Przysłani przez urząd marszałkowski do Czerska specjaliści przekonywali radnych, że wydobywanie gazu łupkowego jest bardzo bezpieczne. Jak na razie nie wiadomo, gdzie w okolicy mogą być złoża nowej polskiej żyły złota. Czy można było się tego dowiedzieć od specjalistów?
Przysłani przez urząd marszałkowski do Czerska specjaliści przekonywali radnych, że wydobywanie gazu łupkowego jest bardzo bezpieczne. Jak na razie nie wiadomo, gdzie w okolicy mogą być złoża nowej polskiej żyły złota. Czy można było się tego dowiedzieć od specjalistów?
Na sesję rady miejskiej do Czerska przyjechał między innymi poseł Stanisław Lamczyk. Deputowany jest szefem parlamentarnego zespołu zajmującego się gazem łupkowym. – Życzę sobie, żeby w Czersku były złoża gazu łupkowego. To miasto dawniej kojarzyło się z przedsiębiorczością, z zakładami pracy – mówił poseł. Lamczyk zapewniał, że wydobywanie gazu łupkowego jest w pełni bezpieczne. – Nie ma mowy o zatruwaniu wód gruntowych – mówił.
Głębokie wiercenie
Złoża gazu w Polsce zaczynają się od głębokości trzech kilometrów, ale według wstępnych szacunków na terenie gminy Czersk odległość do łupków może być nawet dwa razy większa. – Koncesję na badania w tym rejonie ma firma córka konsorcjum San Leon, które jest potentatem światowym w przemyśle wydobywczym – mówiła, pokazując mapy możliwego występowania gazu Małgorzata Klawiter z urzędu marszałkowskiego. – San Leon to potężna firma, ma budżet większy od budżetu państwa polskiego – tłumaczył Stanisław Lamczyk.
Same korzyści?
Małgorzata Klawiter mówiła, że lokalna społeczność może z gazu czerpać tylko same korzyści. – Może ludzie nie znajdą zatrudnienia przy wydobyciu, bo do tego potrzebni są specjaliści. Jednak gaz będzie sprzedawany przede wszystkim w rejonie wydobycia. Lokalne firmy będą miały więc tanie paliwo, niższe koszty funkcjonowania. To przełoży się na zatrudnienie i poziom życia w rejonie – podkreślała. Zarabiać na łupkach ma też gmina. Na razie w przepisach podatkowych dotyczących wydobycia samorządy nie są na wygranej pozycji, ale poseł zapewniał, że w Warszawie pracują nad tym, żeby dać gminom jak najwięcej zarobić.
Czy to bezpieczne?
Małgorzata Klawiter była w Stanach Zjednoczonych i podpatrywała tamtejsze wydobycie. W USA przed laty było sporo wypadków przy produkcji gazu łupkowego i zdarzało się dużo zatruć środowiska. – Oni popełnili wiele błędów. Nauczyli się wydobywać gaz bezpiecznie. Teraz my skorzystamy z ich wiedzy – mówiła przedstawicielka urzędu marszałkowskiego.
O bezpieczeństwo wydobycia nie martwi się też wojewódzki geolog Michał Kowalski. Specjalista pokazał radnym przekrój ziemi położonej pod gminą. Okazało się, że są tu ogromne złoża wód gruntowych. – Procedury są bardzo restrykcyjne. Wydobycie będzie teoretycznie bardzo bezpieczne. Jedyne co może stwarzać zagrożenie, to czynnik ludzki – przekonywał Michał Kowalski. Jeśli ludzie czegoś nie zepsują, nie dojdzie do żadnego zanieczyszczenia.
Czy radnych przekonali?
Nie wszyscy radni dali się przekonać ekspertom z Gdańska. Sceptycznie do wydobycia podchodzi Zbigniew Gruźliński. – Firmy nie będą się trzymały norm. Będą omijały przepisy bezpieczeństwa z oszczędności – mówił radny. Gruźliński pytał szczegółowo, ile od metra sześciennego wydobytego gazu pieniędzy z podatku będzie miała gmina i gdzie konkretnie w okolicach Czerska złoża się znajdują. – Pracujemy właśnie nad zwiększeniem ilości korzyści dla gmin – odpowiadał Stanisław Lamczyk. Gdzie dokładnie są złoża, dziś nikt powiedzieć nie potrafi. To mają określić firmy, które mają koncesję na wydobycie.
Ile to jeszcze potrwa?
– Odwierty badawcze nie kończą się na jednym otworze. Firmy muszą zrobić ich kilka, na powierzchni pół może nawet jednego hektara gruntu – tłumaczyła radnym Alicja Karczewska z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. W gminie Czersk mogą to być nie tylko tereny w okolicach Krzyża, bo okazuje się, że Natura 2000 nie zabrania wiercenia na terenie jej obowiązywania. – Na jeden odwiert w Naturze 2000 już się zgodziliśmy – tłumaczyła Karczewska.
Zanim zacznie się wydobycie gazu minie jeszcze co najmniej kilka lat. – PGNiG, które ma koncesję na badania w okolicy Wejherowa, twierdzi, że pierwsze oceny złóż są możliwe za dwa-trzy lata – dodała Małgorzata Klawiter.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!