Mija 19 lat od kiedy Waldemar Spichalski rozpoczął pracę jako ogrodnik miejski w Chojnicach. Przez ten czas miejskie tereny zielone przeszły ogromną przemianę – stały się bardziej różnorodne, przemyślane i dostosowane do potrzeb zarówno ludzi, jak i miejskiej fauny.
Spotkaliśmy się z nim w Parku Tysiąclecia, by porozmawiać o tym, jak zmienia się miejska zieleń i jakie wyzwania stoją przed ogrodnikiem w dobie zmian klimatycznych.
Zielony rozwój miasta
– Pracę zacząłem 2 stycznia 2007 roku. Przez te lata zieleni w Chojnicach przybyło, a ja sam zdobyłem uprawnienia inspektora nadzoru Polskiego Towarzystwa Chirurgii Drzew. Dbam o drzewa, ich zdrowie i różnorodność wiekową – podkreśla Waldemar Spichalski.
Jako pierwszy w mieście zaczął stosować profesjonalne metody pielęgnacji drzew – od wiązań po selekcje drzew wymagających usunięcia.
Szczególny nacisk kładzie na to, by nasadzenia nie tylko zastępowały wycięte drzewa, ale także były zróżnicowane – zarówno wiekowo, jak i gatunkowo.
– Wprowadzamy głównie gatunki rodzime, ale pojawiają się też obce, by pokazać mieszkańcom bogactwo świata roślin – dodaje.
Kwitnące łąki i oszczędne koszenie
Zmieniający się klimat wymusił także zmianę strategii koszenia trawników.
– Kosimy rzadziej, zakładamy łąki kwietne. To działanie proekologiczne, choć nie zawsze spotyka się ze zrozumieniem mieszkańców – mówi ogrodnik. – W centrum staramy się utrzymać trawniki niskie ze względów estetycznych, ale na osiedlach kosimy rzadziej.
Reklama
W Parku Tysiąclecia pozostawiono część zupełnie nieskoszoną – dziki zakątek dla owadów i zwierząt. Równocześnie miasto stawia na zwiększenie liczby krzewów i dalsze zadrzewianie – tam, gdzie tylko jest to możliwe.
Zielona logistyka i wyzwania
Nasadzenia to jedno – ich utrzymanie to drugie. Latem wyzwaniem staje się podlewanie.
– Współpracujemy z wodociągami, mamy dostęp do hydrantów, wozimy wodę i podlewamy, często codziennie. To ciężka praca – przyznaje Spichalski.
Dużym problemem pozostaje wandalizm.
– Nie robię tego dla siebie ani dla urzędników. Robię to dla mieszkańców. A mimo to kwiaty są wyrywane z gazonów i porzucane. To przykre – mówi z żalem.
Czy w Chojnicach jest „betonoza”?
Spichalski zdecydowanie odrzuca tę tezę.
– Przeliczyłem drzewa od placu Emsdetten po Sukienników – naliczyłem ponad 300 sztuk. Mamy półtora hektara trawników w centrum i kilkadziesiąt tysięcy krzewów. Gdzie tu betonoza? – pyta retorycznie.
Choć są pomysły, by np. rozebrać część nawierzchni na Starym Rynku i nasadzić drzewa, ogrodnik przestrzega przed przesadą.
– Rynek w obecnej formie pozwala na organizację wydarzeń, ogródków. Trzeba znaleźć równowagę.
Zwraca uwagę na jemiołę
Spichalski wskazuje też na problem jemioły – pasożyta niszczącego miejskie drzewa.
– Inne podmioty zlecają pielęgnację drzew, ale nie usuwają jemioły. A ona potrafi zniszczyć całkowicie drzewo – ostrzega.
Nie wszystko, co zielone, należy do miasta
Miejski ogrodnik przypomina również, że nie wszystkie tereny zielone w Chojnicach należą do miasta.
– Często dzwonią ludzie z uwagami, ale okazuje się, że dany teren to np. własność spółdzielni czy zarządu dróg – wyjaśnia. Często na tych terenach dochodzi do nieprawidłowego ogławiania drzew – praktyki nielegalnej i szkodliwej.
Reklama
A co ze świątecznym drzewkiem?
Na koniec padło pytanie o bożonarodzeniowy świerk.
– Mamy kilka zgłoszeń od osób, które chcą wyciąć duże drzewo ze swojego terenu. Jedno z miejskich drzew niszczy chodnik – być może ono trafi w tym roku na rynek – mówi Spichalski.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze