Reklama

Debiut pisarki z Chojnic. „Zakręt” od dziś w księgarniach

20/10/2021 00:01

Mieszkanka Chojnic jest autorką książki „Zakręt”, która jest już dostępna w przedsprzedaży, a po 20 października będzie w księgarniach. – To lekka lektura w sam raz na jesienne wieczory – mówi pisarka, która posługuje się pseudonimem Sandra Cicha. Jak debiutantce udało się nawiązać współpracę z dużym wydawnictwem? I dlaczego jest taka tajemnicza?

Mieszkanka Chojnic jest autorką książki „Zakręt”, która jest już dostępna w przedsprzedaży, a po 20 października będzie w księgarniach. – To lekka lektura w sam raz na jesienne wieczory – mówi pisarka, która posługuje się pseudonimem Sandra Cicha. Jak debiutantce udało się nawiązać współpracę z dużym wydawnictwem? I dlaczego jest taka tajemnicza?

„Czas Chojnic”: Proszę powiedzieć kilka słów o sobie.
Sandra Cicha: Mieszkam w Chojnicach, mam około czterdziestki. Prowadzę ustabilizowane życie osobiste i zawodowe. Jestem też szczęśliwą mamą. Lubię przyrodę, zwłaszcza naszą okolicę, czyli Bory Tucholskie. W wolnym czasie chętnie jeżdżę na rolkach. Bardzo lubię czytać. Sięgam po różną literaturę, od biografii po romanse, ale najbliższe mojemu sercu są kryminały, które wręcz pożeram.
Niebawem w księgarniach ukaże się Pani debiut literacki. Dlaczego zdecydowała się Pani na publikację pod pseudonimem, a nie prawdziwym nazwiskiem?
Powodów jest kilka. Przede wszystkim jednak chciałam oddzielić przygodę, jaką jest dla mnie ta książka, od reszty mojego życia. Fajnie byłoby, gdyby lektura spotkała się z życzliwym przyjęciem, ale nie wiem, jak będzie. Wszystko dopiero się okaże.
Czy to więc lęk przed porażką? Oceną?
Być może trochę tak – ale to strach zarówno przed porażką, jak i sukcesem. Również jeśli książka zostanie przyjęta dobrze, to wolałabym zostać anonimowa. Nie chciałabym po prostu być oceniana przez pryzmat tego, co napisałam. Wolę oddzielić te dwa aspekty mojego życia. Poza tym Chojnice nie są dużym miastem, tu wszyscy się znają: z widzenia, z nazwiska, ze słyszenia.
Obawiała się Pani, że czytelnicy będą się zastanawiać, ile fabuły jest opartej na prawdziwych wydarzeniach z Pani życia? Na przykład czy ma Pani kłopoty w małżeństwie jak główna bohaterka?
Nie, bowiem moje życie różni się od historii bohaterki mojej książki, ale są na pewno też rzeczy, które nas łączą. Na przykład to, że zarówno Joanna Grabowska, jak i ja staramy się poświęcać rodzinie jak najwięcej uwagi. W jej wypadku niestety do stworzenia szczęśliwego małżeństwa to nie wystarczy. Fabuła to czysta fikcja literacka, nie dotyczy konkretnych osób, choć wiadomo, że inspiracja pochodzi od ludzi, których spotykam, różnych wydarzeń czy doświadczeń innych.
Anonimowość narzuca też pewne ograniczenia, na przykład nie może Pani spotkać się z Czytelnikami podczas wieczoru autorskiego.
Niestety – tego trochę mi żal, bo miło byłoby porozmawiać z innymi o odbiorze lektury. Nie będzie spotkań autorskich, nie będę też podpisywać książki. Nie mogę pochwalić się znajomym w mediach społecznościowych ani w ten sposób promować publikacji. Oczywiście nie zarzekam się, że nigdy nie pokażę twarzy. Być może będzie taki moment, w którym poczuję się na to gotowa. Można mnie natomiast znaleźć na Facebooku i Instagramie – co prawda mam tam dopiero kilkudziesięcioro obserwujących, ale serdecznie zapraszam.
Jakie były kulisy powstawania książki? Wcześniej pisała Pani do szuflady?
Nie, nigdy – nie licząc oczywiście jakichś szkolnych wypracowań. Wszystko działo się spontanicznie. W trakcie pandemii wszyscy chyba sporo czasu spędzaliśmy w domu. Tak było również u mnie, a w czasie wakacji i urlopu szukałam sobie jakiegoś zajęcia. Pomyślałam o tym, żeby coś napisać. Otworzyłam laptop i powstało pierwszych pięć stron. Miałam pomysł, ale nie wiedziałam nic o tworzeniu bohaterów czy fabuły. Dopiero wtedy poszukałam jakichś informacji w internecie, dowiedziałam się, jak zaplanować rozdziały. Gdy miałam 50 stron, to stwierdziłam, że głupotą byłoby schować to do szuflady, że warto byłoby to dokończyć. Jestem nocnym markiem, więc sporo pisałam wieczorami. We wrześniu ubiegłego roku wysłałam tekst do trzech wydawnictw. W ciągu kilku dni z dwóch dostałam odpowiedź, że są zainteresowani wydaniem. Skontaktowałam się z wydawnictwem Akurat (które jest powiązane z Muzą), pod koniec roku podpisałam umowę.
To chyba było spore zaskoczenie dla debiutantki?
Tak, ogromne! Wiadomo, że wysyłając tekst, miałam cichą nadzieję, że kogoś zainteresuje, ale nie spodziewałam się, że się przebije. Wydawnictwa dostają przecież ogrom propozycji. A ja nie tylko znalazłam wydawcę, ale w dodatku doświadczonego i będącego wiele lat na rynku. Poza tym bardzo się ucieszyłam, że zaakceptowano i zostawiono zaproponowany przeze mnie tytuł „Zakręt”, który moim zdaniem dobrze pasuje do treści i nawiązuje m.in. do zakrętu życiowego, na jakim znalazła się główna bohaterka.
Opowie Pani coś więcej o fabule? Dla kogo jest ta książka?
Książka opowiada o 40-letniej kuratorce sądowej z trojgiem dzieci, której wydaje się, że ma ustabilizowane życie i nic jej nie zaskoczy – co nie jest prawdą, o czym można się przekonać podczas lektury. Trudno jasno określić gatunek, ale to rodzaj powieści obyczajowej z elementami romansu i kryminału. Jest kilka fragmentów, które mogą przyprawić czytelnika o szybsze bicie serca... To lekka lektura, w sam raz na jesienny wieczór przy herbacie albo lampce wina. Pisałam jak dla samej siebie – stworzyłam bohaterkę, jakiej mi brakowało: kobietę z bagażem życiowym, z codziennymi kłopotami, ale też wplątaną w zabawne sytuacje. To osoba, z którą można się utożsamiać.
Czy Chojnice pojawiają się w powieści, np. jako jedna z lokacji?
Nie, akcja jest osadzona w Grodzisku Mazowieckim, w którym nawet nigdy nie byłam... Przydało się Google Maps. Być może jeśli dane mi będzie napisać kiedyś kolejną książkę, to będzie osadzona bardziej lokalnie, w miejscach dobrze mi znanych.
W jakim nakładzie ukaże się „Zakręt”?
Pierwszy nakład to 6 tys. egzemplarzy, potem ewentualne dodruki. Książka już jest w przedsprzedaży w Empiku, a od premiery 20 października będzie dostępna w księgarniach stacjonarnych. Sama też jeszcze czekam na autorskie egzemplarze – chętnie przekażę kilka z autografami na licytacje na rzecz małego Aleksa.
Miło będzie wziąć do ręki własną książkę? Będzie co pokazywać wnukom.
Tak, bardzo mnie to cieszy! To dla mnie przygoda życia. Świetnie będzie mieć własną książkę na półce. To niesamowita sprawa, nie każdy ma taką sposobność. Czuję też wielką odpowiedzialność – nie chcę zrobić chojniczanom wstydu. Mam nadzieję, że podczas czytania będą się dobrze bawić, a później z dumą mówić, że autorka też jest z Chojnic.

Reklama

FRAGMENT KSIĄŻKI
Anka bez trudu wyczuła gęstą atmosferę. Zerkała pytająco to na mnie, to na niego. Spojrzałam na nią groźnie i lekko pokręciłam głową. Ku mojemu zdziwieniu odpuściła.
Wieczorem zadzwoniłam do niej i opowiedziałam o swoim odkryciu.
– A to palant! – skwitowała. – Nie spodziewałabym się po nim takiej akcji.
– Jak widzisz, pozory mylą. Też bym nie pomyślała, że jest zdolny do takich zagrań. Trudno, jak dzieci dorosną to wstąpię do zakonu, bo szczęścia w miłości to ja nie mam.
Roześmiała się.
– Czyli jednak dosięgła cię strzała Amora?
– Oj tam, łapiesz mnie za słówka. Po prostu go polubiłam, i tyle.

grafika arch. wydawnictwa

Reklama

Materiał archiwalny. Artykuł ukazał się w „Czasie Chojnic” 14 października 2021, nr 41/1007.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama


Reklama

Wideo czaschojnic.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości