Jerzego i Susanne Kaak spotykamy na chojnickim Jarmarku Świątecznym. Na jednym ze stoisk sprzedają swoje wyroby rękodzielnicze. Ich specjalnością są produkty z wełny.
- Żona jest Niemką, ale niedługo ją przefarbujemy – śmieje się Jerzy Kaak.
Pani Susanne niedługo będzie się starać o polskie obywatelstwo.
Pan Jerzy jest chojniczaninem z urodzenia, ale 35 lat temu wyjechał do Niemiec. Z wykształcenia jest stolarzem szkutnikiem. Kiedyś jego pasją było żeglarstwo. W dawnych czasach pływał w załodze Zbigniewa Stanisławskiego. Po wyjeździe na Zachód pan Jerzy pracował w fabryce marmolady i mieszkał w Konstancji w Niemczech, a potem w okolicach Stuttgartu. Z żoną poznali się w szpitalu. Od ośmiu lat są małżeństwem. Od dwóch mieszkają w Chojnicach. W Niemczech mieli dom, ale po rodzicach pan Jerzy także odziedziczył dom i kawałek ogrodu.
Wyroby z wełny to głównie zasługa pani Susanne.
- Ja ją tylko dopinguję – mówi pan Jerzy.
Na kołowrotku jego żona potrafi przetworzyć wełnę z charzykowskich merynosów. Wychodzą z niej potem cuda. Czapki, rękawiczki, skarpetki. Czasami, gdy wyrób z szydełka nie idzie po myśli pani Susanne, pruje go i zaczyna od nowa.
- Mówię jej, że to przecież było ładne i na pewno się komuś spodoba. Ale ona, że nie, musi być tak, żeby to jej się głównie podobało – komentuje mąż artystki.
Rękodzieło to hobby małżeństwa. Oprócz tego jest jeszcze ogród, w którym czują się jak w raju.
- Do dzisiaj mamy świeże warzywa. Por, brukselka, a nawet roszponka, która co prawda przykryta jest śniegiem, ale ciągle można ją wydobyć – mówi pan Jerzy.
Susanne Kaak jest z wykształcenia gospodynią domową. W Niemczech to normalny zawód, którego uczy się w szkołach. Nasza bohaterka jest świetną kucharką.
- Uwielbiam jej kotlety z selera. Kroi go w plastry, lekko podgotowuje i smaży w panierce. To lepsze niż kotlety z mięsa – zachwala mąż.
Na chojnickim Jarmarku Świątecznym są pierwszy raz. W Niemczech brali udział w podobnych wydarzeniach. Panie Susanne wystawiała się ze swoim kołowrotkiem, czym budziła wśród Niemców zachwyt i zdumienie, bo umiejętność jego obsługi w tym kraju jest zerowa. W Polsce jeszcze niektórzy pamiętają swoje babcie, które zimami przędły wełnę na takich maszynach.
- W Chojnicach czujemy się świetnie. Warto żyć! - radośnie mówi Jerzy Kaak i zaprasza zaprzyjaźnione osoby na cytrynówkę swojej roboty.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze