Reklama

Przegląd prasy chojnickiej sprzed 100 lat

Kolejarze w Chojnicach zawiedli się, gdy biskup ominął przygotowaną przez nich bramę triumfalną. Pijak z Czerska omal nie zginął, niosąc kosę w stanie upojenia, lecz uratowało go kozie mleko. Jan Orłowski z Chojnic marzy o tym, by resztę życia spędzić w Zakładzie Poprawczym. Krawiec z Bielska przemycił się z Francji do Polski, ale w drodze powrotnej został schwytany. Złodzieje włamali się do sklepu na Rynku w Chojnicach, kradnąc towar wart 2000 złotych.

Rozczarowanie wśród kolejarzy

Wśród kolejarzy, którzy na cześć Najprzew. Ks. Biskupa chełmińskiego wy-stawili bramę triumfalną przy moście na drodze do Tucholi panowała w poniedziałek żałość. Oczekiwano tam bo- wiem przyjazdu Najprzew. Ks. Biskupa. Ustawiły się tam delegacje na powitanie Arcypasterza, tymczasem Ks. Bis- kup przyjechał szosą gdańską od strony Rytla. Pewnie szofer tu zawinił.

Czersk. Śmierć zaglądała mu w oczy

Pewien pijak wracał wieczorem z pola do domu z kosą na ramieniu w dość podchmielonym stanie. Choć szosa dość szeroka, jednak dla niego była za wąska, a kosa którą niósł mogła dla niego lada chwili stać narzędziem śmierci. Nagle osłabł jeszcze bardziej i runął jakby z nóg ścięty do rowu przydróżnego. Gromadka kobiet i dzieci przyglądająca się z bliska pobiegła aby odebrać mu kosę i zbadać stan jego zdrowia. Gdy się przybliżyli znaleźli owego amatora alkoholu bez przytomności i mówili że śmierć przyszła przeciąć pasmo jego nieszczęśliwego żywota nie potrzebuje więc nawet nosić kosy. Lecz omylili się, bo po wypiciu koziego mleka odzyskał przytomność i tylko z cicha bełkotał że wódka się pali i mają ją gasić. Przespawszy się nieco, wyzdrowiał zupełnie a wziąwszy kosę na ramię, wrócił do domu dość odległego, gdzie mu żona sprawiła niemiłe przyjęcie za przepity całotygodniowy zarobek. A więc kozie mleko stało się dla niego lekarstwem i może niedługo zasłynie w medecynie jako lekarstwo na choroby pijaków.

Reklama

Nieprawdopodobne życzenie

Ludzie różnych rzeczy sobie życzą, jeden pieniędzy, drugi zdrowia, inny ładnej i dobrej żony. Znajduje się w Chojnicach człowiek, który w naszem pojęciu ma życzenie wprost nieprawdopodobne. Pragnie on dostać się do Zakładu Poprawczego i w nim dokończyć dni żywota swego. Nazywa się Jan Orłowski, liczy lat 55 i jest włóczęgą. Od 6 lat pozostaje bez pracy. Jak opowiada czasem się zdarzy, że tu i tam popracuje tydzień, dwa, za co może się najeść i przespać, potem jednak musi dalej wędrować. To życie tułacze, ten brak kawałka dachu nad głową całkiem mu już obmierzły. Orłowski zamarzył o publicznym przytułku. Udał się przeto w strefę graniczną, aby za to stanąć przed sądem i tam swe życzenie wyjawić. W myśl jego programu policja go przyłapała, czy jednak Sąd przychyli się do jego prośby, to pytanie.

Reklama

Sprytny żydek

Moryc Śledzianowski z Bielska pracował od roku 1920 jako krawiec w Paryżu. Wreszcie stęsknił za Polską i postanowił kraj odwiedzić. Wybrał się przeto w drogę. Żal mu jednak było pieniędzy na paszport i t. d., więc przeszmuglował się najpierw przez granicę francusko-niemiecką, potem przez granicę niemiecko-polską i tak bez wielkich kosztów dostał się do Bielska. Kiedy gościna dobiegała końca sprytny Moryc umyślił tym samym przemysłem wrócić do Paryża. Na punkt przejścia przez granicę wybrał sobie odcinek chojnicki. Lecz tu go przyłapano i Moryc powędrował do więzienia. Nawet spryt żydowski widać nie zawsze i wszędzie pomaga.

Reklama

Kradzież z włamaniem

W nocy z poniedziałku na wtorek niewyśledzeni dotąd sprawcy dokonali włamania do interesu bławatnego ,,Bazar" przy Rynku. Złodzieje w niewytłumaczony dotąd sposób dostali się do wnętrza domu, a potem wycięli filunek drzwi prowadzących z korytarza do składu i przez tak powstały otwór weszli do interesu. Filunek wycięli bardzo przemyślnie. Najpierw wywiercili szereg dziur tuż przy listwie, a potem delikatną piłką rżnęli od dziury do dziury. Sprawiali się tak cicho, że nikt w domu ich pracy nie usłyszał. Złoczyńcy zabrali ze sobą towaru na ogólną sumę 2000 zł, szczególnie stała się ich łupem bielizna damska i męska. Z okna wystawowego zabrali ze sobą jedwabną suknię damską wprost z manekina. Jeden z rabusiów musiał przy pracy się skaleczyć, gdyż na podłodze i na ścianach widniały ślady krwi. Może będą one dla policji cenną i pożyteczną wskazówką i przy- czynią się do ujęcia sprawców.

Reklama

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo czaschojnic.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości