Co zrobić, kiedy zima się dłuży i zaczynamy cierpieć na notoryczny brak słońca? Najlepiej wybrać się w ciepłe kraje, doładować baterie i uzupełnić zapasy witaminy D. I kiedy wielu wybiera słoneczną Hiszpanię, czy Włochy, to w warto pojechać nieco dalej, gdzie mamy stuprocentową gwarancję pięknej pogody i możliwość skonfrontowania naszego europejskiego postrzegania rzeczywistości z realiami kraju trzeciego świata. Kenia – idealny kierunek dla ludzi, którzy lubią łączyć wypoczynek z surwiwalem.
Podróże kształcą, o tym wie każdy, kto chociaż raz wybrał się poza znany grajdołek, jakim jest dom i okolice. Im częściej wyjeżdżam i stykam się z ludźmi z innych kręgów kulturowych i mentalnych, tym bardziej doceniam mój kraj. Pewnie, że nie jest idealnie i można znaleźć wiele powodów do narzekania, ale zawsze po powrocie cieszę się, że moim domem jest Polska.
Wyjeżdżając do Kenii warto się wcześniej przygotować – przeczytać przewodnik, zaszczepić się na tropikalne choroby (nie jest to wymagane, ale zalecane), zaopatrzyć w lekarstwa, które mogą się przydać, bo może się okazać, że nasz organizm zareaguje na potężną dawkę słońca dziwną wysypką, albo uaktywnią się nieznane wcześniej alergie. Do tego dobry krem ochronny i ubrania z naturalnych materiałów – lekkie i przewiewne. Bez przejściówki ani rusz. Kenia to dawna kolonia brytyjska, więc w hotelach nie uświadczymy europejskich gniazdek, obowiązuje ruch lewostronny, a w hotelowej restauracji możemy liczyć na angielskie śniadanie.
Kenia to jeden z nielicznych krajów afrykańskich, który chroni przyrodę, Przemierzając ten kraj można natknąć się na patrole policyjne kontrolujące drogi w poszukiwaniu kłusowników. Za kłusownictwo grożą wysokie kary, od 200 tys. dolarów do dożywocia, a za przyłapanie na gorącym uczynku nawet kara śmierci. Nic dziwnego, bo przyroda w parkach Tsavo East National Park czy Amboseli National Park to prawdziwe perełki. Tak jak Egipt kojarzy się głównie z piramidami, to znakiem rozpoznawczym Kenii jest safari, podczas którego można obserwować dzikie zwierzęta takie jak lwy, słonie, żyrafy, bawoły, hipopotamy, hieny, szakale, antylopy, gazele, guźce i inne. Przeżycie niesamowite – bliskie spotkanie z dziką przyrodą z górą Kilimandżaro w tle. Zapach sawanny o poranku kojarzy się z beztroskim dzieciństwem spędzonym na wsi u dziadków, bo pachnie sianem i świeżo skoszonym zbożem.
Kenia to nie tylko dzikie zwierzęta, ale ogromne bogactwo fauny i flory Oceanu Indyjskiego. Można natknąć się naprawdę na ciekawe okazy np. strzykwy zwane też ogórkami morskimi, jeżowce czy rozgwiazdy. Miłośnicy wody mogą wybrać się w rejs na obserwację delfinów czy snorkling na rafie koralowej. Trzeba jednak pamiętać, że tam zupełnie inaczej mierzy się odległości. Czas przejazdu z punktu A do B może zabrać nawet 3 godziny, ale z okna samochodu można podziwiać plantacje agawy, potężne baobaby czy akacje afrykańskie. I co ciekawe, ziemia w Afryce ma czerwony kolor.
Wykupując wycieczkę do Kenii warto zaopatrzyć się dolary – sporą ilość dolarów. Zapłacimy nimi praktycznie wszędzie i za wszystko. Można je wymienić w każdym kantorze na szylingi kenijskie. 1 KES to 32 grosze, więc możemy sobie pozwolić na zakup pamiątek i wykupienie wycieczek fakultatywnych oferowanych zarówno przez biura podróży, jak i lokalnych przewodników. Warto skorzystać z oferty lokalsów, bo dla nich to jedyne źródło utrzymania. Dobrze też jest mieć przy sobie drobne na napiwki i może nas to trochę drażnić, że Kenijczycy ich oczekują, ale kiedy dowiemy się od nich samych, na jakich warunkach są zatrudniani, to wszystko staje się zrozumiałe.
Nam Europejczykom przez głowę nie przejdzie pracować za darmo, no chyba, że mowa o wolontariacie. Kenijczycy mają obowiązek odbycia stażu, ale pracują za darmo, a konkretnie za referencje. Pracodawca zapewnia transport z wioski do miejsca pracy, wyżywienie, strój służbowy i to wszystko. Jedynym źródłem utrzymania są zatem napiwki.
Jadąc do Kenii można obkupić się rękodzieło. Kenijczycy wyrzeźbią w drewnie dosłownie wszystko - figurki zwierząt, miski, łyżki i inne cudeńka. Szczególnie utalentowani są przedstawiciele plemienia Akamba i tak też nazywa się manufaktura drewna znajdująca się w Mombasie. Warto tam zajrzeć i coś kupić. Dlaczego? Ano dlatego, że każdy produkt opatrzony jest kodem i osoba, która go wykonała dostanie zapłatę dopiero wtedy, kiedy towar zostanie sprzedany.
Kenijczycy zupełnie inaczej podchodzą do edukacji. Szkoła jest obowiązkowa i darmowa, ale tak naprawdę nikt tego nie kontroluje. Dziecko może rozpocząć naukę, kiedy rodzice zakupią mundurek szkolny, tornister, przybory i podręczniki, a te nie są tanie. Czasem zdarza się, że tylko jedno dziecko z rodziny. Pozostałe wypasają kozy i krowy. Może dlatego każda szkoła ma swoje motto np. „Education is life” (edukacja to życie), a nauczyciele cieszą się szacunkiem.
Co ciekawe, każde dziecko idące do szkoły musi przynieść ze sobą sporej wielkości kij. Będzie wykorzystany ro rozpalenia ognia w piecu, na którym przygotowywane są posiłki w szkolnej kuchni, bo w budynku nie prądu ani gazu.
Udany wyjazd w dużej mierze zależy od ekipy, która jest zgrana i potrafi się dogadać, ale dobry przewodnik wyprawy to podstawa i właśnie na taką osobę trafiła moja grupa. Salah, bo tak miał na imię nasz pilot, to człowiek, dla którego praca, którą wykonywał była swego rodzaju misją. I nie chodziło tylko o zaopiekowanie się grupą, opowiadanie o występującej w parkach narodowych zwierzynie i przyrodzie, ale o podejście to tego co robił. I wiele zyskał w oczach grupy, kiedy odwiedziliśmy wioskę masajską. Znając realia życia w Afryce, wyszukiwał takie społeczności, które naprawdę potrzebowały pomocy, ale warunek był jeden: troska o dzieci, bo dzieci to przyszłość. – Zadbajcie o dzieci – mówił. Wtedy ja przywiozę turystów, a turyści przywiozą dolary….
To miał być babski wyjazd – hotel z opcją all inclusive, wycieczki fakultatywne, safari. Słowem, leżing, plażing, smażig… I był, ale do tego trzeba dorzucić niezwykłe doświadczenie, jakim było zderzenie się z inną kulturą i odmiennym postrzeganiem świata. Afryka - czarny ląd, gdzie mimo wielu dysproporcji społecznych i biedy, ludzie są pogodni, okazujący sobie empatię i zwyczajną życzliwość, gdzie zachowała się normalność, która w Europie, staje się towarem deficytowym. Ludzie żyją tam z dnia na dzień i cieszą się z drobiazgów, a nie ubolewają ciągle nad tym, czego im brakuje. Kenia – warto odwiedzić ten ciekawy kraj, by dojść do wniosku, że żyjemy w Europie w dobrobycie i nauczyć się doceniać, to co mamy.
Magdalena Grala
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze