Chojniczanka czuła się skrzywdzona po końcowym gwizdku. Gospodarze mieli pretensje do arbitra o decyzje z drugiej połowy meczu z Kotwicą Kołobrzeg. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1.
Żółto-biało-czerwoni wyszli na prowadzenie już w siódmej minucie. Ładnym strzałem popisał się Damian Nowacki. Dla 25-letniego pomocnika był to pierwszy gol w barwach chojnickiego klubu. Kilka chwil później mogło być 2:0. Przed szansą stanął Piotr Giel. Napastnik wszystko wykonał dobrze. Jednak jego intencje wyczuł Oskar Pogorzelec.
W pierwszej połowie Kotwica grała poniżej oczekiwań. Sporo nerwowości było na kołobrzeskiej ławce na której siedziały osoby związane w przeszłości z Chojniczanką - Maciej Bartoszek, Hermes i Piotr Kieruzel. Ten pierwszy głośno komentował pracę sędziego. W 25. minucie szkoleniowiec Kotwicy obejrzał dwie żółte kartki. Resztę spotkania oglądał zza płotu.
Tuż przed końcem pierwszej połowy zadrżała poprzeczka po uderzeniu Dominika Banacha. Po zmianie stron oglądaliśmy inną Kotwicę. Goście zaczęli stwarzać sobie okazje, lecz czujny między słupkami był Damian Primel. W 66. minucie Kotwica dopięła swego. Michał Cywiński wykorzystał z rzut karny. Gospodarze długo nie mogli pogodzić się z decyzją sędziego. Według nich Oskar Paprzycki nie faulował rywala w szesnastce. Ten pozostał jednak niewzruszony.
Pięć minut później Andrias Edmundsson obejrzał czerwoną kartkę za wejście od tyłu w nogi rywala. Chojniczanka straciła obrońcę i musiała skupić się na obronie remisu co jej się udało. - Daliśmy pretekst sędziemu żeby podyktował kontrowersyjny rzut karny. Później nieodpowiednie zachowanie "Ediego". Myślę, że kompletnie nie było potrzeby, żeby w taki sposób faulował - powiedział Krzysztof Brede.
W następnej kolejce MKS jedzie do Stalowej Woli. Po czwartym meczu chojniczanie plasują się tuż nad strefą spadkową.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze