Gole Szymona Kaźmierowskiego z 28. i 59. minuty dały Chojniczance upragniony fotel lidera zachodniej II ligi. Zespół Grzegorza Kapicy sprostał nie lada trudnemu zadaniu. Całą drugą połowę przyjezdni musieli radzić sobie bez jednego zawodnika, gdyż tuż przed przerwą za drugą żółtą kartkę wyleciał Serb Aleksander Atanacković.
Gole Szymona Kaźmierowskiego z 28. i 59. minuty dały Chojniczance upragniony fotel lidera zachodniej II ligi. Zespół Grzegorza Kapicy sprostał nie lada trudnemu zadaniu. Całą drugą połowę przyjezdni musieli radzić sobie bez jednego zawodnika, gdyż tuż przed przerwą za drugą żółtą kartkę wyleciał Serb Aleksander Atanacković.
Było to czwarte zwycięstwo w piątym meczu żółto-biało-czerwonych w sezonie. Spotkanie, rozgrywane w Jaworznie, było prawdziwym egzaminem dojrzałości drużyny budowanej przez trenera Kapicę. Po tym, co zobaczyliśmy w sobotnie popołudnie można stwierdzić, że Chojniczanka głośno dała znać o sobie jako o zespole, który jest w stanie awansować do I ligi.
Krzesło amuletem
Mało powodów do niezadowolenia miał po końcowym gwizdku arbitra trener Kapica. Drużyna zagrała dokładnie tak, jak oczekiwał tego od niej chojnicki szkoleniowiec. – Nie muszę ukrywać, że jestem ogromnie zadowolony. Przyjechaliśmy po zwycięstwo. Robiliśmy wszystko w tym kierunku i wykonaliśmy to – stwierdza trener Kapica. Dobrze znany na śląskiej ziemi trener od początku starcia z GKS-em Tychy nie miał łatwego życia. Arbiter Rafał Greń nie chciał dopuścić do tego, aby szkoleniowiec z Chojnic obserwował mecz z krzesła przyniesionego z szatni. – Co w tym złego, że trener oglądał mecz, siedząc na krześle w strefie, w której może chodzić – mówi z uśmiechem Kapica. – Czasem przepis utrudnia nam życie, a nie ułatwia – dodaje. Mecz w Rybniku, gdzie trener Kapica również oglądał spotkanie siedząc na krześle, zakończyło się zwycięstwem chojniczan. Czyżby więc szkoleniowiec Chojniczanki znalazł sobie szczęśliwy amulet?
Refleks Kołby
Michał Kołba swoim występem potwierdził, że w zespole Chojniczanki to jemu należy się miejsce w składzie. Wypożyczony z łódzkiego SMS-u bramkarz zapomniał już o dość kuriozalnej bramce straconej z Rakowem Częstochowa. Pierwszy raz w meczu ligowym defensywa chojnicka zagrała na zero z tyłu. Największa zasługa w tym właśnie Kołby, który kilka razy popisał się świetnym refleksem. Kibicom szczególnie zapadła w pamięć sytuacja z końcówki pierwszej połowy. Kołba instynktownie wypiąstkował piłkę zmierzającą do bramki już z linii bramkowej. Kibice tyskiego zespołu przez długi czas nie mogli uwierzyć w to, że ich piłkarze nie wyrównali w tej sytuacji.
Bronimy w osłabieniu
Zanim sędzia Rafał Greń zakończył pierwszą połowę, postanowił utrudnić zadanie przyjezdnym. Za drugą żółtą kartkę z boiska wyleciał środkowy pomocnik Chojniczanki – Aleksander Atanacković. Już po przerwie widzieliśmy chojniczan grających w mocno defensywnym ustawieniu. Z powodu koniecznych zmian w taktyce za Krystiana Pieczarę na boisko wszedł Tomasz Szczepan. Chojniczanka była nastawiona tylko i wyłącznie na obronę wyniku. – Przy grze dziesięciu na jedenastu musieliśmy skupić się na grze defensywnej. Na tym straciło całe widowisko – mówi trener Chojniczanki.
Kaźmierowski katem
Od trzech ostatnich meczów gola szukał Szymon Kaźmierowski. Ostatni raz „Kazek” trafił w 1. kolejce. Przełamanie nastąpiło w Jaworznie. Koledzy nie stworzyli mu kilku okazji do strzelenia bramki. Co więcej, lepszym podaniem obsłużyli go gospodarze. Błąd rozgrywającego 300. mecz w barwach GKS-u Tychy Łukasza Kopczyka napastnik Chojniczanki wykorzystał z zimną krwią. Kapitan gospodarzy zbyt lekko podał piłkę do bramkarza. Tę przejął Kaźmierowski, który minął Mateusza Struskiego i strzelił do pustej bramki. Po przerwie Chojniczanka popisała się 100-procentową skutecznością. Praktycznie jedyną sytuację bramkową na gola, strzałem głową, zamienił ponownie Kaźmierowski. Było to drugie i trzecie trafienie „Kazka” w tym sezonie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!