Po wyjazdowym meczu Red Devils w Lubawie, który zakończył się porażką 6:2, klubowy wolontariusz Guilherme T. miał zwrócić wypożyczony samochód. Zamiast tego zniknął z pojazdem, który później odnaleziono na granicy z Niemcami. Prezes klubu Tomasz Mrozek Gliszczyński stanowczo dementuje doniesienia, jakoby Brazylijczyk był zawodnikiem Red Devils.
W piątek 14 lutego piłkarze Red Devils rozgrywali mecz wyjazdowy w Lubawie, przegrany zresztą 6:2. Zawodnicy pojechali na mecz pod Olsztyn samochodem wypożyczonym od partnera klubu, wypożyczalni ReCars. Był to opel vivaro. Kierowcą był wolontariusz działający na rzecz klubu Red Devils – Brazylijczyk Guilherme T.
Zawodnicy wrócili do Chojnic. Kierowca miał odstawić auto do wypożyczalni, jednak tego nie zrobił. Zniknął z Chojnic wraz z samochodem. Zaniepokojeni działacze weszli do mieszkania Brazylijczyka. Nie znaleźli tam jego rzeczy osobistych. Powiadomili więc policję.
- Samochód prawdopodobnie został odnaleziony w Kołbaskowie na granicy z Niemcami – mówi Przemysław Dorawa, z firmy ReCars.
Samego Brazylijczyka nie udało się jeszcze zlokalizować.
- Dementuję, że Guilherme T. był zawodnikiem lub działaczem Red Devils Chojnice – mówi Tomasz Mrozek Gliszczyński, prezes klubu. – Był wolontariuszem, z usług którego korzystaliśmy w zakresie tłumaczenia dla zawodników portugalskojęzycznych. Był też odpowiedzialny za zaopiekowanie się zawodnikami portugalskojęzycznymi. Miał prawo jazdy. Korzystaliśmy z jego usług jako kierowca. Nigdy nie mieliśmy z nim żadnych problemów. Ale jak dowiedziałem się o jego zaginięciu, zacząłem kojarzyć pewne fakty, bo dwa tygodnie temu zaczął mówić, że chciałby wrócić do Brazylii, a klub miałby mu kupić bilet.
Reklama
21-letni Guilherme T. był wcześniej rozgrywającym w 1-ligowym TAF Toruń. Jego poszukiwania wciąż trwają.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze