Reklama

Syty głodnego nie zrozumie. Kłótnia o in vitro

23/01/2021 08:30

– Chciałabym, żeby osoby, które nie wiedzą, co to znaczy dla kobiety nie móc mieć dzieci, nie wypowiadały się za innych – mówiła Alicja Kreft. Radna odniosła się do tematu in vitro, który był szeroko dyskutowany na minionej sesji. O niepopieranie „śmiercionośnej” uchwały apelowała Janina Kłosowska.

– Chciałabym, żeby osoby, które nie wiedzą, co to znaczy dla kobiety nie móc mieć dzieci, nie wypowiadały się za innych – mówiła Alicja Kreft. Radna odniosła się do tematu in vitro, który był szeroko dyskutowany na minionej sesji. O niepopieranie „śmiercionośnej” uchwały apelowała Janina Kłosowska.

Jednym z szerzej dyskutowanych tematów na sesji był ten dotyczący dalszego finansowania programu in vitro. Projekt ruszył w Chojnicach w połowie 2018 roku. Cieszył się dużym zainteresowaniem. – Do tej pory zgłosiło się kilkadziesiąt par. Zakwalifikowano 28 par – mówił burmistrz Chojnic Arseniusz Finster. Para mogła liczyć na dofinansowanie do 5 tys. zł, a celem było oczywiście pojawienie się na świecie małych chojniczan. Zakładano, że powstanie 30 ciąż. Do tej pory udało się powołać na świat ośmioro dzieci, a dwie kobiety są w ciąży. Pierwsze dziecko urodziło się w czerwcu 2019 roku.
Włodarz chciał, żeby program był kontynuowany. Sesja jeszcze na dobre się nie rozkręciła, radni mieli przed sobą sporo punktów do przedyskutowana – w tym budżet – a już doszło do ostrej wymiany zdań. – Pan burmistrz nie w pełni przedstawił skutki procedury in vitro. Tylko z zachwytem powiedział, ile dzieci się urodziło i ile się urodzi. Więcej dzieci w procedurze in vitro ginie i staje się odpadem medycznym, niż się rodzi. Apeluję do państwa sumień, w większości katolickich, żebyście państwo tej śmiercionośnej uchwały nie poparli. Z serca dziękuję – mówiła radna Janina Kłosowska.
Błysk w łonie
Głos zabrała Bogumiła Gierszewska-Dorawa, która pracowała jako położna. – Każda metoda, która doprowadzi do urodzenia dziecka, jest dobra. Pomijam spory ideologiczne i kwestie wiary – mówiła. – Widziałam ludzkie dramaty, gdy rodziny nie mogły mieć dzieci. Nikt im w tym nie pomógł. Bardzo się cieszę, że pan burmistrz dofinansuje ten projekt.
Dodała, że sprawa naprotechnologii to oddzielna kwestia i jest dofinansowywana z budżetu państwa. Przytoczyła dane statystyczne. – Od 2016 roku do 2020 urodziło się z in vitro 261 tys. dzieci, z naprotechnologii tylko 70 – mówiła. – Niech rodziny same decydują, jaką drogą chcą powiększyć swoją rodzinę.
Kłosowska wyraziła zdziwienie, że właśnie położna wypowiada się w ten sposób. – Myślę, że pani powinna wiedzieć, na czym in vitro polega i dlaczego kobiety tak późno rodzą dzieci. Praktyki przywędrowały do nas z Zachodu, to nie są te, u których podstaw legły marzenia trzech wielkich budowniczych Europy. Wszelkiego rodzaju dewiacje, leczenia, antykoncepcja spowodowały, że kobiety są niepłodne – mówiła Kłosowska. Dodała, że naturalne poczęcie to jest cud, który ją zachwyca. – Przy poczęciu w łonie matki obserwowany jest błysk. Tam się poczyna ludzkie życie, piękne, jedyne i niepowtarzalne. A jakie są życia te, które rozpoczynają się na szkiełku, gdzie są te dzieci, które nie zostały wszczepione do łon matek, czy pani zna losy dzieci, które powędrowały do zamrażarek? – pytała. Dodała, że w naprotechnologii żadne ludzkie życie nie zostało zmarnowane.
Temat objaśniał Finster, który mówił, że jego wiedza opiera się na tej, którą uzyskuje od specjalistów. – Po pierwsze procedura in vitro musi być poprzedzona półtorarocznym okresem leczenia. Do in vitro nie może przystąpić para, która nie leczy niepłodności. In vitro to ostatnia deska ratunku dla pary, która chce mieć dzieci – podkreślał. Dodał, że żadne zarodki, które powstają w wyniku stymulacji kobiety, nie są niszczone, ale zamrażane, para może opłacać koszty ich przechowania, wykorzystując potem lub może oddać je oddać do adopcji. – Odrzucam stwierdzenia, że dzieci z in vitro to jakieś inne dzieci. Ktoś musi być głupcem, żeby coś takiego opowiadać – mówił włodarz. – Pary, które dzięki in vitro mają potomstwo, odwiedzają mnie, trzymam te dzieci na rękach.
Krótko, a dobitnie
Najdobitniej chyba tę dyskusję podsumowała Alicja Kreft. – Mnie to dotyka bardzo osobiście. 25 lat temu przechodziłam procedurę in vitro i to nie jest tak, jak powiedziała pani Kłosowska, że kobiety przystępują za późno do tego, żeby zajść w ciążę. Ja się leczyłam od 25 roku życia. Dopuszczono mnie do procedury w wieku 30 lat. Niestety, w moim przypadku, na tym szkiełku, jak powiedziała pani Janina, jajeczka się nie podzieliły – mówiła. Jak dodała, ta metoda kosztowała ją bardzo dużo zdrowia i długie leczenie. – Ktoś, kto tego nie przechodził, nie wie, co to jest. Nie wie, co przeżywa kobieta, jakie jest bolesne leczenie przez te lata – i to jest i naprotechnologia, i leczenie na różne sposoby. Syty głodnego nie zrozumie. Chciałabym, żeby osoby, które nie wiedzą, co to znaczy dla kobiety nie móc mieć dzieci, nie wypowiadały się za innych – mówiła. Jeszcze przed głosowaniem natomiast zapowiadała, że nie będzie za poparciem uchwały, bo nie wyraża jedynie swojego zdania, ale stowarzyszenia, którego jest reprezentantem w radzie, a w nim opinie są bardzo rozbieżne.
Ostatecznie za przyjęciem uchwały było 13 radnych, sześciu przeciw, a dwie osoby się wstrzymały od głosu.

Reklama

Materiał archiwalny. Artykuł ukazał się w „Czasie Chojnic” 7 stycznia 2021, nr 1/967.

Na zdjęciu radna Janina Kłosowska. Fot. Daniel Frymark

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama


Reklama

Wideo czaschojnic.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości