Reklama

Ktoś chce spalić zakład i jego prezesa?

27/06/2011 11:00

Dwa pożary w ciągu miesiąca. Najpierw paliło się biuro Agry Ostrowite, a w niedzielę spłonął garaż z dwoma samochodami. Prezes zakładu jest przekonany, że ktoś chce go spalić.

Dwa pożary w ciągu miesiąca. Najpierw paliło się biuro Agry Ostrowite, a w niedzielę spłonął garaż z dwoma samochodami. Prezes zakładu jest przekonany, że ktoś chce go spalić.

Według Jana Packa niedzielny pożar nie wybuchł od instalacji elektrycznej. Nie zapaliły się też samochody stojące w podwójnym garażu. – Nie ma wątpliwości, że ktoś podłożył ogień. I to jeszcze 15 minut po tym, jak wyłączyłem w domu światło. Na pewno ten ktoś obserwował nasze okna – mówi prezes Przedsiębiorstwa Rolno-Handlowo-Usługowego Agra.

Reklama

Garaż i dwa auta

Pożar w Nowym Ostrowitem wybuchł w niedzielę tuż przed północą. – Położyłem się spać. Zanim zasnąłem, usłyszałem stukanie w parapet. Myślałem, że deszcz zaczął padać – mówi Jan Pacek, który mieszka nad biurami zakładu. Chwilę później odgłosy się nasiliły. – Jakby fajerwerki za oknem strzelały – mówi. To były odgłosy palącego się i strzelającego eternitu. – Tak jak wstałem, wybiegłem na zewnątrz. Po drodze wyłączyłem prąd. Co dziwne, wszystkie korki działały – mówi. Jan Pacek biegł w kierunku syreny alarmowej, która jest na terenie zakładu rolnego. Ktoś jednak zdążył go uprzedzić i włączył kura. Garaż wtedy stał już prawie cały w płomieniach. W środku były dwa samochody.

Reklama

60 tysięcy strat

Strażakom nie udało się uratować dobytku. Zawodowcy z Chojnic z druhami z Nowego Ostrowitego, Ogorzelin i Sławęcina zdołali opanować ogień, żeby ten nie przedostał się na sąsiednie zabudowania. Jeden samochód udało się wyciągnąć z garażu, jednak audi 80 i tak pewnie trzeba będzie złomować. Kompletnie spalił się volkswagen polo żony Jana Packa. Pod wpływem ciepła i płomieni najprawdopodobniej wybuchł w nim zbiornik z paliwem. – Samochody na pewno nie są źródłem ognia. Polo nie jeździło od piątku, audi stało w garażu od 10 dni – mówi Jan Pacek.

Reklama

To nie pierwszy raz

11 maja strażacy też interweniowali na terenie Agry. – Byłem wtedy na meczu Chojniczanki. Dostałem telefon, że się pali. Żony też w domu nie było – mówi Jan Pacek. W płomieniach stało jedno z biur na wysokim parterze budynku. Szybka interwencja miejscowych druhów, którzy gaśnicami proszkowymi ograniczyli zarzewie ognia, zapobiegła większej tragedii. Spaliło się biuro i jego wyposażenie. – Zarzewie ognia było przy ścianie, na której nie ma instalacji elektrycznej. Wtedy myślałem, że ogień wziął się tu z przypadku, ale teraz zmieniłem zdanie – mówi Jan Pacek.

Reklama

Ktoś podłożył duży ogień?

Prezes Agry mówi, że najprawdopodobniej ktoś czekał, aż on pójdzie spać i wtedy podpalił garaż. – W bramie był mały otwór, dla kotki, żeby mogła w środku pilnować potomstwa. Jestem pewien, że przez tę dziurę ktoś podłożył ogień – mówi Jan Pacek. Prezes dodaje, że ogień rozprzestrzenił się bardzo szybko, co jeszcze bardziej, według niego, wskazuje na podpalenie. – Prowadzimy czynności wyjaśniające w kierunku spowodowania pożaru. Ustalamy przyczyny tego zdarzenia i wszystkie okoliczności z nim związane – mówi pełniąca obowiązki rzecznika prasowego chojnickiej policji Magdalena Stolp.

Reklama

Będzie nagroda

– To gorsze niż Al-Kaida – mówi Jan Pacek. – Przecież tu jest zagrożone nasze życie i zdrowie – dodaje. Prezes Agry mówi, że w zakładzie zarządzono najwyższe środki ostrożności. Wyznaczył też nagrodę za pomoc w złapaniu podpalacza – 10 tysięcy złotych. – Musimy też ratować nasze mienie. Niebawem będą żniwa na 700 hektarach pola – mówi prezes Agry.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama


Reklama

Wideo czaschojnic.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości