Minęły już miesiące od tragicznej nocy z 10 na 11 maja 2024 roku, kiedy to przy ul. Asnyka w Chojnicach wybuchł pożar, który strawił znaczną część domu wielodzietnej rodziny. Choć nikomu nic się nie stało, skutki tego dramatu rodzina Reginy Bruskiej odczuwa do dziś. Samotna matka dziewięciorga dzieci codziennie walczy o to, by odbudować dom i odzyskać choć namiastkę normalności.
— Nasza historia zaczęła się od pożaru domu. Moje dzieci były wtedy same – ja przebywałam w szpitalu po udarze. Same walczyły z ogniem. Nie wyobrażam sobie, co czuły, jak bardzo się bały… Ale poradziły sobie wspaniale — mówi Regina Bruska. — Najpierw uciekł pies, instynktownie ratując siebie, ale dzieci samodzielnie zaopiekowały się sobą i próbowały ratować, co się dało.
Na miejscu pożaru działało aż 10 zastępów straży pożarnej. Ogień strawił poddasze, część konstrukcji dachu oraz elewację. W wyniku akcji udało się uratować mienie warte 800 tys. zł, jednak straty oszacowano na pół miliona. Do dziś policja wyjaśnia przyczyny pożaru.
Od tamtej nocy rodzina nie mieszka już w swoim domu. Tymczasowym schronieniem jest hostel, za którego udostępnienie pani Regina dziękuje burmistrzowi, wiceburmistrzowi i Agnieszce Kortas.
— Od maja mieszkamy w hostelu. Chcemy wrócić do siebie, ale to długa droga. Na razie mamy odbudowany dach, a piwnice są ukończone w 90 procentach — tłumaczy kobieta.
Mimo ogromnego wsparcia ze strony ludzi dobrej woli, wiele jeszcze brakuje. Rodzina potrzebuje przede wszystkim materiałów budowlanych — ocieplenia, styropianu, tynków, paneli, farb, cekoli. Brakuje również mebli — szczególnie kuchennych i materacy, które pozwolą wreszcie wstawić łóżka i przenieść się z hostelu choćby do piwnicy.
— Najpilniejsze są teraz materace i meble kuchenne. Chcielibyśmy urządzić kuchnię i zacząć się wprowadzać — mówi pani Regina.
Samotna matka nie pracuje — opiekuje się dziećmi, z których większość się uczy. Najmłodsze chodzą do podstawówki, najstarszy syn pracuje, inny kończy szkołę zawodową.
— Jedna z córek się usamodzielniła, ale pomaga nam. Wszyscy staramy się jak możemy.
Regina Bruska podkreśla, że rodzina nie prosi o pieniądze, tylko o pomoc rzeczową i ręce do pracy.
— Chęci nam nie brakuje, ale potrzebujemy ludzi, którzy pomogą przy domu i podwórku. Tam wciąż leży szkło, resztki pogorzeliska. Nie mamy stropów na górze, tylko same belki. Przydałyby się deski i pomoc fizyczna.
W pomoc rodzinie zaangażowało się wielu ludzi — m.in. Andrzej Plata, pan Marek ze Stadmaru, prezes MS, który przekazał okna, a także pan Rostankowski, który pomógł przy odbudowie dachu.
— Dziękuję każdemu z osobna, całej wspólnocie parafii Fatimskiej, naszym przyjaciołom. Dzięki Wam funkcjonujemy — dodaje pani Regina z ogromną wdzięcznością.
Reklama
Rodzina założyła również zbiórkę na portalu zrzutka.pl, gdzie każdy może dorzucić swoją cegiełkę.
— Chcemy tylko wrócić do domu. Żeby moje dzieci miały znowu swój kąt, swoje miejsce, swoje łóżko. O nic więcej nie prosimy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze