Rozgrywki zachodniej II ligi zakończyły się już jakiś czas temu. Nie milkną jednak echa tego, co działo się wokół drużyny. Po sezonie Chojnice podzieliły się na dwie połowy. Jedna z nich jest zadowolona samą obecnością zespołu wśród 50 najlepszych drużyn w kraju. Druga zaś po szumnych zapowiedziach zawojowania ligi nie szczędzi żółto-biało-czerwonym słów krytyki. „Czas Chojnic” przypomni kibicom najciekawsze momenty ostatnich 12 miesięcy.
Rozgrywki zachodniej II ligi zakończyły się już jakiś czas temu. Nie milkną jednak echa tego, co działo się wokół drużyny. Po sezonie Chojnice podzieliły się na dwie połowy. Jedna z nich jest zadowolona samą obecnością zespołu wśród 50 najlepszych drużyn w kraju. Druga zaś po szumnych zapowiedziach zawojowania ligi nie szczędzi żółto-biało-czerwonym słów krytyki. ?Czas Chojnic? przypomni kibicom najciekawsze momenty ostatnich 12 miesięcy.
Najgłośniejszy transfer: nowy trener i nowy dyrektor sportowy. Przez ostatnie dwa okienka transferowe przewinęło się wielu zawodników. Jedni byli lepsi, drudzy gorsi. Nikt nie trzymał jednak przez cały sezon na tyle wysokiej formy, by określić go mianem najlepszego transferu. Natomiast najgłośniejszym echem w Chojnicach odbiło się przyjście trenera Grzegorza Kapicy oraz dyrektora sportowego Dawida Frąckowiaka. To ten duet jest w głównej mierze odpowiedzialny za aktualny kształt drużyny.
Najgłośniejsze odejście: Sławomir Pach. Po rundzie jesiennej chojniccy kibice ogłosili go najlepszym zawodnikiem zespołu. Pach miał szansę otrzymać miano najlepszego zawodnika całego sezonu. Środkowy pomocnik, bez żadnych sentymentów w przerwie zimowej rozpoczął treningi na własną rękę z Olimpią Grudziądz. Na temat całego wydarzenia na linii Chojniczanka – Pach – Olimpia napisano w chojnickich mediach niemalże wszystko. Teraz nie można zrobić nic prócz życzenia samemu zawodnikowi powodzenia w I lidze.
Największy pechowiec: Tomasz Pestka. Już od początku sezonu miał problemy z kontuzją. Przez to stracił część okresu przygotowawczego. Nie lepiej było w tym roku. „Pestek” cały czas borykał się z różnymi urazami. Teraz natomiast jest już pewne, że nie zobaczymy prawego pomocnika w tym roku na boisku. Szkoda, że ta cała przykra sprawa z kontuzją wydarzyła się krótko po stanięciu przez 24-letniego piłkarza na ślubnym kobiercu.
Najjaśniejszy punkt: kibice. To właśnie ludzi dopingujących Chojniczankę nie mamy się co wstydzić. Wycieczki na południe Polski, dobra frekwencja na meczach w Chojnicach oraz prawie 400-osobowy najazd na Bydgoszcz mówią same za siebie. Oby „Fanatycy z Grodu Tura” byli w dobrej formie także i w sezonie 2011/12.
Najlepszy mecz: Chojniczanka – Miedź Legnica 3:0 (runda jesienna). W tym spotkaniu zawodnikom Chojniczanki wychodziło niemalże wszystko. Przyjezdni nie mogli rozwinąć skrzydeł. Było to jedno z najwyższych zwycięstw Chojniczanki w zachodniej II lidze. Łupem bramkowym podzielili się Sławomir Ziemak (dwa trafienia) oraz Tomasz Pestka.
Najładniejsza bramka: gol Sławomira Ziemaka na 1:1 w meczu z Górnikiem Wałbrzych (runda jesienna): Ciężko wybrać było najładniejszego gola strzelonego dla Chojniczanki. Powód? Po prostu zespół bardzo mało ich zdobył. Tym najpiękniejszym uznaliśmy gol Sławomira Ziemaka z wyjazdowej potyczki z Górnikiem Wałbrzych. Ziemak uderzył lewą nogą z pierwszej piłki z około 20 metrów. Piłka po małym rykoszecie wpadła w samo okienko bramki.
Największy blamaż: Chojniczanka – Górnik Wałbrzych 0:3 (runda wiosenna). Tutaj zastanawialiśmy się nad dwoma meczami – tym z Górnikiem Wałbrzych oraz Zawiszą Bydgoszcz. Wygrał ten z Górnikiem, głównie ze względu na postawę zespołu. Z bydgoską drużyną Chojniczanka nie zagrała źle. Po prostu zabrakło szczęścia. Natomiast z Górnikiem żółto-biało-czerwoni przeszli już samych siebie.
Największe fatum: doliczony czas gry. Gdyby nie ta pechowa, ostatnia minuta. Trener Grzegorz Kapica trzy razy miał prawo łapać się za głowę. To właśnie tyle razy punkty uciekły Chojniczance z rąk w ostatniej minucie doliczonego czasu gry. Za każdym razem zegar na trybunie wskazywał 94. minutę. Gdyby nie to fatum, możliwe, że po rundzie jesiennej Chojniczanka byłaby nawet wiceliderem rozgrywek.
Największe rozczarowanie: gra napastników. Już teraz możemy śmiało to stwierdzić. Jeszcze przez bardzo długi czas w Chojniczance nie zobaczymy zawodnika o nawet zbliżonym instynkcie strzeleckim co Andrzeja Borowskiego. „Borówa” zawiesił buty na kołku z dorobkiem strzeleckim 499 goli dla Chojniczanki w meczach ligowych. Chojniccy kibice mieli nadzieję, że trener Kapica (były król strzelców I ligi) wpoi chociaż jednemu zawodnikowi umiejętność strzelenia bramek. Jak do tej pory nie udało się.
Największy powód do wstydu: brak bazy treningowej w przerwie zimowej. Nie jest to może wina klubu, ale bezpośrednio problem ten dotyczył właśnie Chojniczanki. Boisko przy ul. Rzepakowej nie zostało oddane w zadeklarowanym terminie. II-ligowy zespół większość czasu w przerwie zimowej spędził na chojnickim Orliku przy ul. Lichnowskiej. Na sztuczne boisko wybierał się aż do Bytowa. Kiepski początek rundy wiosennej zawdzięczamy między innymi temu, że piłkarze nie mieli się gdzie do niej odpowiednio przygotować. Lepiej ma to wyglądać podczas kolejnej przerwy zimowej. Boisko przy ul. Rzepakowej ma zostać oddane do użytku do końca lipca tego roku.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!