Konia z rzędem temu, kto po pół godzinie gry przy stanie 3:0 dla Zagłębia Sosnowiec wierzył jeszcze w zwycięstwo Chojniczanki. To był prawdziwy majstersztyk w wykonaniu podopiecznych Grzegorza Kapicy. Niech żałują ci, którzy wyszli ze stadionu jeszcze przed końcem pierwszej połowy meczu.
Konia z rzędem temu, kto po pół godzinie gry przy stanie 3:0 dla Zagłębia Sosnowiec wierzył jeszcze w zwycięstwo Chojniczanki. To był prawdziwy majstersztyk w wykonaniu podopiecznych Grzegorza Kapicy. Niech żałują ci, którzy wyszli ze stadionu jeszcze przed końcem pierwszej połowy meczu.
Pierwszy raz pod wodzą trenera Grzegorza Kapicy Chojniczanka zdobyła pięć goli. Na dodatek wszystkie strzeliła w niecałe 50 minut. Pokazuje to tylko jaki potencjał drzemie w ofensywie chojnickiej drużyny. Obecnie żółto-biało-czerwoni mogą pochwalić się największą ilością zdobytych bramek w grupie zachodniej II ligi.
Wychodzili ze stadionu
O pierwszych minutach spotkania gospodarze chcieliby jak najszybciej zapomnieć. Kibice jeszcze na dobre nie zajęli miejsc, a sosnowiczanie wyszli na prowadzenie. Bramki na 0:2 i 0:3 sprawiły, że część kibiców opuściła trybuny. – Był taki mecz w lidze angielskiej Newcastle – Arsenal, gdzie Arsenal prowadził do przerwy czterema golami. Spotkanie zakończyło się remisem 4:4, a kibice Newcastle do dzisiaj plują sobie w brodę. Tak samo i w Chojnicach nie warto wychodzić tak szybko, bo tutaj gra się do końca – stwierdził po meczu Kapica.
Pieczara daje nadzieję
Chojniczanka stała, a Zagłębie co rusz wyprowadzało groźne akcje. Poprawa jakości gry gospodarzy nastąpiła po trzech zmianach jeszcze przed przerwą. Z boiska zeszli Paweł Posmyk, Tomasz Szczepan i Szymon Kaźmierowski, a weszli Marcin Trojanowski, Tomasz Parzy i Krystian Pieczara. To właśnie ten ostatni zawodnik poderwał swoimi dwoma golami zespół. Już wcześniej gola mógł zdobyć Kacper Tatara, lecz piłka po jego strzale zatrzymała się na poprzeczce.
Kwadrans jak ze snu
Trenerskim wyczuciem Kapica popisał się nie tylko przy wprowadzeniu Pieczary, ale także Adriana Ligienzy. Była to praktycznie ostatnia możliwa zmiana w zespole (nie licząc bramkarzy), a została dokonana już na początku drugiej połowy. 20-letni pomocnik odwdzięczył się szkoleniowcowi strzeloną bramką bezpośrednio z rzutu wolnego w 74. minucie. W jeszcze większą euforię trybuny wprowadził Serb Aleksander Atanacković, który strzałem z 30 metrów w samo okienko dał Chojniczance prowadzenie 4:3. Dzieła zniszczenia dokonał w doliczonym czasie gry Marcin Trojanowski, pewnie egzekwując rzut karny. – Po raz pierwszy znalazłem się w takiej sytuacji. Myślę, że moi zawodnicy także. Ciężko jest w jakikolwiek sposób racjonalnie wytłumaczyć tę porażkę – mówił trener Zagłębia Piotr Stach.
Na stałe do historii
Chojniccy kibice już dawno nie byli świadkami tak dramatycznego widowiska. Na konferencji pomeczowej trener Kapica przypomniał wszystkim heroiczną pogoń za Jarotą Jarocin w poprzednim sezonie, kiedy to Chojniczanka przegrywała już różnicą dwóch goli i wygrała 3:2. W sobotnie popołudnie zespół z ul. Mickiewicza dokonał rzeczy wręcz niemożliwej. Tylko klasowa drużyna jest w stanie zwyciężyć spotkanie, które przegrywa już 0:3. Pojedynek z Zagłębiem na stałe wpisał się do kart historii Chojniczanki, a także całego chojnickiego sportu.
Chojniczanka – Zagłębie Sosnowiec 5:3 (1:3)
Bramki: 0:1 – Lachowski (4.), 0:2 – Marek (20.), 0:3 – Stefański (27.), 1:3 – Pieczara (45.), 2:3 – Pieczara (46.), 3:3 – Ligienza (74.), Atanacković (80.), Trojanowski (90. – rzut karny po faulu na Tatarze).
Chojniczanka: Kołba – Mikołajczyk, Steinke, Kaśnikowski, Marynowicz (46. Ligienza) – Posmyk (31. Trojanowski), Szczepan (31. Parzy), Atanacković, Tarnowski – Kaźmierowski (33. Pieczara) i Tatara.
Zagłębie: Szlakotin – Sroka, Marek, Jarczyk, Mójta – Stefański, Białek (78. Szatan), Lachowski, Cyganek (66. Sierczyński) – Mróz (60. Strojek) i Jankowski.
Żółte kartki: Tarnowski – Szatan, Sierczyński.
Arbiter: Marek Łukiewski (woj. warmińsko-mazurskie).
Widzów: 1500.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!