Dziś Dzień Piekarzy i Cukierników! - W latach 80. piece były węglowe. Można powiedzieć wprost, że to nie był łatwy kawałek chleba - mówi Jan Wieczorek z Chojnic, który pracował w zawodzie przez 20 lat.
To dzięki nim mamy na śniadanie świeży chleb i bułki, a do kawy smaczne ciacho. Piekarze i cukiernicy mają dziś swoje święto. I choć zakres ich obowiązków przez lata się zmieniał wraz z automatyzacją i modernizacją technologii, to jedno pozostało bez zmian: to trudny i wymagający zawód.
Jan Wieczorek z zawodu jest cukiernikiem, poza tym przez 20 lat pracował w piekarni GS. Dlaczego wybrał taką profesję?
- Po prostu zawsze lubiłem piec i przygotowywać desery. Nauczyłem się tego w domu. Podobało mi się to, dlatego wykształciłem się na cukiernika - opowiada.
Reklama
Na Kujawach, w Toruniu i nad morzem przygotowywał lody - w latach 70. cukiernie same je produkowały. W 1978 roku pan Jan przeprowadził się do Chojnic.
- Ożeniłem się, dlatego przeniosłem się tutaj z Kujaw. Ale pracy w zawodzie cukiernika wówczas tu nie było. Pojawiła się możliwość zatrudnienia w piekarni. Stwierdziłem, że to pokrewny zawód i się przyuczyłem, a potem pracowałem w chojnickiej piekarni GS aż do 1998 roku, gdy została sprywatyzowana - opowiada.
Pan Jan przez 20 lat wypiekał m.in. chleby, bułki i drożdżówki. Jego zdaniem największym wyzwaniem w tej pracy jest zmianowość.
- Przez jakiś czas mieliśmy system trzyzmianowy, potem dwuzmianowy, w tym nocki. Oczywiście to zaburza rytm dobowy, ale z drugiej strony w ciągu dnia miałem czas na inne sprawy, na przykład przypilnowanie dzieci - mówi. - Sama praca też nie była lekka. Pracowało się w pyle, bo mąka była przesiewana przez wielkie sita. Poza tym w tamtych czasach piece były węglowe. Można powiedzieć wprost, że to nie był łatwy kawałek chleba.
Najwięcej pracy piekarze mieli latem.
- W nasze strony przyjeżdżało wtedy dużo wczasowiczów i harcerzy, którzy wypoczywali nad jeziorami i w lasach. Dostawy obsługiwała piekarnia GS - opowiada pan Jan.
Reklama
Oprócz zwyczajowych zmian poszczególni pracownicy mieli dyżury, podczas których przygotowywali zaczyn do ciasta chlebowego. Sam chleb też wówczas był inny - wiele osób pamięta jeszcze z dzieciństwa chrupiącą skórkę pachnących wypieków, których próżno dziś szukać na sklepowych półkach.
- Na pewno dodawano mniej polepszaczy do mąki. Wynikało to między innymi z tego, że zboże było suszone naturalnie i miało więcej glutenu, dzięki czemu ciasto było elastyczne. Teraz, żeby osiagnąć ten efekt, często trzeba dodatków - mówi chojniczanin.
Reklama
Pan Jan po odejściu z piekarni zmienił zawód, a obecnie jest już na emeryturze, podobnie jak jego dawni koledzy ze zmiany. Przyjaźnie i znajomości z tamtych lat zostały do dziś. Poza tym pan Jan nadal chętnie piecze ciasta i torty na rodzinne uroczystości.
- Choć praca była ciężka, nigdy nie żałowałem wyboru zawodu. Niczego w tym temacie bym nie zmienił, a piec lubię do dziś - mówi.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze