Reklama

Wichura złamała drzewa, ale święte figury stoją

24/08/2017 13:14

– Nasz park miał duszę. Ludzie przyjeżdżali tu na odpoczynek. Teraz nawet nie śpiewają ptaki – mówi Mirona Turzyńska, przełożona prowincjonalna z zakonu franciszkanek. Ogród przy klasztorze w Orliku przestał praktycznie istnieć. Zachowały się jednak krzyże i figurki. To cud czy zbieg okoliczności?

Klasztor Sióstr Franciszkanek od Pokuty i Miłości Chrześcijańskiej w Orliku otoczony był przepięknym ogrodem. Siostry mają też ponad pięć hektarów lasu. – Ludzie przyjeżdżali tu na odpoczynek. Tu jest taka rozmodlona atmosfera – mówi Mirona Turzyńska. Zakonnice dbały o ogród. Poza kwiatami, drzwiami wszędzie znajdowały się figurki przedstawiające m.in. świętych.

Modlitwa w kaplicy

Nawałnica z 11 sierpnia nie ominęła Orlika. – Woda się lała do klasztoru, mimo że wszystko było pozamykane. Starsze siostry modliły się w kaplicy, a młodsze wylewały wodę – wspomina. O ile budynek nie ucierpiał, to z przepięknego ogrodu mało co zostało. – Obraz po burzy był wstrząsający: połamane i częściowo wyrwane z korzeniami drzewa, dookoła gałęzie i zniszczenie. Ogród przyklasztorny praktycznie przestał istnieć – mówił biskup Wiesław Śmigiel na niedzielnym kazaniu podczas jubileuszu franciszkanek. Siostra Mirona dodała, że po nawałnicy ptaki przestały śpiewać. – Jedna z sióstr napisała, żegnaj franciszkański lesie – cytuje przełożona prowincjonalna.

Reklama

Wśród zniszczeń są nienaruszone stacje drogi krzyżowej i figurki, których jest sporo w ogrodzie. – Wierzący powiedzą, że to znak Bożej opieki, może ktoś pomyśli – cud. Niewierzący i wątpiący zapewne stwierdzą, że to zwykły zbieg okoliczności, przypadek – mówił Wiesław Śmigel.

Dobrzy ludzie

Mirona Turzyńska uważa, że patrząc na to, co stało dookoła stało, to siostry były w rękach Bożych.

Od razu po nawałnicy ludzie ruszyli z pomocą. – Nawet 70 osób było jednego dnia i sprzątało – mówiła. Ludzie przyjeżdżali m.in. z Dziemian, Stężycy i Łubiany. – Byli też uczestnicy Ekstremalnej Drogi Krzyżowej – dodaje. – Dziękujemy tym, którzy nam pomagają.

Reklama

Jest jeszcze sporo do zrobienia. Rozmiar zniszczeń jest ogromy, ponieważ ucierpiał ogród, ale także las, naruszone zostało ogrodzenie i cmentarz. – Myślimy o tym, żeby to odbudować. Kiedyś inne siostry sadziły ten las, więc i my też to zrobimy – mówi Mirona Turzyńska. Może już ogród i las nie będą w takim samym kształcie, ale większość zakonnic chce, żeby znowu było pięknie.

Żadna wichura nie jest wyrwać z serca tego, co dla nas najważniejsze czyli wiary – podsumowuje siostra Mirona Turzyńska.

tekst i fot. Danuta Niedzielska

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo czaschojnic.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości