Reklama

Bartłomiej Krzemiński zdobył Aconcaguę – „dach Ameryki Południowej”

Blisko 7000 metrów nad poziomem morza, ekstremalne warunki i walka z własnymi ograniczeniami – Bartłomiej Krzemiński z Czerska dołączył do grona zdobywców Aconcaguy, najwyższego szczytu Ameryki Południowej. Dokonał tego w stylu sportowym, bez wsparcia tragarzy, mierząc się z surowymi warunkami w Andach.

Droga na szczyt – z determinacją i bez wsparcia

Zdobycie Aconcaguy (6962 m n.p.m.) to nie tylko kwestia siły fizycznej, ale również odpowiedniego przygotowania i aklimatyzacji. Bartłomiej Krzemiński wcześniej mierzył się już z takimi szczytami jak Kilimandżaro (5895 m n.p.m.) oraz Mont Blanc (4808 m n.p.m.), co pozwoliło mu stopniowo testować swój organizm na coraz większych wysokościach.

– To niesamowite uczucie stanąć na szczycie, ale nie jest to coś, co można osiągnąć z dnia na dzień. Każdy krok w wyższe partie gór to walka z własnym ciałem, z ograniczoną ilością tlenu i ekstremalnymi warunkami. Było mnóstwo momentów, kiedy organizm mówił „stop” i wymuszał przerwę. – mówi Krzemiński.

Reklama

Cała wyprawa trwała blisko trzy tygodnie, a atak szczytowy to cztery intensywne dni, podczas których trzeba było pokonać kilka obozów aklimatyzacyjnych.

  • Dzień 1: Podejście z bazy Plaza de Mulas (4300 m) do pierwszego obozu (5000 m).
  • Dzień 2: Przejście do obozu drugiego na 5500 m.
  • Dzień 3: Wejście do ostatniego obozu Colera (6000 m).
  • Dzień 4: O godzinie 3:00 w nocy rozpoczął się atak szczytowy, który trwał 10 godzin, a następnie zejście.

– Końcowy etap był najtrudniejszy – ciało domagało się odpoczynku, a brak tlenu sprawiał, że co kilkadziesiąt kroków musiałem robić przerwy. Organizm odczuwał każdy metr wysokości, a ostatnie 250 metrów to była walka krok po kroku. – wspomina zdobywca.

Szczęście do pogody i wymagająca logistyka

Jednym z kluczowych czynników sukcesu było trafienie w okno pogodowe – bez silnych wiatrów i niskich temperatur.

Reklama

– Mieliśmy ogromne szczęście, bo gdy stanąłem na szczycie, było praktycznie bezwietrznie i temperatura wynosiła około 0 stopni. Mogłem spędzić tam aż pół godziny – to luksus na tej wysokości! – mówi Krzemiński.

Cała wyprawa wymagała też dobrej organizacji i odpowiedniego sprzętu. Lista rzeczy do zabrania przekroczyła 100 pozycji, w tym leki, sprzęt wspinaczkowy i specjalistyczne ubrania.

  • Permit na wejście na Aconcaguę kosztuje 850 dolarów, a dodatkowe wydatki zależą od wyboru usług w bazie – np. wyżywienie, noclegi czy transport sprzętu mułami.
  • W obozach wysokogórskich warunki były surowe – konieczne było np. korzystanie z dedykowanych worków na potrzeby fizjologiczne, co przy silnym wietrze było nie lada wyzwaniem.

Plany na przyszłość – czas na Himalaje?

Co dalej? Po zdobyciu najwyższego szczytu Ameryki Południowej, Krzemiński nie zamierza się zatrzymać.

– Czas na siedmiotysięcznik! Chciałbym w 2026 roku wejść na szczyt w Himalajach, Karakorum lub Pamirze. To kolejny krok w drodze do spełniania marzeń. – zdradza.

Reklama

Poza górami, podróżnik angażuje się w działalność charytatywną i planuje utworzenie fundacji, która pomoże dzieciom pracującym w kopalniach na Madagaskarze.

Bartłomiej Krzemiński swoje górskie wyprawy relacjonuje na Instagramie @bartekkrzeminski, gdzie dzieli się inspiracjami i praktycznymi poradami dla przyszłych zdobywców szczytów.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości