W chojnickim „Dzienniku Pomorskim” z 1925 roku odbijają się echa codzienności międzywojennego miasta – od kontrowersyjnej budowy mieszkań komunalnych i kolejnych pożarów, przez pieszą wyprawę do Rzymu, aż po tajemnicze niemowlę podrzucone w ratuszu. Przedwojenne Chojnice tętnią życiem.
O magistrackich domach mieszkaniowych przy rzeźni
Jak wiadomo w ubiegłym roku na jednem z posiedzeń Rady miejskiej uchwalono budowę domów mieszkaniowych miejskich, w których możnaby poumieszczać eksmitowanych lokatorów, dla których inaczej nie było dachu nad głową. Zdarzyło się nawet, że jednego musiano umieścić we wozie od transportu mebli. Ze strony magistratu na tem to zebraniu przedłożono plan budowy, który wykazywał różne braki, i nad którym wywiązała się ożywiona dyskusja. W planie magistrackim przewidziana była budowa 3 domów na jakie 20 rodzin. Wówczas to niektórzy radni, jak np. p.Bembenek w tym kierunku się wypowiedział, że nie należy budować koszarów dla ludzi, ale domy, które i obszerne i wygodne byłyby. W każdym razie magistrat miał pobudować domy godne ludzi i odpowiadające dzisiejszym wymaganiom. Ze strony magistratu odpowiedziano, że plan, który przedłożono Radzie miejskiej jest tylko tymczasowy, że Rada miejska ma powierzyć sprawę w ręce magistratu, to już tenże należycie sprawę pokieruje. Dla wszelkiej pewności była nawet mowa, aby magistrat na innem zebraniu przedłożył całkowity plan mających powstać domów.
Tymczasem z niewiadomych przyczyn to się nie stało, lecz magistrat odrazu przystąpił do budowy domów i sprawę pokierował tak, że dziś wątpimy, czy ktokolwiek do nowych magistrackich domów będzie miał ochotę wciągnąć. Mieszkania obliczone są na dwa pokoje i kuchnię, ale te pokoje są tak ciasne, że napewno rodzina, składająca się z choćby 4-5 osób ledwo obracać się będzie mogła. Owe 2 pokoje z kuchnią razem nie są większe aniżeli 1-pokojowe mieszkania po innych domach. Wiemy, iż rodziny robotnicze, bo o nie tylko tu może chodzić, są bardzo liczne. Cóż będzie, jeżeli w tych koszarach przy rzeźni zamieszka z jakie 20 rodzin, każda liczącą może przeciętnie po 5 dzieci. Mamy odrazu 100 dzieci, dla których pomieszczenia niema po za domem, a jeżeli będzie, to chyba co najmniej będzie trzeba postawić osobnych 2 stróżów, którzy nad tą gromadą będą dozorować, skoro nie mają powstawać kłótnie i bójki. Wszak rodziców nie będzie w domu, bo przy dzisiejszych psich zarobkach musi pracować w rodzinie i ojciec i matka. W samych domach sieni prawie żadnych niema i wszelki ruch odbywać się będzie w klatce schodowej. Jest jeszcze cały szereg innych braków i niedomagań, tak iż domy te błogosławieństwa nie przyniosą. Słusznie jeden z radnych zauważył, że takich domów nie było warto nawet zaczynać budować, bo nie na wiele się przydadzą. Tu powinna Rada miejska wkroczyć, bo o tych domach mówi już miasto od dawna. Należy w gospodarkę miejską zajrzeć porządnie, ażeby tam się więcej zajmowano dobrem miasta, a mniej sprawami, które do zarządu magistratu nie należą.


Ponowny alarm Straży ogniowej.
Zaledwie ochłonęła Straż pożarna po trudach wtorkowych alarmowano ja ponownie w czwartek krótko po godzinie 12 w południe. Zapaliły się sadze w kominie piekarni p. Behnkego przy ul. Dworcowej. Ze zadziwiającą szybkością, bo nie dłużej jak po 5 minutach zjawiła się Straż pożarna, jednakże w międzyczasie ogień zalano i Straż ogniowa mogła zawrócić. Prawdopodobnie winę w tym wypadku ponosi kominiarz, iż komin nie został należycie wymieciony. Wspomnieć warto, 12 piekarz p. Behnke leży cię ko chory i niemało się przeraził na wieść o wybuchu ognia. Jeszcze na inny szczegół należy nam zwrócić uwagę. Wspomnieliśmy już, ze popsuło się przyrządzenie alarmowe we wieżyczce kościoła ewangelickiego. W czwartek przed godz. 12 naprawiano przyrządzenie, poźniej dzwoniono na próbę. Zdawało się, że alarmują na ogień. Mieszkańcy zaczęli wybiegać lecz wnet się uspokoili a tu naraz alarmują nie na żarty. Wobec powyższego wypadku, który w innych okolicznościach mógł mieć łatwo fatalne skutki, zalecałoby się, aby w przyszłości magistrat publicznie opublikował, że o tym i tym czasie rozlegać się będzie tylko próbne dzwonienie.

Pieszo do Rzymu.
Jak nam donoszą wybierają się dnia 1 maja pieszo do Rzymu sportowcy pp. Baj. i Low. Całkowitego nazwiska narazie na życzenie nie podajemy. Obaj podróżnicy zobowiązali się drogę począwszy z Chojnic przez resztę Polski, Czechosłowacje, Austrję przebyć w ciągu 50 dni i to prócz doskonałego wyposażenia, wiz itp. mając przy sobie tylko każ z pieniędzy uzyskanych z opisów tej podróży do gazet. Jeden z podróżników liczy lat 25, drugi lat 27, obaj władają językami polskim niemieckim, francuskim i nieco angielskim. Założyli się z pewnym miejscowym przemysłowcem p. G. na 2000 zł, iż zakład ten wygrają. Czy im się uciążliwa podróż uda ?

Sępólno. (Czyje dziecko?)
Dnia 18 bm. zjawiła się na ratuszu przed burmistrzem kobieta w wieku około lat 40, podając się jako żona robotnika niejakiego Kaczmarka z Nakła i przyniosła ze sobą niemowlęctwo, które chciała zostawić p. burmistrzowi. Opowiadała, że szuka jednej służącej, która ma być zatrudnioną w Sępólnie. Służąca ta przyjechała rzekomo do Nakła i u niej to dziecko porodziła, leżała następnie 14 dni chora i wyjechała do Sępólna rzekomo po rzeczy i pieniądze ale już więcej nie wróciła, jednakże 25 stycznia przysłała matka niemowlęcia jej 60 zł. Pomimo wielkich starań nie udało się matki w Sępólnie odnaleźć. Ciekawem jest, it owa Kaczmarkowa podrzucone jej dziecko karmiła własną piersią. Zresztą zeznania jej były niejasne i sprzeczne, wobec czego policja ulokowała ją do chwili stwierdzenia jej tożsamości, gdyż nie miała jakichkolwiek papierów przy sobie, w tutejszem więzieniu. Magistrat nie mógł się zdecydować zbyt młodego reflektanta na posadę zaangażować.

Brusy, Minęły zaledwie 5 tygodni jak pożar zniszczył zabudowanie piekarza p. Rolbieckiego, a znów ten niepożądany a częsty gość nas nawiedził. Oto w nocy z czwartku na piątek dnia 24 bm. o godz. 2. wybuchł pożar w domu mistrza kominiarskiego p. Zabrańskiego, który w okamgnieniu pochłonął całe zabudowania wraz z przyległym domem p. Marcela Cysewskiego. Wskutek dość silnego wiatru rozszerzył się pożar na stodołę i obory p. Cysewskiego, które doszczętnie zgorzały. Dalej spłonęła stodoła i chlew gospodarza p. Miszewskiego. Również stał klasztor w niebezpieczeństwie i uległ mniejszym uszkodzeniom. Straty są znaczne. Poszkodowani są po części ubezpieczeni. Przy tłumienia pożaru była tutejsza straż pożarna bardzo czynna.

Niepoprawny!
W czwartek zjawił się w Angowicach niejakiś Schmidt wyrostek pochodzący z Chojnic, znany jako niegodziwiec itd. Przyniósł on ze sobą jakiś mały pistolet, którym sobie strzelał do okien, a nawet strzelił do konia p. Köhna raniąc takowego dość poważnie. Następnie odgrażał się ludziom, tak, że nie śmieli się nikt łobuza uskromić, aż dopiero policja się nim zaopiekowała. Wymieniony jest ten sam, który swego czasu był zawikłany w sprawę okradania skarbonek kościelnych. Później zaś okradł swa babkę, za co skazano go na krótką karę więzienia. Po odsiedzeniu tejże puścił się znów na bezdroża.

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze