Reklama

Bombowa Wyprawa. Pogenkrug. Zapomniana karczma „Pod Ropuchą” koło Charzyków

19/01/2023 13:12

Dzisiejszym popołudniem wybraliśmy się prawie pod same Chojnice na miejsce nieistniejącej gospody o nazwie Poggenkrug, gospoda „Pod Ropuchą.” Miejsce to znajduje się około dwóch kilometrów od Nieżywięcia w kierunku na Charzykowy, przy skrzyżowaniu dróg Nieżywięć-Charzykowy-Chojnice-Bytów.

Gospoda „Pod Ropuchą” wzmiankowana była już w roku 1772. Był to rok pierwszego rozbioru Polski. Tu posiłkowałem się opracowaniem Andrzeja Lorbieckiego Gospoda „Pod Ropuchą”. Tuż za drogą wyjazdową z Charzyków i krzyżówki z Nieżywięciem, obok szosy prowadzącej do Bytowa, rośnie kępa drzew. W miejscu tym od około 1772 roku znajdowała się przydrożna gospoda pod nazwą „Pod Ropuchą”. W okresie od 1920 do 1939 roku rowem po lewej stronie szosy biegła polsko – niemiecka granica państwowa. Przy krzyżówce stał słup graniczny o numerze D – 100. Zdarzały się tam incydenty graniczne. Niemcy fotografowali polską stronę do celów wywiadowczych.

 

Reklama

Legenda z Nieżywięcia

Dzisiejszą wyprawę zorganizowałem także pod kątem legendy z Nieżywięcia, której pewien element  ma związek z gospodą „Pod Ropuchą”. 
Wiele lat temu ścieżką z Chojniczek (Kl. Konitz) do Nieżywięcia (Niesewanz) szedł mężczyzna. Wracał z lasu, z wyrębu. Był środek mroźnej zimy. Śnieg sięgał kolan, a wiatr był przeraźliwie zimny. Mężczyzna z trudem przedzierał się dalej. Całkowicie zmarznięty i zmęczony, udał się do karczmy, która była po drodze. Chciał się rozgrzać i odpocząć. 
W gospodzie „Pod Ropuchą” dostał się do wesołego towarzystwa, w którym toczyła się niezła hulanka. Była prawie północ, gdy ruszył dalej w drogę do domu. Pogoda zmieniła się na jeszcze gorszą niż wcześniej. Śnieg leżał jeszcze głębiej, a wiatr sprawił, że samotny wędrowiec potknął się i upadł. Rozzłoszczony tym mężczyzna zaczął przeklinać i życzyć sobie i pogodzie, by poszli do piekła. 

 

Reklama

Niezbyt szlachetny dżentelmen


Nagle - nie odszedł jeszcze daleko - zobaczył zatrzymujące się obok niego sanie, które musiały go dogonić od tyłu. Mężczyzna zaczął się trząść, bo nie słyszał nadjeżdżających sań, choć wyraźnie słyszał dyszenie koni. Były one czarne jak smoła i szarpały za wodze, tak że woźnica miał problem z utrzymaniem ich w spokoju. Woźnicą był szlachetny dżentelmen, ubrany na czarno i w zieloną czapkę myśliwską z piórem koguta. Zapytał drwala, czy chce wsiąść na sanie i pojechać z nim. To byłoby wygodniejsze, a poza tym tak by mu się podobało. Mężczyzna nie do końca rozumiał, co miał na myśli dziwny pan na saniach, ale pomyślał, że łatwiej jest jechać saniami niż chodzić po śniegu i burzy. I choć z początku miał zastrzeżenia, bo w ogóle nie znał człowieka, wdrapał się na sanie i pojechał z nim.

Przerażony drwal

Konie pędziły jak wiatr, a sanie jechały coraz szybciej. Nagle mężczyzna zauważył, że sanie uniosły się z ziemi i leciały w powietrzu. Jazda stawała się coraz szybsza, a drwal z tyłu sań stawał się coraz bardziej niespokojny. Krzyknął na nieznajomego, aby się zatrzymał, bo chce zsiąść, wydawało się, że ten nic nie słyszy. Pognał konie jeszcze szybciej, tak że jechały z saniami jak burza. Wiatr świszczał w powietrzu. Mężczyzna zobaczył pod sobą ziemię i bał się, że lada chwila upadnie. Chciał złapać wodze nieznajomego, ale bez względu na to, jak bardzo się pochylił, nieznajomy zawsze pozostawał od niego w tej samej odległości. 
Przerażony drwal z rozpaczy zaczął się modlić i w końcu uczynił znak krzyża. Wtedy diabeł ryknął głośno w swoim gniewie, ponieważ ktoś inny poprowadził sanie i zniknął w piekle. Mężczyzna zaczął w kółko spadać na ziemię, gdzie przez długi czas leżał nieprzytomny w głębokim śniegu. Jednak miejsce, w którym diabeł przebił się przez ziemię w drodze do piekła, stało się pęknięciem, które do dziś można zobaczyć na drodze do Poggenkrug (Gospoda Pod Ropuchą).
Legenda w całości zostanie opublikowana w książce „Legendy Ziemi Człuchowskiej”, nad którą intensywnie pracuję wraz z Anią Koprowską-Głowacką. 

Reklama

Znaleźliśmy pocisk

Ale nie był to koniec naszych przygód na Poggenkrug. Zwiedzając pozostałości po dawnej gospodzie niejednokrotnie natrafialiśmy na stare cegły, przedwojenne butelki, pobite naczynia, kafle pieca. Nasza najmłodsza członkini wyprawy Iga, w miejscu dawnej gospody odnalazła pocisk artyleryjski z czasów II wojny światowej. Po sfotografowaniu obiektu niezwłocznie powiadomiliśmy Komendę Powiatową Policji w Chojnicach. Zaczekaliśmy do przybycia funkcjonariuszy, którzy zabezpieczyli nietypowy artefakt. 

Adam Satro

Reklama


Fot. Dariusz Stanecki i Adam Satro

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo czaschojnic.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości