Reklama

Jak doszło do odkryć i badań w chojnickiej Dolinie Śmierci?

19/03/2023 22:13

W maju 2020 roku rozpoczęto badania w Dolinie Śmierci – miejscu kaźni z czasów II wojny światowej w Chojnicach. Ich najważniejszym wynikiem było lokalizowanie przestrzeni, w której zalegały spalone szczątki Polaków zamordowanych przez funkcjonariuszy III Rzeszy pod koniec stycznia 1945 roku. Zespół biegłych podjął w 2021 roku z jej terenu niemalże tonę spalonych szczątków ludzkich, zabezpieczył tysiące artefaktów oraz pobrał setki próbek do analiz specjalistycznych. Jak do tego doszło, że archeolodzy pojawili się w Dolinie Śmierci?

Chojnicka Dolina Śmierci jest miejscem masowych rozstrzeliwań z okresu II wojny światowej. Niemcy na okolicznych polach, łąkach, nieużytkach rolnych mordowali jesienią 1939 roku mieszkańców miasta i powiatu, osoby umysłowo chore oraz przedstawicieli lokalnej społeczności żydowskiej. Eksterminacja nie była przypadkowym wydarzeniem. Były to zaplanowane działania, które objęły całe przedwojenne województwo pomorskie oraz pozostałe tereny II Rzeczypospolitej.

 

Tylko na Pomorzu Gdańskim znanych jest około 400 miejsc egzekucji z początkowego okresu wojny. Terror przybrał wręcz znamiona ludobójstwa. W ciągu zasadniczo zaledwie dwóch jesiennych miesięcy 1939 roku wymordowano na Pomorzu Gdańskim około 30–35 tysięcy Polaków. Wśród nich była szeroko rozumiana inteligencja zabijana w ramach tzw. „akcji Inteligencja” oraz osoby umysłowo chore (działania o kryptonimie „T-4”).

Reklama

 

Jednym z miejsc masowych mordów były północne obrzeża Chojnic. Po wojnie przeprowadzono prace ekshumacyjne. Wydobyto wtedy szczątki jedynie 168 osób – skala zbrodni jednak była znacznie większa. Z materiałów archiwalnych wynikało także, że pod koniec stycznia 1945 roku do Chojnic zapędzono kilkusetosobową kolumnę więźniów. Mieli oni zostać straceni w Dolinie Śmierci, a ich ciała spalono w celu zatuszowania śladów zbrodni.

 

 

NAJCIEMNIEJ JEST ZAWSZE POD LATARNIĄ

 

Dolina Śmierci jest miejscem doskonale znanym mieszkańcom Chojnic (i powiatu). Od wielu już lat 1 września odbywała się na jej terenie uroczysta msza święta poświęcona pamięci ofiar II wojny światowej z miasta i regionu. Stanowi ona zarazem rozpoczęcie roku szkolnego.

Reklama

 

Obecny krajobraz Doliny Śmierci to łąka, na skraju której znajduje się ołtarz, krzyż oraz tablica pamiątkowa opisująca wydarzenia, do których tutaj doszło w czasie trwania II wojny światowej. Łąkę okalają zarośla, krzaki, drzewa liściaste oraz tereny podmokłe. Na pierwszy rzut oka nic nie wskazuje, że jest to miejsce kaźni – tak jakby lokalny krajobraz był pusty, wyzbyty materialnych śladów tragicznej i bolesnej przeszłości. Dzisiaj Dolina Śmierci to wręcz urokliwy zakątek znajdujący się blisko centrum miasta – idealne miejsce na spacer, wybieg dla psa, trasę biegową itd. Słowem, jest to poniekąd krajobraz jakby wytarty ze swej historii.

Reklama

 

Powyższe uwagi mają osobisty charakter. W Chojnicach bowiem urodziłem się, spędziłem dzieciństwo i dopiero po ukończeniu liceum wyjechałem na stałe z miasta. Mieszkałem wraz z rodzicami i braćmi na ul. Rzepakowej – oddalonej o zaledwie 400-500 m od Doliny Śmierci. Pamiętam jakby to było dziś, że przez całe lata jedząc rano śniadanie w kuchni z naszego mieszkania na drugim piętrze bloku spoglądałem na pola okalające osiedle – w tle zawsze była Dolina Śmierci.

 

Tak jak inne dzieci, już w podstawówce regularnie uczestniczyłem w uroczystościach organizowanych 1 września na północnych obrzeżach miasta. Podobnie jak moi rówieśnicy nie zdawaliśmy sobie wtedy sprawy z wydarzeń, które są upamiętniane. Co więcej, regularnie chodziliśmy drogą, którą byli prowadzeni i wywożeni Polacy na rozstrzeliwania, zarówno jesienią 1939 roku, jak i pod koniec stycznia 1945 roku. Dolina Śmierci była faktycznie dla nas miejscem tajemniczym, przez to też przedmiotem zainteresowania. Jej naturalne ukształtowanie było zapewne jedną z przyczyn, dlaczego Niemcy wybrali to miejsce do masowych egzekucji. Pagórkowaty teren z kolei dla nas jako dzieci był idealnym obszarem do zimowych zabaw. Z drogi polnej, która odchodzi od ul. Igielskiej w stronę pomnika w Dolinie Śmierci regularnie zjeżdżaliśmy zimą na sankach. Jak się okazało prawie trzy dekady później, to znaczy 13 czerwca 2020 roku, zatrzymywaliśmy się dopiero na miejscu trzech dołów śmierci, gdzie zamordowano – jak można przypuszczać na obecnym etapie badań – kilkaset osób, a ich ciała spalono w celu zatuszowania śladów zbrodni. Można powiedzieć, że nie był to przypadek, że osoba bawiąca się nieświadomie na dołach śmierci, odkryła je trzy dekady później.

Reklama

 

Moje najważniejsze odkrycie archeologiczne nie znajdowało się daleko poza granicami kraju, czy też w innych regionach Polski. Było ono cały czas w samych Chojnicach. Co więcej, z każdym rokiem archeologicznych studiów magisterskich i doktoranckich coraz bardziej „przyciągała” mnie historia Doliny Śmierci. Tak jakby jej historia nie była skończona. Albo inaczej, tak jakby jej historia miała stać się w pewien sposób archeologią – archeologią Doliny Śmierci.

 

„PATRZ TAM, TO DOLINA ŚMIERCI”

 

Człowiek pozostawia po sobie różnego rodzaju materialne ślady, które zachowują się przed dekady, setki, tysiące czy też dziesiątki tysięcy lat. Jest to zależność, która była fundamentem ruchu antykwarycznego, następnie powstania i rozwoju archeologii jako dyscypliny badań naukowych – tak też jest zresztą do chwili obecnej. Na tej samej przesłance opiera się przekonanie, że każda zbrodnia pozostawia ślady. Z perspektywy archeologicznej twierdzenie, że masowe mordy wiążą się z „masową” ilością materialnych śladów zbrodni jest w istocie banałem. Stąd też od dawna byłem głęboko przekonany, że ten rzekomo pusty, pozbawiony historii krajobraz Doliny Śmierci musi być iluzją. Skoro na obrzeżach miasta zamordowano setki ludzi i nawet jeśli przeprowadzono tam prace ekshumacyjne jesienią 1945 roku to z pewnością nie odnaleziono wszystkich ofiar i nie zabezpieczono wielu dowodów zbrodni.

Reklama

 

Właśnie powyższe myśli towarzyszyły mi, kiedy w sierpniu 2018 roku wraz z Robertem Ryndziewiczem, archeologiem z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN prowadziliśmy badania geofizyczne na terenie obozu jenieckiego z czasów I wojny światowej w Czersku (o czym pisałem kilkukrotnie w przeszłości na łamach Archeologii Żywej). Pierwszego dnia pobytu Roberta w Chojnicach odwiedziliśmy mojego brata mieszkającego przy ul. Jantarowej – to nowe bloki położone jeszcze bliżej Doliny Śmierci. Pamiętam to jak dziś, gdy z Robertem staliśmy na tarasie, z którego rozpościera się piękny widok na północne obrzeża Chojnic – tzw. Pola Igielskie.

Reklama

 

Powiedziałem mu wówczas, że to miejsce, które czeka na mnie już parę lat, że muszą tam być jeszcze materialne ślady drugowojennych zbrodni, które przy wykorzystaniu metod i narzędzi badań archeologicznych powinno udać się odnaleźć. Słowa były poniekąd prorocze, 9 maja 2020 roku dzięki dofinansowaniu uzyskanemu ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Instytutu Archeologii i Etnologii PAN oraz pomocy Urzędu Miasta Chojnice kierowałem już pracami archeologicznymi w tym miejscu.

 

„MAMY LUDZI” – 13 CZERWCA 2020 ROKU W DOLINIE ŚMIERCI

Reklama

 

9 maja 2020 roku rozpoczęły się badania terenowe w ramach projektu naukowego pt. „Archeologia Doliny Śmierci”. Już pierwszego dnia poszukiwań przy pomocy wykrywaczy metali udało się pozytywnie zweryfikować postawioną tezę badawczą – w Dolinie Śmierci zalegają nadal materialne ślady związane z niemieckimi zbrodniami na Polakach. Wśród zabezpieczonych odkryć były przede wszystkim łuski i pociski od karabinu systemu Mauser. Odnaleziono także kilka łusek od broni krótkiej. Niewątpliwie najważniejszymi znaleziskami była wpinka Przysposobienia Wojskowego Kobiet – patriotycznej organizacji dla kobiet w II RP (Niemcy członkinie organizacji nazywali Amazonkami), spinka do mankietu, naboje szkolne oraz srebrne 5 marek z 1935 roku. Słowem, już pierwsze badania napawały optymizmem i nadzieją.

Reklama

 

13 czerwca 2020 roku kontynuowano badania powierzchniowe przy pomocy wykrywaczy metali. To właśnie tego dnia dokonano – piszę to z pełną odpowiedzialnością – odkrycia o znaczeniu historycznym oraz narodowym. Było ok. godziny 12, kiedy chodząc z urządzeniem RTK GPS namierzałem kolejne znaleziska. Wtedy też Karol Woliński, jeden z wolontariuszy, woła mnie, żebym podszedł na chwilę w inną część stanowiska. Odpowiadam, że przyjdę jak skończę. On z kolei ponawia, że mam jednak niezwłocznie do nich dołączyć. Ja mówię znowu, że potrzebuję jeszcze kilka minut, żeby zadokumentować odnalezione artefakty. Karol nadal nalega, w końcu zostawiam sprzęt i w złości idę zobaczyć, co właściwie się stało. To, co zobaczyłem wstrząsnęło mną. Karol na dłoni trzymał spalone kości, prochy. Już po pierwszym oglądzie było niemalże pewnym, że są to szczątki ludzkie. Znając kontekst historyczny związany z wydarzeniami w Dolinie Śmierci wiedziałem, że historia dzieje się „tu i teraz”, na naszych oczach, że jesteśmy jej świadkami i uczestnikami, że odkryliśmy (najprawdopodobniej) grób masowy kilkuset polskich więźniów doprowadzonych na północne obrzeża miasta, gdzie ich zamordowano, a ciała spalono w celu zatuszowania śladów zbrodni.

Reklama

 

CO BYŁO POTEM?

 

W związku z dokonanym odkryciem spalonych szczątków ludzkich w Dolinie Śmierci nie przeprowadzono na miejscu ich zlokalizowania prac wykopaliskowych. O zaistniałej sytuacji poinformowano IPN. W konsekwencji wszczęto oficjalne śledztwo na okoliczność masowej zbrodni, do której doszło pod koniec stycznia 1945 roku w Dolinie Śmierci. Ustalono, że szczątki ofiar muszą zostać podjęte w 2021 roku.

 

W międzyczasie teren przyszłych badań trzeba było zabezpieczyć. Spalone szczątki ludzkie oraz wartościowe rzeczy osobiste ofiar (np. złote koronki zębowe, srebrne momenty, złote obrączki, srebrna papierośnica) zalegały tak naprawdę na samej powierzchni gruntu. Co jednak najciekawsze, z dokumentacji archiwalnej jednoznacznie wynikało, że miejsce zalegania spalonych szczątków ludzkich zostało odnalezione już w czerwcu 1945 roku przez członków Powiatowego Komitetu Uczczenia Ofiar Zbrodni Hitlerowskich. Jesienią 1945 roku jednak ich nie podjęto. Z każdym rokiem i kolejną dekadą osoby, które posiadały wiedzę dotyczącą dokładnej lokalizacji kości ofiar z drugiej połowy stycznia 1945 roku w Dolinie Śmierci umierały – a z nimi wiedza na ten temat. Jak już powiedziano, historia Doliny Śmierci stała się w pewnym sensie archeologią tego miejsca kaźni.

Reklama

 

Doły śmierci nie zostały wyrabowane do chwili ich odnalezienia w 2020 roku, ponieważ był to teren podmokły tworzący swego rodzaju niewielkie oczko wodne – w latach 70. XX wieku, jak przyznał mój ojciec, teren podmokły obejmował spory fragment Doliny Śmierci. Zaś w okresie letnim same doły śmierci i ich okolice porastała wysoka prawie na 1,5 m roślinność. Tak jakby to miejsce czekało spokojnie na przybycie archeologów.

 

Teren został zabezpieczony poprzez nawrzucanie dużej ilości gałęzi, tak aby nikt nie mógł w krótkim czasie dotrzeć do miejsca zalegania szczątków ludzkich. Następnie zamontowano fotopułapkę, żeby mieć na bieżąco ogląd na groby. Co więcej, mój ojciec Józef Kobiałka od września 2020 do końca maja 2021 roku regularnie odwiedzał Dolinę Śmierci, żeby sprawdzać miejsce przyszłych badań terenowych.

 

Jeszcze na początku maja 2021 roku teren przyszłych wykopalisk był całkowicie zalany. Z tego powodu wraz z tatą oraz kuzynem Danielem Nitą przekopaliśmy i pogłębiliśmy rów melioracyjny znajdujący się w pobliżu dołów śmierci. Jego zamulenie było główną przyczyną zalewania tego terenu.

 

Powyższe działania i wydarzenia pozwoliły ostatecznie na przeprowadzenie badań wykopaliskowych. Udało się zabezpieczyć niespełna tonę szczątków ludzkich oraz wiele dowodów zbrodni. Co ważne, odnalezione złote obrączki pozwoliły na identyfikację z imienia i nazwiska pierwszych ofiar. Były to: Irena Szydłowska, łączniczka Armii Krajowej z Grudziądza aresztowana 17 stycznia 1945, przetrzymywana w Bydgoszczy w więzieniu Gestapo, a także Anna Stołowska. Dodatkowo, jak wynika z zachowanej dokumentacji archiwalnej, wśród ofiar byli również mąż Anny z trójką dzieci.

 

PODSUMOWANIE

 

Wiele jest sposobów i okoliczności, w jakich archeolodzy dokonują przełomowych odkryć. Jeden z nich został zasygnalizowany w niniejszym artykule. Jako młody chłopak wjeżdżałem na sankach wręcz na teren dołów śmierci – na lodzie je przykrywającym ślizgałem się zimą jako młokos. I właśnie to niepozorne miejsce w Dolinie Śmierci okazało się znaleziskiem o historycznym i narodowym znaczeniu – miejscem egzekucji kilkuset Polaków oraz punktem, w którym funkcjonariusze III Rzeszy zdeponowali w bagnie prawie tonę ich szczątków.

 

Ofiary miały w torfie przepaść na wieki, pozostać po wsze czasy bezimienne. Na szczęście, badania naukowe oraz śledztwo Tomasza Jankowskiego, naczelnika Pionu Śledczego IPN w Gdańsku na to nie pozwoliły. A pierwsze ofiary odzyskały już swoją twarz i tożsamość. Rodziny dowiedziały się w końcu o losie swoich dziadków i pradziadków. Odnalezione i zidentyfikowane obrączki po zakończeniu śledztwa zostaną przekazane potomkom ofiar.

 

Mam nadzieję, że badania w Dolinie Śmierci dobitnie pokazują wartość i potrzebę prowadzenia projektów archeologicznych w miejscach kaźni. Jest to wręcz nasz obowiązek, wobec tych którzy oddali życie za Ojczyznę.

 

 

Badania w 2020 roku dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury. Finansowo prace wspierał także Instytut Archeologii i Etnologii PAN oraz Urząd Miasta Chojnice.

Z kolei badania w 2021 roku dofinansowano ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu pochodzących z Funduszu Promocji Kultury. Finansowo prace wspierał także Urząd Miasta Chojnice.

Urząd Miasta Chojnice, mieszkańcy Chojnic, lokalne służby takie, jak: Ochotnicza Straż Pożarna w Chojnicach, Straż Miejska w Chojnicach oraz Komenda Powiatowa Policji w Chojnicach pomagały w trakcie działań terenowych. Anna Kobiałka, Daniel Frymark, Przemysław Zientkowski, Karol Górnowicz, Andrzej Lorbiecki, Karol Woliński, Sebastian Śnieg, Ernest Urbaniak, Przemysław Glanc, Daniel Nita oraz Józef Kobiałka byli osobami, bez których nie udałoby się zrealizować celów projektowych.

Projekt finansowany przez Narodowe Centrum Nauki na podstawie umowy nr UMO-2021/43/D/HS3/00033.

Tekst pierwotnie ukazał się w drukowanym wydaniu Archeologii Żywej 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo czaschojnic.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości