Do szóstej kolejki musieliśmy czekać na pierwsze punkty Tęczy Brusy w tym sezonie. Sukces rodził się w bólach. Ogromnych bólach. Kontaktowe trafienie Roberta Orzłowskiego tchnęło drugie życie w gospodarzy.
Do szóstej kolejki musieliśmy czekać na pierwsze punkty Tęczy Brusy w tym sezonie. Sukces rodził się w bólach. Ogromnych bólach. Kontaktowe trafienie Roberta Orzłowskiego tchnęło drugie życie w gospodarzy.
W pierwszych minutach działo się niewiele. Zawodnicy Wisły jako pierwsi postanowili rozgrzać kibiców. Mateusz Żakowski wyciągał piłkę z siatki dwukrotnie w przeciągu trzech minut. Najpierw pokonał go Karol Skotnicki. Po chwili poprawił Paweł Kamiński. Goście z Kociewia byli na jak najlepszej drodze do czwartego triumfu w tym sezonie.
W ostatniej akcji pierwszej połowy Tęcza wróciła do świata żywych. Trafienie Roberta Orzłowskiego sprawiło, że w bruskim autobusie znowu pojawiło się paliwo - i to pełen bak. W 48. minucie był już remis. Orzłowski umieścił piłkę w siatce po raz drugi. Kibice - zarówno ci z Brus, jak i z Tczewa - przecierali oczy ze zdumienia. W 59. i 64. minucie po raz kolejny trafili gospodarze, a konkretniej Karol Michalak i Marek Steinborn.
Niewiarygodny scenariusz. Jeszcze o godzinie 17.44 goście prowadzili dwoma golami. Natomiast o 18.20 było już 4:2 dla miejscowych. Kropkę nad „i” w doliczonym czasie gry postawił rezerwowy Sebastian Zblewski.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!