16 maja 2026 roku od godziny 18.00 w Chojnicach trwają obchody Europejskiej Nocy Muzeów. Wydarzenie, na które wstęp dla wszystkich chętnych jest bezpłatny, zostało przygotowane wspólnie przez Chojnickie Centrum Kultury, Centrum Kultury Podziemia oraz Muzeum Janusza Trzebiatowskiego. W programie imprezy przewidzianej do późnego wieczora istotną część stanowi spot motoryzacyjny zorganizowany na parkingu Chojnickiego Centrum Kultury.
Na parkingu Chojnickiego Centrum Kultury, dzięki współpracy ze stowarzyszeniem Chojnickie Kaszlaki, zorganizowano spot motoryzacyjny pod hasłem „Czym jeżdżono w PRL-u”. Wśród atrakcji przygotowanych dla mieszkańców znalazł się quiz wiedzy o tamtej epoce, specjalna strefa dla dzieci oraz widowiskowa konkurencja polegająca na przeciąganiu kultowego Fiata 126p na czas.
Wieczorem zaplanowano także próbę bicia rekordu pojemności popularnego auta, by sprawdzić, jak wiele osób zdoła jednocześnie wsiąść do tego niewielkiego pojazdu. Najbardziej wyróżniający się klasyk zlotu otrzyma Puchar Dyrektora ChCK. Gwiazdą spotkania stał się zielony Fiat 126p, którego właścicielem jest Tomasz Rahmel.
Właściciel pojazdu przyznaje, że zakup i renowacja auta były realizacją marzeń z dzieciństwa, na które odkładał fundusze jeszcze jako uczeń odbywający praktyki zawodowe. Obecnie pracuje na autozłomie i zauważa, że sprawne Fiaty 126p to coraz większa rzadkość na rynku – ich ceny za egzemplarz zdolny do jazdy oscylują w granicach 10 tysięcy złotych, a ludzie zamiast je złomować, wolą ratować klasyki.
Samochód pana Tomasza zyskał podczas remontu imię Leszek.
„Nazwa się w sumie no wiadomo nie wzięła skąd. Został tak troszkę przechszczony, kiedy był remontowany” – opowiada właściciel.
Reklama
Kolor auta również był niespodzianką, ponieważ pierwotnie planowano lakier siwy, jednak w trakcie prac zapadła decyzja o zieleni.
Samochód posiada niestandardowe modyfikacje, takie jak skrócony i dopasowany szyberdach z Renault Twingo, a w planach jest obszycie wnętrza czarną skórą z zieloną nitką. Choć to wiekowe auto, na trasie spisuje się dobrze.
„Jedyna powiedzmy pękła obejma, wypluł sobie szpilkę, ale to takie drobnostki, które dało się nawet zrobić czasem na trasie i jechałem dalej” – wyjaśnia Tomasz Rahmel.
Reklama
Największym wyzwaniem podczas prac blacharskich i lakierniczych okazał się budżet.
Pasja do „maluchów” ma w tym przypadku silne korzenie rodzinne – w domu pana Tomasza przewinęło się około 10-12 takich pojazdów. Jego brat miał trzy sztuki, a ojciec cztery, w tym unikalny model BIS z silnikiem 700 ccm i podnoszoną tylną klapą.
Zielony Leszek służy właścicielowi do dalekich podróży – auto pokonało m.in. trasę 180 kilometrów na Hel, ciągnąc za sobą przyczepę Niewiadówkę, po uprzednim zatankowaniu do pełna w rodzinnych stronach, w Brusach. W podróży towarzyszyła mu dziewczyna, Alicja Meger, która w pełni podziela motoryzacyjne hobby swojego partnera, choć sama unika prowadzenia tego konkretnego pojazdu.
„Mi się bardzo podoba, ale ja się naprawdę bardzo boję jeździć jego maluchem. (...) No bo biegi ciężko wchodzą i się boję. I nie ma wspomagania kierownicy” – wyznaje pani Alicja.
Sam właściciel z uśmiechem potwierdza, że woli trzymać stery Leszka w swoich rękach, podsumowując krótko dotychczasowe próby partnerki:
„Już raz nim jechała i ten raz mi wystarczy”.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze