Reklama

Dariusz Gańcza: chcę odbudować zakład dla pracowników

15/07/2021 08:30

– Po pożarze chciałem likwidować firmę. Ale po tym, jak zaangażowali się pracownicy, nie mógłbym tego zrobić. Są jak rodzina – mówi Dariusz Gańcza. Budynek firmy spłonął w zeszłotygodniowym pożarze w Klawkowie. Pomoc płynie jednak z wielu stron.

– Po pożarze chciałem likwidować firmę. Ale po tym, jak zaangażowali się pracownicy, nie mógłbym tego zrobić. Są jak rodzina – mówi Dariusz Gańcza. Budynek firmy spłonął w zeszłotygodniowym pożarze w Klawkowie. Pomoc płynie jednak z wielu stron.

Pożar w zakładzie produkcji łodzi w Klawkowie wybuchł 22 czerwca. Około godziny 18.00 płomienie pojawiły się w budynku, w którym były zgromadzone chemikalia, w tym żywice i wata szklana używana do produkcji laminatu. Powstają z niego łodzie i inny sprzęt pływający. Ogień szybko się rozprzestrzenił. Akcja gaśnicza była trudna i trwała kilka godzin. Łącznie brało w niej udział około stu strażaków. Mimo ofiarnych działań straty po pożarze były ogromne. Wstępnie szacuje się je aż na 2,5 mln zł. Zakład nie może dalej funkcjonować.

Reklama


Niepokojące syreny
Kilka dni po pożarze rozmawialiśmy z właścicielami. Na pogorzelisku ciągle trwa sprzątanie. Prace wykonują zarówno pracownicy zakładu, jak i sąsiedzi, przyjaciele oraz ludzie dobrej woli. – Brak słów, by opisać całe dobro, jakie otrzymaliśmy. Jesteśmy bardzo wdzięczni wszystkim, którzy nas wspierają. Szczególnie pracownikom, którzy przychodzą tu z własnej woli i bezinteresownie pomagają – mówi wzruszony Dariusz Gańcza. Pożar nadal wywołuje u nich silne emocje, które jeszcze nie opadły. – Kiedyś, jak słyszeliśmy syreny, to była tylko syrena. Teraz automatycznie wpadamy w panikę. Mamy świadomość, że ktoś może właśnie traci dorobek życia – mówią Dorota Gańcza, formalna właścicielka firmy oraz Justyna Gańcza, córka.


Uratowali dom
Mieszkańcy Klawkowa dobrze pamiętają wydarzenia sprzed kilku dni. Najpierw zauważono dym. Potem zlokalizowano ogień, ale na samodzielne stłumienie płomieni nie było szans. Kilka gaśnic proszkowych nie mogło zdusić ognia, a wręcz przeniosło go dalej. Ugaszenie było trudne nawet dla doświadczonych strażaków. – Jesteśmy bardzo wdzięczni za tę akcję. Była profesjonalna, druhowie uratowali nasz dom i inne budynki, a one też mogły spłonąć – przyznają pogorzelcy. Obecnie trwa śledztwo w sprawie zdarzenia. Śledczy i specjaliści ustalają, jaka była jego przyczyna. Jedna z hipotez mówi o zwarciu w instalacji elektrycznej.

Reklama


Niedorzeczne komentarze
Dom i sala bankietowa nie ucierpiały, ale firma znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. – Jak to wszystko się stało, to już chciałem likwidować firmę. Ale teraz jak widzę, jak pracownicy się zaangażowali, nie mógłbym tego zrobić. Zresztą to nie są pracownicy, jesteśmy jak rodzina. Niektórzy są z nami od 18 lat – opowiada wzruszony pan Dariusz. Chciałby odbudować zakład, ale już w innym miejscu, bardziej oddalonym od zabudowań. Może to być trudne zadanie, bo straty są duże, a na odszkodowanie nie ma co liczyć. – Firmy nie chciały tego ubezpieczać, bo to były same chemikalia, no chyba że za kosmiczne pieniądze. Wszystkie inne budynki mamy ubezpieczone, ludzi też – tłumaczy Dorota Gańcza. Pojawiły się bowiem komentarze, że ogień podłożono celowo, by wyłudzić odszkodowanie. – Nie miałoby to sensu, a poza tym czy byśmy ryzykowali spaleniem naszego domu, który stoi obok? To niedorzeczne. Nie wiem, dlaczego ktoś pisze takie rzeczy. Chce zaistnieć w taki sposób? – dziwi się pan Dariusz.


Tak wiele dobrego
Pierwszym krokiem do postawienia firmy na nogi ma być wynajęcie hali produkcyjnej. Właściciele już takiej szukają. Trzeba jak najszybciej wznowić produkcję, by straty jeszcze się nie powiększały. Na szczęście udało się uratować część tzw. form, w których przygotowuje się łodzie. Ich odtworzenie jest bowiem trudne i czasochłonne. Tak jednak będzie musiało się stać z formami do produkcji rowerków wodnych.
Pomoc płynie do pogorzelców z wielu stron. Uruchomiono internetową zbiórkę pieniędzy. Wsparcie zadeklarowała gmina Chojnice. Ma ono polegać na umorzeniu podatków, a to kwota ponad 20 tys. zł. Samorząd chce też pokryć koszt odbioru odpadów po pożarze w ZZO. Niebezpieczny spalony laminat będzie musiała jednak zutylizować specjalistyczna firma. Przedsiębiorcy nie ukrywają, że każde wsparcie to znaczący krok do wznowienia produkcji. Z pogorzelcami solidaryzują się także inni przedsiębiorcy z branży. – Nawet w snach nie wyobrażałem sobie, że po pożarze spotka nas tyle dobrego – dziękują mieszkańcy Klawkowa.

Reklama

Adres internetowej zbiórki to: https://pomagam.pl/pozarprodukcjilodz - l ink TU

Materiał archiwalny. Artykuł ukazał się w „Czasie Chojnic” 1 lipca 2021, nr 26/992.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama


Reklama

Wideo czaschojnic.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości