– Nasz park miał duszę. Ludzie przyjeżdżali tu na odpoczynek. Teraz nawet nie śpiewają ptaki – mówi Mirona Turzyńska, przełożona prowincjonalna z zakonu franciszkanek. Ogród przy klasztorze w Orliku przestał praktycznie istnieć. Zachowały się jednak krzyże i figurki. To cud czy zbieg okoliczności?
Klasztor Sióstr Franciszkanek od Pokuty i Miłości Chrześcijańskiej w Orliku otoczony był przepięknym ogrodem. Siostry mają też ponad pięć hektarów lasu. – Ludzie przyjeżdżali tu na odpoczynek. Tu jest taka rozmodlona atmosfera – mówi Mirona Turzyńska. Zakonnice dbały o ogród. Poza kwiatami, drzwiami wszędzie znajdowały się figurki przedstawiające m.in. świętych.
Nawałnica z 11 sierpnia nie ominęła Orlika. – Woda się lała do klasztoru, mimo że wszystko było pozamykane. Starsze siostry modliły się w kaplicy, a młodsze wylewały wodę – wspomina. O ile budynek nie ucierpiał, to z przepięknego ogrodu mało co zostało. – Obraz po burzy był wstrząsający: połamane i częściowo wyrwane z korzeniami drzewa, dookoła gałęzie i zniszczenie. Ogród przyklasztorny praktycznie przestał istnieć – mówił biskup Wiesław Śmigiel na niedzielnym kazaniu podczas jubileuszu franciszkanek. Siostra Mirona dodała, że po nawałnicy ptaki przestały śpiewać. – Jedna z sióstr napisała, żegnaj franciszkański lesie – cytuje przełożona prowincjonalna.
Wśród zniszczeń są nienaruszone stacje drogi krzyżowej i figurki, których jest sporo w ogrodzie. – Wierzący powiedzą, że to znak Bożej opieki, może ktoś pomyśli – cud. Niewierzący i wątpiący zapewne stwierdzą, że to zwykły zbieg okoliczności, przypadek – mówił Wiesław Śmigel.
Mirona Turzyńska uważa, że patrząc na to, co stało dookoła stało, to siostry były w rękach Bożych.
Od razu po nawałnicy ludzie ruszyli z pomocą. – Nawet 70 osób było jednego dnia i sprzątało – mówiła. Ludzie przyjeżdżali m.in. z Dziemian, Stężycy i Łubiany. – Byli też uczestnicy Ekstremalnej Drogi Krzyżowej – dodaje. – Dziękujemy tym, którzy nam pomagają.
Jest jeszcze sporo do zrobienia. Rozmiar zniszczeń jest ogromy, ponieważ ucierpiał ogród, ale także las, naruszone zostało ogrodzenie i cmentarz. – Myślimy o tym, żeby to odbudować. Kiedyś inne siostry sadziły ten las, więc i my też to zrobimy – mówi Mirona Turzyńska. Może już ogród i las nie będą w takim samym kształcie, ale większość zakonnic chce, żeby znowu było pięknie.
– Żadna wichura nie jest wyrwać z serca tego, co dla nas najważniejsze czyli wiary – podsumowuje siostra Mirona Turzyńska.
tekst i fot. Danuta Niedzielska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze