Proces walutowy z udziałem urzędników i handlarzy, ludowe wierzenia o magicznych ziołach, chłodne lato przepowiadane przez uczonych i dramatyczna przestroga dla rodziców - tak wyglądały doniesienia z Chojnic i okolic dokładnie sto lat temu na łamach Dziennika Pomorskiego. To historia lokalna, która wciąż porusza.
Proces o przestępstwa walutowe toczy się od wczoraj rana przed tutejszą izbą karną. Na ławie oskarżonych zasiadają: b. dyrektor Banku Powiatowego z Kościerzyny Teodor Warczak, starosta kościerski Leon Kowalski, kasjer Pow. Kasy Komunalnej Franciszek Głuszyński, handlarz bydła Franciszek Kantowski, b. handlarz Franciszek Gierszewski, kontroler Banku Pow. Tomasz Walczyk, handlarz bydła Bernard Gierszewski i książkowy Feliks Czapiewski.
Trybunał stanowią: dyr. sądu okr. p. Buraczyński jako przewodniczący, dyr. sądu okr. p. Buchelt, oraz trzej sędziowie niezawodowi. Oskarża p. podprokurator Żelazny. Oskarżonych Warczaka, Głuszyńskiego, Kantowskiego i Walczyka broni adwokat Behnke z Chojnic, zaś starostę Kowalskiego broni adwokat Zakrzewski z Kościerzyny.
Akt oskarżenia zarzuca oskarżonym niedozwolony skup i sprzedaż walut zagranicznych, przemycanie walut do Gdańska, pobieranie lichwiarskich procentów od pożyczek (300-700 proc.) sfałszowanie bilansu, sfałszowanie dokumentów prywatnych, oszustwo oraz prowadzenie oddziału towarowego bez świadectwa przemysłowego.
Na rozprawę wezwano kilkunastu świadków oraz trzech biegłych.
Przesłuchanie oskarżonych oraz świadków trwało wczoraj od godz. 9.30 wieczorem.
Dziś o godz. 9 rano rozpoczęło się przesłuchanie dalszych świadków oraz biegłych.
Następnie odbędzie się badanie ksiąg bankowych. Przemowy prokuratora oraz obrońców odbędą się prawdopodobnie dopiero po południu tak, że wyrok zapadnie przypuszczalnie dziś wieczorem.

Kamień. (Ku przestrodze rodzicom)
Leży w zwyczaju niektórych matek, iż chcąc dziecko uspokoić, lub też nie dać mu tego co ono żąda, straszy się go różnemi dziadami, babami itp. W rezultacie sukces zawsze się łatwym zabiegiem i dziecka pokornieje, lecz jak ujemnie wpływa podobne postępowanie rodziców, na psychikę dziecka i jakie nieraz mogą być dla rodziców bolesne skutki, podobnego wychowywania dzieci iż o tem wiele kronika mogłaby napisać.
Ostatnio synek 5-cio letni miejscowego mistrza rzeźnickiego p. Buddy, obudziwszy się w nocy, w czasie kiedy rodzice byli zajęci w warsztacie i zauważywszy że nikogo niema, z przestrachu pobiegł do okna i runął na bruk z wysokości pierwszego piętra ponosząc ciężkie uszkodzenia czaszki i kręgosłupa. Stan chłopca beznadziejny.

Pieszo dokoła Polski.
Wczoraj o godz. 2,30 po południu odwiedził naszą redakcję p. Kazi-mierz Łaczmański członek Sokoła w Pucku, który przedsięwziął pieszą podróż dokoła Polski. Z Chojnic udaje się p. Łaczmański w dalszą drogę do Nakła, Bydgoszczy. Inowrocławia, Gniezna, Poznania itd. Śmiałemu podróżnikowi życzymy szczęśliwej drogi.

Jakie będziemy mieli lato?
Zapiski kronikarskie mówią nam, że rok 1816 był rokiem bez lata. Przez cały czas trwania letnich miesięcy zimno dotkliwie dokuczało ludziom, a zbiory rolne równały się wprost klęsce.
Otóż uczeni amerykańscy (coprawda nie wszyscy na szczęście) dowodzą, że rok 1926 będzie rażąco podobny do roku 1816.
Przypuszczenia podobne opierają się na fakcie, że podobnie jak w roku bieżącym, tak i w roku 1816 na słońcu widać było niezwykłej wielkości plamy.
Dla osób niewtajemniczonych plamy słoneczne nie zdają się być rozumową przyczyną chłodnego lata. Uczeni jednak dobrze wiedzą, że plamy na słońcu oznaczają zmniejszoną zdolność promieniowania słońca, a więc co za tem idzie w parze oznacza mniej ciepła słonecznego na ziemi.
W roku bieżącym uczeni zauważyli już znaczne zwiększenie się plam na słońcu, a plamy te stopniowo stają się coraz większe. Na wiosnę zmniejszyło się promieniowanie ciepła słonecznego, w następstwie więc tego wyłoniły się na powierzchnię mórz i oceanów zimne warstwy wód z dna morskiego, przyczyniając się do obniżenia temperatury na ziemi.
Są też i inne tłomaczenia chłodnego lata w roku bieżącym.
Badania geologiczne wskazują na zwiększenie się wybuchów wulkanicznych na ziemi. W ostatnich paru latach wybuchy wulkanów stały się bardziej niż zwykle gwałtowne, a rok 1926 ma być szczególnie obfitują- cym w takie wybuchy. Podobnie było w 1815 r. Wulkany ziemskie wyrzuciły ze swego wnętrza takie olbrzymie masy popiołu, że popiół ten wniósł się w górne warstwy atmosfery ziemskiej i otoczył cały nasz glob, jakby powłoką delikatnego dymu.
Dym ten oczywiście był mało widoczny dla oka ludzkiego, ale istniał w górnych przestworzach i tamował przystęp promieni słonecznych. Przyczynił się też w wielkiej mierze do ochłodzenia przeciętnej temperatury rocznej.
Coś podobnego może zajść w roku 1926.
Pocieszmy się jednak tem, że nawet przepowie dnie uczonych nie zawsze się sprawdzają.

Obrzędy ludowe w czerwcu.
Na miesiąc czerwiec przypada wiele obrzędów przez lud zachowywanych i zabytków z czasów jeszcze przedchrześcijańskich. Jedne z nich spotykamy i u innych narodów, jak sobótki w noc świętojańską, inne są typowo polskiemi lub ściśle lokalnemi, jak wianki względnie lajkonik. Jedne z nich przechowały się aż do nas w całości, inne pokryła już mgła przesądów, gdy pierwotne ich znaczenie się zatarło. W mniemaniu ludu jest to czas, w którym tajemnicze siły przyrody najsilniej oddziaływują na człowieka, wyrastają i kwitną cudowne zioła, jak bylica, paproć i ziółko deszczowe. Bylica związana z obchodem Sobótek służy do wicia wieńców, któremi przyozdabiają się dziewczęta. Paproć kwitnie jedynie O północy przed dniem
Św. Jana Chrzciciela, a kto je znajdzie, temu odkryje się nietylko przyszłość, ale i droga do ukrytych i bezcennych skarbów. Ziółko deszczowe ma tę własność, że ścięte nieopatrznie w czasie sianokosów, sprowadza w to miejsce deszcz. Deszcz sprowadzają też często czarownice, skąd przysłowie: Kiedy człowiek łąkę kosi, lada baba deszcz uprosi".

Z Izby Karnej Sądu Okręgowego.
Teodor Wirkus, zam. w Zapceniu, pow. Chojnice, został przez sąd pokoju w Chojnicach zasądzony o kradzież torfu na jeden tydzień więzienia i na ponoszenie kosztów. Przeciw temu wyrokowi wniósł osk. odwołanie. Po przeprowadzeniu rozprawy sąd odwołanie osk. odrzucił z tem, że mu wymierzono jeden dzień więzienia. Koszta ponosi osk.
Franciszek Muzolf, małoletni, zam. w Chojnicach, został przez sąd pokoju w Chojnicach o kradzież owocu i o uraz cielesny zasądzony na grzywnę 10 zł i na naganę a w razie nieściągalności na 2 dni aresztu. Przeciw temu wyrokowi wniósł osk. odwołanie. Po przeprowadzeniu rozprawy sąd odwołanie osk. odrzucił z tem, że osk. wymierzono tylko naganę. Koszta ponosi osk.

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze