Reklama

Burmistrz prosi czy władczo żąda?

16/09/2011 10:49

Trwająca cztery godziny rozprawa nie przyniosła odpowiedzi na pytanie, czy Arseniusz Finster to złodziej, malwersant i błazen Chojnic. Takimi określeniami we wpisach internetowych Mariusz Janik określał burmistrza Chojnic. Sprawa znalazła swój finał w sądzie.

Trwająca cztery godziny rozprawa nie przyniosła odpowiedzi na pytanie, czy Arseniusz Finster to złodziej, malwersant i błazen Chojnic. Takimi określeniami we wpisach internetowych Mariusz Janik określał burmistrza Chojnic. Sprawa znalazła swój finał w sądzie.

Tocząca się przed Sądem Rejonowym w Chojnicach sprawa dotyczy wpisów, które ukazały się na portalu Chojnice24. Pierwsze pojawiły się w 2009 roku, a kolejne rok później. Ich autorem jest Mariusz Janik. Nazwał w nich burmistrza Arseniusza Finstera złodziejem, kłamcą, twórcą ośmiornicy. Potem też krętaczem, błaznem miasta Chojnice. 

Reklama

Dyktafon i wpisy

Burmistrz uważa, że te wpisy wpływają na jego zaufanie publiczne. Wytoczył Mariuszowi Janikowi proces z prywatnego aktu oskarżenia. – Oskarżony określał mnie mianem malwersanta, złodzieja, ale nigdy nie definiował tych pojęć. Są to dla mnie wstrząsające wpisy, z którymi nie mogę się pogodzić – mówi.

Mariusz Janik nie ukrywa, że jest autorem tych wpisów, a w ciągu procesu chce udowodnić, że Arseniusz Finster m.in. wykorzystuje urząd do celów prywatnych. – Moje zachowanie nie jest przestępstwem – mówi celebryta. 

Reklama

Na wtorkowej rozprawie przesłuchiwani byli pracownicy Urzędu Miejskiego w Chojnicach. Sprawę prowadził sędzia Radosław Wyrwas. Wątek wtorkowych przesłuchań dotyczył głównie sprawy nagrania Mariusza Janika na dyktafon przez Ewę G. i wpisów w internecie na temat burmistrza Arseniusza Finstera. 

Ewa G. potwierdziła, że nagrała Mariusza Janika dwa razy. Było to kilka lat temu. Raz w urzędzie, raz w prywatnym mieszkaniu. – W jaki sposób doszło do nagrania? – pytał Janik. Urzędniczka odpowiedziała, że poprosił ją o to Arseniusz Finster. Wcześniej bowiem Ewa G. poinformowała burmistrza, że Janik oskarża go o różne rzeczy. – Czy nagranie było podczas pracy? – dopytywał oskarżony. – Tak, podczas mojej przerwy. Nie trwało dłużej niż 3-5 minut. Burmistrz poprosił mnie o nagranie Janika i jego oszczerstw, ale nie powiedział gdzie i kiedy – mówiła Ewa G. Dodała, że prośbę burmistrza traktowała jako koleżeńską, a nie służbową. Nagranie zrobione przez Ewę G. trafiło za pośrednictwem burmistrza do Piotra D., menadżera sportowego. – Burmistrz poprosił mnie jak kolega kolegę o zgranie materiału z minidekodera – mówił Piotr D. Do rozmowy obu panów miało dojść w domu D. 

Reklama

Płyty służbowe i prywatne

Od D., poprzez ręce Arseniusza Finstera, płyta trafiła do informatyka Aleksandra L. – Zostałem poproszony o skopiowanie tej płyty – zeznał. – Czy zrobił to pan w godzinach pracy? – dopytywał sędzia. Odpowiedź była twierdząca. – Skąd miał pan płyty? – drążył Wyrwas. Świadek odpowiedział, że jako informatyk ma w pracy służbowe i prywatne płyty. Przyznał, że komputer, którego użył do kopiowania jest własnością urzędu.

Z odczytanych zeznań Aleksandra L. z innej rozprawy wynika, że było to polecenie, a nie prośba. We wtorek wyjaśnił, że burmistrz nigdy się do niego władczo nie odnosił. – To była prośba – mówił.

Reklama

Przed oblicze sądu wezwany został też dyrektor generalny Robert W. Oskarżony pytał świadka głównie o kwestie zatrudnienia Ewy G. Robert W. twierdził, że umowę o pracę podpisuje burmistrz, bo to jego obowiązek. Natomiast bezpośrednim przełożonym Ewy G. jest Robert W. i to on decydował, czy Ewa G. ma pracować w straży miejskiej czy w USC. 

Jako ostatnia zeznawała sekretarka Bernarda G., która powiedziała, że czytała wpisy w internecie. Uznała, że są one nieprawdziwe. – Czy burmistrz wydał pani polecenie czytania wpisów? – pytał Janik. – Burmistrz nie musi dawać mi takiego polecenia. Urząd ma w zakresie obowiązków reagować na krytykę w prasie – mówiła Bernarda G.

Reklama

Każdego ze świadków sędzia Radosław Wyrwas pytał, czy coś mogłoby wskazywać na to, że burmistrz to malwersant, złodziej itd. Zgodnie odpowiedzieli, że nie. – Gdybym posiadł taką wiedzę, że są jakieś bezprawne działania, powiadomiłbym organy ścigania – mówił Robert W.

Pod koniec rozprawy Arseniusz Finster zadał kilka pytań Mariuszowi Janikowi. Dopytywał czy posiada dowody na to, że burmistrz ma nieślubnego syna, że skrzywdził kobietę, że ma udziały w firmie Jana Kulczyka. Na te pytania jednak Mariusz Janik nie zechciał odpowiedzieć.

Reklama

Następną rozprawę zaplanowano na listopad. Wezwani będą kolejni świadkowie, także pracownicy Urzędu Miejskiego w Chojnicach. 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama


Reklama

Wideo czaschojnic.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości