Pomimo obiecujących prognoz i nadziei, miłośnicy astronomii i fotografii musieli obejść się smakiem – oczekiwana zorza polarna nie pojawiła się na niebie. Jak tłumaczy Karol Wójcicki z profilu „Z głową w gwiazdach”, skumulowany koronalny wyrzut masy (CME), który miał wywołać to spektakularne zjawisko, po prostu zaginął.
Prognozy kosmicznej pogody na noc z 30 na 31 lipca dawały nadzieję na obserwację zorzy polarnej nawet w południowej Polsce. NOAA (National Oceanic and Atmospheric Administration) zapowiadała silną burzę magnetyczną klasy G3, która miała być wynikiem uderzenia CME w pole magnetyczne Ziemi około godziny 19:00 polskiego czasu. Jednak rzeczywistość okazała się inna – zaobserwowano jedynie słabą burzę magnetyczną klasy G1, która mogła wywołać zorze nad północnymi stanami USA.
Według Karola Wójcickiego, mimo początkowej pewności co do prognoz, CME, które miało przynieść zorze, zniknęło. „Szalenie trudno mi uwierzyć, że słabe CME, które przeszło we wtorek przed świtem, było tym, na co cały astronomiczny świat czekał” – komentuje Wójcicki. Tłumaczy, że czasem sytuacja na Słońcu jest niejasna, a skutki dla Ziemi trudne do przewidzenia, jednak tym razem wszystko wskazywało na sukces. Liczne CME zmierzające prosto w stronę Ziemi dawały pewność, że zorza się pojawi.
To zdarzenie po raz kolejny pokazuje, jak nieprzewidywalne są zjawiska związane z aktywnością słoneczną. CME mogło się rozproszyć w drodze do Ziemi, co spowodowało, że nie wywołało oczekiwanych efektów. Nawet zaawansowane satelity, takie jak STEREO-A, nie zarejestrowały niczego znaczącego. Choć łatwo byłoby zrzucić winę na Space Weather Prediction Center (SWPC) za nieudane prognozy, Wójcicki przyznaje, że sam był przekonany, iż prognozy są niedoszacowane, podobnie jak przed majową zorzą.
Zgodnie z informacjami podanymi przez IMGW na Facebooku, warunki do obserwacji zorzy polarnej miały być bardzo dobre, nawet w południowej Polsce. Prognozowana silna burza magnetyczna klasy G3 miała przynieść zorze, które jednak nie pojawiły się na niebie. Zjawisko to, o takiej intensywności, mogłoby doprowadzić do zakłóceń w łączności radiowej i sygnałach nawigacyjnych o niskiej częstotliwości, jednak tym razem nie doszło do tych zakłóceń.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze