Na Mistrzostwach Świata w biegu na 100 kilometrów chojniczanin Mateusz Dajnowski zmierzył się z ekstremalnymi warunkami, które wpływ na wynik zawodów. Wydarzenie odbywało się w Bengaluru i zgromadziło ponad 250 biegaczy z 40 krajów, a gospodarzem po raz pierwszy była Indie. Wśród uczestników panowały koszmarne warunki – wysoka wilgotność i upał doprowadziły do tego, że 50 zawodników nie ukończyło biegu.
Mateusz Dajnowski ukończył zawody na 65. miejscu w klasyfikacji ogólnej z czasem 08:22:33, co było wielkim osiągnięciem w tak wymagających okolicznościach.
„Zacząłem mocno, bo po prostu taki jestem – wszystko albo nic. Na 33 kilometrze zaliczyłem dużą wywrotkę, ale mimo obrażeń ukończyłem bieg. To zaowocuje w przyszłości, bo w biegach ultra trzeba mieć charakter” – mówi Mateusz Dajnowski, podkreślając, że najważniejsza była walka dla Polski i drużynowego wyniku.
Polska drużyna w składzie: Mateusz Dajnowski, Dariusz Nożyński, Andrzej Piotrowski oraz Jacek Dudek, zajęła 6. miejsce w klasyfikacji drużynowej na 34 kraje, co było powodem do dumy.
„Jestem dumny z całej kadry – z Dominiki Stelmach, która zajęła 6. miejsce, oraz z Andrzeja Piotrowskiego, który był 14. w klasyfikacji generalnej. Warunki były koszmarne, ale pokazaliśmy ducha walki” – dodaje Mateusz.
Zawody wygrał Japończyk Jumpei Yamaguchi z czasem 06:12:17, deklasując konkurencję. Polska drużyna nie tylko ukończyła bieg w komplecie, co udało się niewielu krajom, ale również udowodniła, że potrafi stawić czoła najtrudniejszym wyzwaniom.
Mateusz już teraz planuje kolejny wielki cel – w maju zadebiutuje w biegu 24-godzinnym, gdzie będzie starał się o kwalifikację na mistrzostwa świata we Francji.
„Indie – Mateusz Dajnowski to wynik 1:0 dla Indii” – mówi żartobliwie Mateusz, podsumowując swoje doświadczenie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze