Reklama

Celnicy doprowadzili nas na skraj upadku

16/05/2012 12:37

– Państwo podcięło nam skrzydła – mówią Szperowie. Chcieli zbudować w centrum Chojnic kamienicę, która miała przypominać ptaka zrywającego się do lotu, a stanęli na skraju bankructwa. Urząd celny zinterpretował przepisy podatkowe na swój sposób i naliczył właścicielom komisu samochodowego półtora miliona złotych zaległej akcyzy.

? Państwo podcięło nam skrzydła ? mówią Szperowie. Chcieli zbudować w centrum Chojnic kamienicę, która miała przypominać ptaka zrywającego się do lotu, a stanęli na skraju bankructwa. Urząd celny zinterpretował przepisy podatkowe na swój sposób i naliczył właścicielom komisu samochodowego półtora miliona złotych zaległej akcyzy.

Interes kwitł w najlepsze. Małgorzata i Andrzej Szperowie znaleźli dobrych kontrahentów na Zachodzie. Kupowali od nich nowe pick-upy. Głównie mitsubishi L 200 i nissany navary. Auta były nowe, ale nie miały gwarancji. – Dawaliśmy na nie dwuletnią rękojmię. Sprzedawaliśmy taniej, bo nie mieliśmy takiej marży jak autoryzowani dilerzy – mówi Małgorzata Szpera.

Reklama

Złoty interes

Auta w Polsce szły jak ciepłe bułeczki. Od 2007 do 2010 roku chojniccy przedsiębiorcy sprzedali ich 130. Firma się rozwijała, właściciele zatrudniali kolejnych pracowników. Kupili nawet w centrum Chojnic działkę z szaletem miejskim. – Ta inwestycja to był mój konik. Miała być architektoniczną perełką. Projektant wyrysował budynek jak gdyby ze skrzydłami, jakby miał zrywać się do lotu – mówi Małgorzata Szpera. Wszystko szło dobrze, do momentu kontroli celnej w 2010 roku. Celnicy uznali, że Szperowie niezgodnie z przepisami sprzedawali pick-upy jako auta ciężarowe. Stwierdzili, że jeśli wziąć pod uwagę kryterium długości samochodów, to są to osobówki i należy się 10 tysięcy akcyzy za sztukę. W sumie wyszło, że właściciele KaNaMy muszą oddać izbie celnej 1,5 miliona złotych.

Reklama

Pół roku wyjęte z życia

– Byliśmy w szoku. Przecież zanim zaczęliśmy handlować tymi autami, wszystko dokładnie sprawdziliśmy. Pytaliśmy o zdanie nawet prawników – mówi Małgorzata Szpera. Według nich kluczowym kryterium jest tonaż pojazdu – tak zwana paka, czyli otwarty bagażnik, musi mieć większą ładowność niż kabina pasażerska. Nie tylko oni tak uważają. W 2007 roku zastępca dyrektora Departamentu Polityki Celnej Piotr Pogorzelski wysłał do wszystkich dyrektorów izb celnych wytyczne, jak klasyfikować auta. Podał dokładnie takie same kryteria, jakie przyjęli Szperowie. – I nie ma tu o czym dyskutować, tak mówią przecież przepisy – zaznacza Andrzej Szpera. – Ktoś inaczej nagle zaczął interpretować prawo. Ale wiadomo, my w walce z państwem nie wygramy – mówi Małgorzata Szpera. Przedsiębiorcy załamali się. – Mąż stracił ochotę do pracy. W nocy wstawał i szedł na spacer z psem, a ja płakałam w poduszkę – opowiada kobieta. Panu Andrzejowi pomogły tabletki uspokajające, jego żonie wsparcie znajomych. Celnicy skontrolowali wszystkie samochody sprzedane przez Szperów. Rozjechali się w Polskę na oględziny. – Ludzie do nas dzwonili. Denerwowali się. Pytali co jest nie tak. Chcieli zwracać kupione samochody, bo myśleli, że to jest jakiś przekręt. Kilka samochodów musieliśmy odkupić – mówi Małgorzata Szpera.

Reklama

Telewizja pomogła

Jedynym plusem dla przedsiębiorców był fakt, że celnicy na swoje decyzje nie nałożyli klauzuli wykonalności. – Prosiliśmy o odłożenie płatności. O rozłożenie tego na raty – mówi Małgorzata Szpera. Udało się grać na zwłokę. – Musieliśmy jednak zwolnić ludzi. Ich szkoda najbardziej. I cały czas stoimy nad przepaścią. Czy uda się uratować firmę? – zastanawia się pani Małgorzata. – Państwo podcięło nam skrzydła – dodaje Andrzej Szpera.

Ich samopoczucie odmieniła telewizja. Zdecydowali się na udział w programie „Państwo w państwie” telewizji Polsat. W studiu eksperci nie mieli wątpliwości, że celnicy źle zinterpretowali przepisy prawa oraz że chojniccy przedsiębiorcy w tym sporze mają rację i na pewno w sądzie wygrają. Po programie chojniczanie zostali zasypani listami. – Piszą do nas obcy ludzie. Mówią, żebyśmy się trzymali. Inni proponują nawet pomoc prawną, a jeszcze kolejni opisują, jak to oni walczyli z podatkowymi instytucjami. Nie było głosu krytyki – opowiada Małgorzata Szpera.

Reklama

Celny nie ma czasu

O opinię w tej sprawie poprosiliśmy Izbę Celną w Gdyni, pod którą podlega słupski Urząd Celny. Okazało się jednak, że rzecznik izby nie ma czasu na komentarz do sprawy Szperów. – Przygotowuję właśnie ważną konferencję na środę i nie zdążę odpowiedzieć na państwa pytania – poinformował nas we wtorek rzecznik gdyńskiej instytucji Marcin Daczko. Udało nam się jedynie ustalić, że w izbie analizują przypadek chojnickich przedsiębiorców i żadne decyzje jeszcze nie zapadły.

 

Reklama

Pytania, które wysłaliśmy do rzecznika Izby Celnej w Gdyni:

1. Dlaczego Urząd Celny w Słupsku naliczył firmie KaNaMa podatek akcyzowy? Chojnickie przedsiębiorstwo było kontrolowane przez celników w maju 2010 roku. Wówczas urząd celny uznał, że państwo Szperowie powinni zapłacić od każdego pojazdu typu pick-up po około 10 tysięcy złotych akcyzy. Celnicy uznali, że chojniccy przedsiębiorcy sprzedawali auta osobowe jako ciężarowe. 

2. Jak interpretacja przepisów Państwa pracowników ma się do wytycznych Piotra Pogorzelskiego, zastępcy dyrektora w Departamencie Polityki Celnej, który 20 sierpnia 2007 roku wskazał dyrektorom izb celnych, jak interpretować podatkowe przepisy? Polecił wtedy, że najważniejszym kryterium klasyfikacji pick-upów jest proporcja ładowności, którą samochody sprzedawane przez Szperów spełniały. Państwo w tym przypadku przyjęliście kryterium wymiarów samochodu. Dlaczego? 

Reklama

3. Na jakim etapie są teraz czynności prowadzone w tej sprawie przez urząd celny? 

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama


Reklama

Wideo czaschojnic.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości