W Chojnicach zawrzało! Robotnicy budujący nowy dom magistracki przy ul. Rzezalnej uciekli z placu budowy, przerażeni tajemniczymi piskami i skomleniami, które rozlegały się w murach budynku. Choć badania nie wykazały nic nadprzyrodzonego, strach był tak wielki, że prace stanęły. Czy w Chojnicach naprawdę straszy? Sto lat temu Dziennik Pomorski pisał:
Chojnice mają sensację, czyli upiory w nowo pobudowanym domu magistrackim przy ul. Rzezalnej. Robotnicy zatrudnieni przy budowie domu, jaki buduje miasto przy ul. Rzezalnej poruszeni zostali w ub. piątek niezwykłemi zjawiskami. Oto ni stąd ni zowąd nagle odezwały się w całym domu tajemnicze przenikliwe piski, skomlenia i jakby skargi zagrobowe nieznanego upiora. Robotników ogarnął przestrach. Po chwili dopiero przystąpiono do badania tego niezwykłego zjawiska, lecz pomimo najstaranniejszych dociekań żadnego śladu tajemniczego zjawiska nie napotkano. Pobladłe twarze robotników i najeżone włosy świadczyły najlepiej, że muszą się dziać rzeczy niezwykłe Zjawił się również budowniczy miejski p. Baldamus, który jednakże również tajemniczych głosów wytłómaczyć sobie nie zdołał. Strach przed upiorami robotników był tak wielki, że kilku natychmiast porzuciło pracę i prawie żaden robotnik w dniu następnym nie przyszedł do pracy. Niewiadomo co jeszcze będzie. Możliwem jest, że dom ten, który zresztą i tak jest niezbyt pociągającym, trzeba będzie zerwać, bo niewiadomo czy będzie tam chciał kto mieszkać wspólnie z duchami, które mu sprawiać będą istotnie duchową muzykę Nam jednakże w tajemnicze głosy niezbyt się chce wierzyć jakoby pochodziły od duchów lub upiorów. Prawdopodobnie zjawił się tam jaki brzuchomówca, który wszystkim, nawet pewnemu b. posterunkowemu policji napędził strachu.


Tajemniczy samochód.
W sobotą popołudniu znalazł posterunkowy policji na szosie bytowskiej bezpański samochód, który odstawiono do komisarjatu policji. Dotąd niewiadomo skąd się samochód ten wziął i komu należy.

Przytrzymano jednego handlarza domokrążnego Włocha, który nie miał papierów całkiem w porządku. Przeszkodzono mu zatem w uprawianiu konkurencji tutejszemu kupiectwu.

Przytrzymano jednego osobnika, który leżał w beznadziejnym stanie na ulicy - mizerak był w zbyt zaperfumowanym stanie. Odstawiono go aż do wytrzeźwienia do przytułku policyjnego. Mimo wszelkich zakazów najwięcej w dnie zakazane napotyka się pijane osoby. Polega to na tem, że zakazany owoc najlepiej smakuje.

Sprawa zniesienia nocnych rozmów telefonicznych. Jak już pod sprawozdaniem ze zebrania Towarzystwa Samodzielnych Kupców podaliśmy, zamierza miejscowy Urząd pocztowy znieść służbę nocną przy telefonach i to z tego względu, że udział w rozmowach nocnych jest bardzo nikły i cała sprawa się nie zapłaci. Jednem słowem ze względów oszczędnościowych. Zniesienie rozmów nocnych uważamy za posunięcie się wstecz w ogólnym doróbku gospodarczym, do czego żadną miała dopuścić nie można. Chociaż nie zawsze udział w rozmowach nocnych jest znaczny, to jednakże zdarzają się dość często wypadki nagie, które wymagają spiesznego działania. We wypadkach choroby np. ile to już zwróciło się telefonicznie do lekarzy o spieszną pomoc? A w razie nocnych pożarów utrudnioną byłaby akcja ratunkowa, gdyby pod ręką nie był telefonu. Są jeszcze niezliczone inne wypadki, które wymagają w porze nocnej spiesznego załatwienia przy pomocy telefonu. Urząd pocztowy zamierza zaprowadzić godziny służbowe rozmów telefonicznych od godz. 7 rano, do godz. 11 wieczorem. Rozpoczęcie służby dopiero od godz. 7 rano byłoby za późne, gdyż zwłaszcza w stosunkach z koleją daleko wcześniej rozpoczyna się służba. Miejscowe koła handlowe i gospodarcze zamierzają w tej sprawie przed łożyć władzom pocztowym obszerny memoriał, domagający się stanowczo zatrzymanie służby nocnej telefonicznej.

Brusy. W piątek dnia 1 maja wydarzył się na tutejszym dworcu nieszczęśliwy wypadek. Student szkoły handlowej p. K. chcąc zdążyć na pociąg, który już stał na tutejszym dworcu do odjazdu, wsiadł na rower i z wielką szybkością pędził w stronę dworca. Niestety kierownica roweru nie była w porządku. Gdy p. K. dojechał do dworca, skręcił się rower i w pełnej jeździe uderzył p. K. głową o mur budynku dworcowego. Pan K. padł bezprzytomny. Natychmiast zaczęto ratować p. K, który nie dawał nawet znaków życia. Zaniesiono go do mieszkania, gdzie niemałe przerażenie nastąpiło. Wezwano lekarza, położenie było niebezpieczne. Pan K. do następnego dnia na wszelkie zapytania nie odpowiadał. Jednakże stan zdrowia się poprawił, i jest nadzieja, te młody handlowiec niezadługo zupełnie odzyska zdrowie. Niech ten wypadek będzie przestrogą dla wszystkich kołowników.

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze