Letniskowe pokoje w leśniczówce, uroczysta procesja Bożego Ciała z kompanią honorową, kieszonkowiec na targu i duch udający nieboszczyka – to tylko niektóre z doniesień „Dziennika Pomorskiego” sprzed stu lat. Oto, czym żyły Chojnice w letnie dni roku 1925.
Wydzierżawienie pokoi na letnisko
W miejskiej leśniczówce Wolność wydzierżawia magistrat kilka pokoi na letnisko. Bliższych szczegółów dowiedzieć się można w ratuszu, pokój nr. 8.
Procesja Bożego Ciała tym razem wywarła imponujące wrażenie. Oprócz rzesz ludu brały udział wszystkie organizacje i szkoły, które poprzednio w programie wymieniliśmy. Również wojsko, które w roku ubiegłym udziału nie brało, tym razem stawiło kompanje honorową w całkowitem wyekwipowaniu 1 pluton, który w pobliżu ołtarzy ustawiony, oddawał przy podniesieniu alwy honorowe. Monstrancję niósł i nabożeństwa odprawiał ks. Proboszcz, który w przed dzień święta powrócił z Rzymu.
Skarżą nam się na niszczenie dobra publicznego.
Magistrat ponaprawiał ogrodzenia przy ogród kach miejskich jak naprzykład przy sądzie, z drugiej strony ulicy Strzeleckiej, przy klasztorze itd. Oto przy ulicy Strzeleckiej zatrzymano chłopaków, którzy tam te ogrodzenia niszczyli. Zalecałoby się, ażeby w braku urzędnika policyjnego publiczność zabierała się do wyrostków i uczyła ich doraźnie szanować dobro publiczne. Będzie to najlepszy sposób. Te ogródki po miastach zawsze stały pod ochroną publiczności.
Skutki bezmyślności
Pewna kobiecina z pod Chojnie miała na tutejszym targu dość nieprzyjemny wypadek. Otóż niewieścim zwyczajem nosiła swa torebkę ręczną pod pachą, w której znajdowało się kilka złotych, cały jej majątek, i błądząc po rynku myślała o niebieskich migdałach. Widocznie w tych marzeniach miała bardzo słodkie wyobrażenia, kiedy nawet nie czuła, gdy jakiś wielbiciel cudzej własności a szczególnie amator na tego rodzaju kobiety wyciągnął jej torbę z pod pachy i zwiał. Kiedy spostrzegła brak tejże było już za późno. Chyba tę przechadzkę targową zatrzyma na dłuższy czas w pamięci, no i będzie to nauczką dla innych.
Rozbiegnięcie się konia.
W środę rano rozbiegł się pewnej kobiecie jadącej na targ koń na Szosie bytowskiej i pełnym galopem pędził w stronę miasta. Doszło przytem tak do dość poważnych obrażeń konia jak i uszkodzeń na rzeczach samej gospodyni, bo płaszcz, który miała na sobie całkiem się jej porozdzierał. Została przytem również dość znacznie poturbowana. Było jeszcze dalsze nieszczęście, bo potłukły się przy tej okazji wszystkie jajka, które chciała zbyć na targu tak, że pozostała z nich tylko jajecznica. Ostatecznie zdołano rozjuszonego konia uhamować.
Głupi straszek.
W święto Bożego Ciała około 11 godz. w nocy kręcił się nad murem cmentarza katolickiego osobnik, któremu chodziło o straszenie przechodniów. Na plecach miał bowiem przewieszone białe prześcieradło i dla tem większego postrachu posługiwał się wysokiemi szczudłami tak, iż w bladem świetle księżyca mógł uchodzić za źle sfabrykowanego ducha. Byłby może swoje głupie figle długo jeszcze uprawiał, ale znaleźli się tacy, którzy ze zmartwychwstałym nieboszczykiem chcieli namacalnie pogwarzyć i oto okazało się, że ciało „ducha" było bardzo czułe na delikatne szturchańce i niestrachobliwy duch okazał się wcale strachobliwem stworzeniem, które jak kamfora nie znikło, bo będzie można je w następnych dniach poznać po guzach i sińcach.
Niewątpliwie nauczka zniechęci straszka ziemskiego do udawania przybysza z świata pozagrobowego.
Zajście iście zawadjackie.
Podczas uroczystej procesji, gdy pochód kroczył ulicą Młyńską, nadjechała nagle z ul. Strzeleckiej furmanka p. Wirkusa z Chojnic torując sobie niepohamowanie drogą przez ciżbę ludu. Nie pomogły uwagi pod adresem woźnicy, ażeby pojazd wstrzymał do czasu przejścia procesji lecz z całą bezwzględnością torował końmi drogę poprzez tłum na podwórze p. Wirkusa. Załatwiwszy tam swoje zadanie wrócił do procesji i wszczynał kłótnie z człowiekiem, który poprzednio chciał go z pojazdem zatrzymać. Doszło do bójki, w czasie której zaczepiający poprzednio woźnica nazwiskiem Kałduński został przez publiczność zbity na kwaśne jabłko aż go w koń u policja wyswobodziła. Naoczny świadek tego zajścia pisze nam, że aczkolwiek policja nasza podczas procesji stała na wysokości swego zadania, tu jednakże nie było nikogo, któryby czuwał nad porządkiem.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze