Reklama

Trzeba było przystopować

14/07/2021 08:30

– Są takie dni, że drzwi do mojego gabinetu w ogóle się nie zamykają. Na zmianę przychodzą: uczeń, rodzic, nauczyciel i cały dzień załatwiam bieżące sprawy – mówi Maria Kallas. Wieloletnia dyrektorka II LO im. gen. Władysława Andersa w Chojnicach z końcem sierpnia przejdzie na emeryturę. Zastąpi ją obecna wicedyrektorka placówki Jolanta Wróblewska. Z Marią Kallas rozmawiamy m.in. o tym, co w szkole zmieniła pandemia i czego najbardziej będzie jej brakować na emeryturze.

– Są takie dni, że drzwi do mojego gabinetu w ogóle się nie zamykają. Na zmianę przychodzą: uczeń, rodzic, nauczyciel i cały dzień załatwiam bieżące sprawy – mówi Maria Kallas. Wieloletnia dyrektorka II LO im. gen. Władysława Andersa w Chojnicach z końcem sierpnia przejdzie na emeryturę. Zastąpi ją obecna wicedyrektorka placówki Jolanta Wróblewska. Z Marią Kallas rozmawiamy m.in. o tym, co w szkole zmieniła pandemia i czego najbardziej będzie jej brakować na emeryturze.

„Czas Chojnic”: Od ilu lat jest Pani dyrektorką II LO im. gen. Władysława Andersa w Chojnicach?
Maria Kallas: Dyrektorem tej szkoły jestem od 1 czerwca 2007 roku, czyli 14 lat.
Nie zdecydowała się Pani, by ubiegać się o kolejną kadencję. Nie jest Pani żal odchodzić?
Osiągnęłam już wiek emerytalny i idę na zasłużoną emeryturę. To takie mieszane uczucia. Z jednej strony to taka spokojna głowa i mniej stresu, a z drugiej – trochę jednak żal, bo rozstaje się człowiek z ludźmi. To bardzo fajny zespół, którym miałam przyjemność zarządzać. Ta praca jest jednak bardzo zżerająca emocjonalnie i to był główny powód, dla którego zdecydowałam się na emeryturę. Doszłam do takiego etapu, gdzie była tylko praca i nie było czasu na nic innego. Wtedy trzeba było przystopować.
Co przez te wszystkie lata zmieniło się w szkole i w pracy dyrektora?
Tak naprawdę bardzo dużo. Jeśli chodzi o sam budynek, to zaczęłam od remontu dachu. W szkole zawsze jest coś do zrobienia. Przemieszcza się tu tyle ludzi, że trzeba modernizować. Trzymam się takiej zasady, że ładne wnętrza zobowiązują: jeśli jest ładnie i czysto, to wstyd rzucić gdzieś papierek. A jeśli coś jest nadszarpnięte czy zdewastowane, to złamać albo zniszczyć jeszcze trochę już mniej żal. Z większych rzeczy udało się jeszcze zaadaptować poddasze i strych oraz zrobić remont łazienek – one były w stylu późnego Gierka, a teraz są na europejskim poziomie. Moim największym osiągnięciem jest budowa sali gimnastycznej. Mimo że jest pod zarządem „medyka”, to była moja inicjatywa. Walkę o salę zaczęłam w 2008 roku. Powiedziałabym, że szkoła jest taką instytucją, która się nie zmienia, a ewoluuje. W samym zarządzaniu natomiast często zmieniają się metody.
A co było dla Pani największym wyzwaniem przez te 14 lat?
Nie wiem. Trudno mi powiedzieć... Ostatnie trzy lata były szczególnie trudne. Najpierw były strajki. Przeżywałam to razem z moimi nauczycielami. Musiałam z nimi rozmawiać, bo pułapy stresu sięgały bardzo wysoko. Nie był to dla nas łatwy czas, ale uważam, że same powody, dla których nauczyciele podjęli tak drastyczne środki, były zasadne. Uważam, że praca nauczyciela nie jest doceniana w tym kraju. Niestety, teraz to się mści, bo nie ma takiej fachowej kadry na rynku, która chciałaby pracować w szkole. Od trzech lat szukam matematyka, który przy naszych standardach pracy musi mieć naprawdę wysokie kompetencje. Udało nam się znaleźć naszego byłego absolwenta, ale niestety zrezygnował ze względu na niskie płace.
Młodych nauczycieli, którzy przyszliby do pracy w szkole od razu po zakończeniu edukacji, jest mało...
O tym właśnie mówię. Chciałam osobę młodą, nie chciałam podebrać nikogo z innej szkoły. Generalnie bazuję na tym, że wybieram młodych nauczycieli. To nie jest tylko moja decyzja, że ja sprawdzam daną osobę. Robimy to wspólnie z zespołem z danego przedmiotu, by mieć jak najlepszą kadrę. Gdy widzę zaangażowanie oraz pomysły nauczycieli i środki finansowe, które są do dyspozycji, to jest mi naprawdę przykro, że nie mogę tych ludzi bardziej docenić.
Wiele osób uważa, że zatrudnienie w szkole to praca „od... do...”. Ich zdaniem nauczyciel po wyjściu ze szkoły nie myśli o pracy.
To bzdura do kwadratu! Są takie dni, że drzwi do mojego gabinetu w ogóle się nie zamykają. Na zmianę przychodzą: uczeń, rodzic, nauczyciel i cały dzień załatwiam bieżące sprawy. Mam też na głowie dużo rzeczy administracyjnych, kiedy gonią mnie terminy i muszę je zrobić. Zdarzało się, że o 22.00 jeszcze pracowałam. Przed zaśnięciem planuję następny dzień i zastanawiam się, co mam jutro do zrobienia.
Po strajkach przyszedł covid. Czy epidemia coś zmieniła w pracy w szkole?
Myślę, że jesteśmy wszyscy inni. Zmieniliśmy się mentalnie. Ja może nie miałam takiej odmiany w samej pracy, bo nie siedziałam w domu. Tylko przez krótki czas w 2020 roku wykonywałam pracę zdalnie. To jest jednak niesamowite uczucie – wchodzić do pustej placówki. Jakby szkoła nie była szkołą. Mamy do przepracowania brakujące kontakty społeczne i moim zdaniem jest to luka, którą trudno będzie zapełnić i to nadrobić. Uważam, że w każdej szkole potrzebny jest psycholog na cały etat. My nigdy nie mieliśmy tylu uczniów w depresji.
Planuje Pani odwiedzać szkołę po przejściu na emeryturę?
Klasy, które uczę, czyli przynajmniej ten mój mat-fiz, chcę doprowadzić do matury. Będę uczyć, ale nie w wymiarze całego etatu. Uważam, że pewne rzeczy w życiu trzeba doprowadzić do końca. Jestem takim typem osoby, która gdy coś zaczyna, to zawsze kończy.
Czego będzie Pani najbardziej brakować?
Nie myślałam jeszcze o tym. (śmiech) Gdybym miała odejść całkowicie, to brakowałoby mi kontaktu z nauczycielami. To fajna grupa przyjaciół po tylu latach wspólnej pracy. W tej szkole pracuję ponad 20 lat, tak że poznało się ludzi z różnych stron i w różnych sytuacjach. Myślę, że i tak będziemy się spotykać czy utrzymywać ze sobą kontakt. Ja po prostu będę miała czas na więcej rzeczy, które lubię robić.
Czyli na co? Co będzie Pani robić na emeryturze?
Konkretnych planów jeszcze nie mam. Jestem uzdolniona manualnie, więc na pewno będę szyła, wyplatała makramę. Znajdę sobie też coś nowego, lubię nowe wyzwania. Nie muszę się ograniczać do tego, co już znam.
Nie będzie się Pani nudzić?
Nie sądzę. Bardzo lubię sport – pływanie czy jazdę na rowerze. Na to też trzeba mieć czas, a jak jest taka ładna pogoda, to nie siadam przy maszynie. Jestem aktywną osobą i nie wyobrażam sobie siedzieć przed telewizorem.
Czego życzyłaby Pani nowej dyrektorce?
Mniej stresu, bo jest to bardzo stresująca praca. Życzę jej stoickiego spokoju. Zdarza mi się, że nie mogę zasnąć, bo wałkuję jakiś problem i zastanawiam się, co zrobić. A czegokolwiek nie zrobię, to i tak będzie źle. W tej pracy bardzo często podejmuje się decyzje o ludzkim życiu.
A czego życzyć Pani?
Nowych wrażeń i fajnych podróży! Nowych wyzwań.
I spokoju?
Tak. I tak zwanego świętego spokoju.
 

Reklama

Materiał archiwalny. Artykuł ukazał się w „Czasie Chojnic” 24 czerwca 2021, nr 25/991.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama


Reklama

Wideo czaschojnic.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości