Stanisław Tryba i Stanisław Kunza zapisali się na kartach historii żeglarstwa charzykowskiego, w tym ślizgów lodowych. Spotkanie, podczas którego była okazja do wysłuchania ich barwnych wspomnień, zorganizował Gminny Ośrodek Kultury w Chojnicach.
Stanisław Tryba i Stanisław Kunza zapisali się na kartach historii żeglarstwa charzykowskiego, w tym ślizgów lodowych. Spotkanie, podczas którego była okazja do wysłuchania ich barwnych wspomnień, zorganizował Gminny Ośrodek Kultury w Chojnicach.
W ramach obchodów 100-lecia Chojnickiego Klubu Żeglarskiego i żeglarstwa chojnicko-charzykowskiego 6 kwietnia w bibliotece w Charzykowach gościli Stanisław Tryba i Stanisław Kunza. Weterani żeglarstwa opowiadali o swoich początkach z tym sportem, historii ChKŻ i jego założycielu Ottonie Weilandzie, który rozpropagował żeglarstwo śródlądowe w naszym regionie.
Garbarz z zamiłowaniem do wody
Wszystko miało się zacząć od jednej łódeczki, wykonanej na wzór tych pływających na morzach krajów zachodnioeuropejskich, w których Otton Weiland kształcił się po uzyskaniu tytułu czeladnika garbarstwa. – W sierpniu 1921 roku po Jeziorze Charzykowskim spłynęła pierwsza żaglówka. Potem koledzy Ottona zrobili swoje i do końca sezonu pływały ich już trzy. Organizowali wyścigi i przewozili elity chojnickie, które chętnie płaciły za taką usługę – mówił Stanisław Kunza. Rok później z inicjatywy Weilanda w Charzykowach zawiązał się klub żeglarski, który skupiał najbogatszych mieszkańców.
Żagiel na wodzie i lodzie
Pan Stanisław swoją przygodę z żeglarstwem rozpoczął w 1950 roku. – Do Szkoły Podstawowej nr 1 przyszli Weiland, Schreiber i Sieradzki i zaczęli namawiać do żeglarstwa – wspominał Kunza. Po zdanym kursie teoretycznym chojniczanin przystąpił do praktycznego na kanale w Żninie, gdzie „komary gryzły niemiłosiernie”. Z drugim gościem spotkania zna się od dziecka. Stanisław Tryba był jego sternikiem. Miejsce na zajęciach z pływania załatwił sobie w sposób nieprzeciętny. W nowym garniturze wskoczył do Jeziora Charzykowskiego, żeby pomóc zacumować dobijającym łodziom. – Usłyszałem wtedy „Jesteś przyjęty”. To było harcerstwo, dwie łodzie klasy L. Był lipiec albo sierpień 1945 roku – wspominał Stanisław Tryba.
Dwanaście lat później, po zakończeniu Mistrzostw Polski w bojerach w Giżycku, Stanisław Tryba przystąpił do bicia rekordu prędkości. Bojer dociążył kołem zębatym od skrzyni biegu czołgu, ważącym około 300 kg. Ustanowił nowy rekord, osiągając wynik 176 km/h. Przez kilka lat był członkiem kadry narodowej i zdobywał tytuły mistrza i wicemistrza Polski w bojerach. Wykształcił wielu mistrzów tego sportu. To nie tylko wszechstronny żeglarz, ale i szkutnik. Zaś Stanisław Kunza pracował jako instruktor żeglarstwa w klubie LPŻ (Liga Przyjaciół Żołnierzy), późniejszym LOK, gdzie był kierownikiem sekcji żeglarskiej. Jest członkiem Ligi Morskiej.
Życie bardziej zespolone
Podczas spotkania z żeglarzami można było usłyszeć także m.in. o uzyskaniu tytułu na międzynarodowych zawodach, choć granicy swego kraju nawet się nie przekroczyło, początkach PZŻ, o wielkim przyjacielu żeglarzy z Holandii, który dostarczał stal i drewno do budowy łodzi czy potańcówkach, jakie młodym robił Weiland. Wszystko to działo się w niełatwych, bo powojennych realiach. – Mimo to życie było jakoś bardziej zespolone. Każdy o każdego dbał – przyznał z rozrzewnieniem Stanisław Kunza.
Materiał archiwalny. Artykuł ukazał się w „Czasie Chojnic” 14 kwietnia 2022, nr 15/1033.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!